Mały Książę startem w mistrzostwach Włoch zakończył swoją kolarską karierę, w której wygrywał m.in. Giro d’Italia i Il Lombardia.

Cunego pierwsze sukcesy odnosił w bardzo młodym wieku. Już w 2004 roku, mając zaledwie 23 lata, wygrał Giro d’Italia przy okazji zgarniając cztery etapy. W kolejnych kilku sezonach Il Piccolo Principe triumfował też m.in. w trzech edycjach Il Lombardia czy w Amstel Gold Race. Ostatnim startem zostały dzisiejsze mistrzostwa Włoch.

Kończę dzisiaj swoją długą karierę. Od 2002 roku miałem szczęście wykonywać ukochaną pracę. Widziałem bardzo wiele, poznałem liczne pokolenia zawodników. Plany były inne, chciałem zakończyć ściganie na Giro d’Italia, ale nie było takiej możliwości, więc wybrałem równie piękne wydarzenie. Robię miejsce młodszym, oni są bardziej głodni ścigania. Patrząc wstecz mogę powiedzieć, że jestem zadowolony ze swojej kariery

– mówił Cunego przed mikrofonami Raisport.

Przy okazji rozmowy z dziennikarzami Włoch wskazał momenty, w których mógł zrobić więcej. Wbrew pozorom największą porażką długiej kariery nie był srebrny medal mistrzostw świata w Varese.

Po przemyśleniach mogę powiedzieć, że najbardziej żałuję Tour de France 2006 i Alp d’Huez – porażki z Frankiem Schleckiem. Gdybym triumfował tamtego dnia, to pewnie moje wspomnienia byłyby lepsze. To nawet większa przykrość niż srebro w Varese.

Co ciekawe Cunego nigdy nie zyskał większej sympatii włoskich kibiców. Naród zakochany w kolarstwie nie potrafił mu wybaczyć stylu, w jakim ograł swojego lidera Gilberto Simoniego w 2004 roku. Il Piccolo Principo wielokrotnie dał się też poznać jako cichy, niechętny do rozmów i spotkań kolarz, czasami sfrustrowany niezbyt dobrymi wynikami ostatnich lat.