fot. LottoNL-Jumbo

Wczesną i późną wiosną Primoz Roglic (LottoNL-Jumbo) zadziwiał w tygodniowych wyścigach etapowych, wygrywając aż trzy. Teraz, nieco w cieniu Dylana Groenewagena i Stevena Kruijswijka, przyjechał na Tour de France, by znowu potwierdzać, że odpięcie nart było bardzo dobrym wyborem. 

28-letni Słoweniec imponował we wszystkich wyścigach etapowych, w których wziął udział w tym sezonie, ponieważ albo wygrywał etapy (Tirreno-Adriatico), albo plasował się w czołówce (Volta a la Comunitat Valenciana), albo też zwyciężał w klasyfikacji generalnej (Tour of the Basque Country, Tour de Romandie oraz Tour of Slovenia).

Nic więc dziwnego, że w tegorocznym Tour de France może uchodzić za czarnego konia, choć sam studzi emocje, mówiąc, że na ewentualną walkę o wielkie toury ma jeszcze czas, zwłaszcza że w drużynie LottoNL-Jumbo chronionymi zawodnikami będą sprinter Dylan Groenewegen oraz góral Steven Kruijswijk.

To prawda, że mamy drużynę, która daje wiele możliwości. Mimo że od początku sezonu wiedzie mi się bardzo dobrze, to ja chcę być przede wszystkim skupiony na swojej pracy. Wciąż muszę się wiele nauczyć o trzytygodniowych wyścigach i dopiero wtedy podejmę decyzję, czy walczyć w nich o klasyfikację generalną

– powiedział Primoz Roglic portalowi Cyclingnews.

W ubiegłym roku Roglic zwyciężył na siedemnastym etapie do Serre-Chevalier, pokonując m.in. Alberto Contadora. Przywołując to wspomnienie również zachowuje zimną głowę.

Było wiele miłych etapów, ale oczywiście najmilsze są te, w których się wygrywa. Jeśli w najbliższych tygodniach dopisze mi zdrowie, będę w stanie wykonać dobrą robotę. To świetne uczucie być na starcie Tour de France i nie mogę się już doczekać ścigania

– zakończył Roglic.

Słoweniec być może spróbuje swoich sił w pierwszym tygodniu, a z pewnością będzie kluczowym ogniwem drużyny LottoNL-Jumbo w jeździe drużynowej na czas, która zostanie rozegrana na trzecim etapie.