fot. Marta Wiśniewska / naszosie.pl

Pochodząca z Barczewa koło Olsztyna Małgorzata Jasińska, podczas konferencji prasowej przed mistrzostwami Polski 2018, opowiedziała nam m.in. o zaletach ścigania się w Movistarze oraz o tym, że wciąż czeka na dzień, w którym na rowerze będzie mogła zrobić wszystko.  

Minęły pierwsze miesiące twojego pobytu w nowo powstałej kobiecej drużynie World Tour – Movistar. Jak je oceniasz? 

Skłamałbym, gdybym powiedziała, że coś nie gra. Dla mnie, jak dotąd – żeby nie zapeszyć – jest to najlepsza drużyna, w której miałam okazję się ścigać. Mam na myśli względy organizacyjne, podejście do kolarstwa i do kobiet jako do profesjonalistek, a nie do dziewczyn, które wymyśliły sobie zabawę w jazdę na rowerze.

Przez długie lata ścigałaś się we włoskich składach. Czy mogłabyś wskazać podobieństwa i różnice między włoskim a hiszpańskim podejściem do kolarstwa? 

Istnieją różnice, ale nie jestem pewna czy to zależy od mentalności danej nacji czy od podłoża w postaci męskiej ekipy. Polityka prowadzenia kobiecej drużyny kolarskiej może wynikać z doświadczenia w pracy z mężczyznami.

Dla Eusebio Unzué, bardzo doświadczonego menedżera kolarskiego, kobieca drużyna Movistaru wydaje się być wielką dumą. Rozmawiałaś z nim, poznałaś jego punkt widzenia? 

Tak, towarzyszył nam podczas kilku wyścigów i to w jego obecności podpisywałam kontrakt z Movistarem. Był pierwszym hiszpańskim szefem drużyny, z którym miałam przyjemność porozmawiać. Jest bardzo sympatyczny i stonowany, no i co ważne – traktuje nas jak prawdziwych sportowców, a nie – tak jak rozmawiałyśmy przed chwilą – jako kobiety, dla których kolarstwo jest jakimś “widzi mi się”.

Mówiłaś w innych wywiadach, że jeździcie na identycznym sprzęcie jak mężczyźni oraz że opiekują się wami ci sami ludzie, co Nairo Quintaną i spółką. 

Tak, to jest wszystko to samo. Już na pierwsze zgrupowanie w listopadzie ubiegłego roku, pojechałyśmy wspólnie z ekipą mężczyzn. Każde spotkanie ze sponsorami, bike-fitting itp. wyglądały tak samo jak u mężczyzn. Na każdym kroku czuje się to podejście, że nie jesteśmy dodatkiem do drużyny panów.

A jak podobało ci się w Rafa Nadal Acedemy by Movistar na Majorce? 

Obiekt ten zrobił na mnie niesamowite wrażenie, ponieważ sportowiec ma tam do dyspozycji dosłownie wszystko. Dla mnie jest to pewnego rodzaju nowością i chciałabym tam wrócić jako kolarka, np. podczas zimowego zgrupowania. Mamy tam do czynienia z bardzo profesjonalnym zapleczem – dobrą atmosferą, właściwym przygotowaniem do sezonu i kompleksową opieką nad zawodnikiem. Co ciekawe, podczas pobytu tam miałyśmy okazję pojeździć i porozmawiać z amatorami, którzy wygrali konkurs organizowany przez firmę telekomunikacyjną Movistar. Oni traktują kolarstwo jako hobby, a dzięki temu wiele się nauczyłam, mogłam zobaczyć – jak wyglądam w oczach innych ludzi, którzy obserwują tę dyscyplinę sportu z innej perspektywy.

Dużo mówi się teraz o rozwoju kobiecego kolarstwa, w związku z czym chciałabym zapytać ciebie jako doświadczoną kolarkę – czy dostrzegasz różnicę między poziomem ścigania teraz i np. dziesięć lat temu? 

Jest różnica. Tak, jak mówiłaś – zawsze jest grono najmocniejszych zawodniczek, ale ono się powiększa. Nie można już z wielką pewnością powiedzieć, że ta czy inna zawodniczka zwycięży. Ostatnio rozmawialiśmy w drużynie, że kolarstwo kobiece zmierza w kierunku męskiego. Jako przykład opowiem sytuację z wyścigu w Turyngii [THÜRINGEN TOUR]. Była ucieczka, która miała ponad trzy minuty przewagi i w ciągu ostatnich 40 km zniwelowałyśmy tę różnicę, co kiedyś było nie do pomyślenia.

Podobno wyścigi pań są również bardziej ofensywne, otwarte. Zgadzasz się z tym? 

Myślę, że tak, ponieważ, gdy oglądamy wyścig mężczyzn przez pierwsze trzy-cztery godziny możemy się przespać (śmiech), a na ostatnią godzinę włączyć się do akcji. U kobiet są krótsze dystanse i przez to jest więcej agresywnej jazdy.

Zajęłaś w tym sezonie szereg miejsc w czołówce. O którym z wyścigów mogłabyś powiedzieć: w tym czułam się najlepiej i jestem z siebie bardzo zadowolona? 

Podobne pytanie zadał mi dzisiaj mój tata. Zapytał dokładnie, czy w którymś z tegorocznych wyścigów czułam się tak, że siedzę na rowerze i myślę sobie – to dziś jest ten dzień. Muszę jednak szczerze przyznać, że nie miałam jeszcze takiego dnia. Czułam się dobrze, ale dopiero po wszystkim mogłam powiedzieć sobie, że było OK. Wciąż nie poczułam tego flow. 

Być może ten dzień nadejdzie podczas mistrzostw Polski 2018. 

Mam nadzieję, bardzo bym się cieszyła. Zawsze mówiłam sobie, że jak czterokrotnie założę koszulkę mistrzyni Polski, to zakończę karierę. Ale nie…W sumie trzy-cztery lata temu częściej myślałam o zakończeniu kariery niż teraz. Jestem spokojna. Gdy przyjdzie ten moment, to odstawię rower, a tymczasem nie mam żadnej presji. Ważne jest też to, że Movistar nie ma wobec mnie żadnych wygórowanych oczekiwań – jak wyjdzie tak wyjdzie. Cieszę się również z tego, że po raz pierwszy w życiu udźwignęłam ciężar bycia liderką. Pomogła mi w tym praca nad mentalnością i dobra atmosfera w Movistarze.

Jakie są twoje plany startowe do końca sezonu? 

Przede wszystkim Giro. Pierwotnie miałam tam nie startować, ale ostatecznie pojadę. Nie wiem, jak będzie z formą w tym wyścigu, ponieważ moje plany się pomieszały. Po Giro krótki okres odpoczynku, a później mistrzostwa Europy, jeśli oczywiście kwalifikacje pójdą pomyślnie, Szwecja [Postnord Vårgårda], Norwegia [Ladies Tour of Norway], Plouay [GP de Plouay Lorient Agglomération], Holandia, wyścig etapowy [Boels Ladies Tour] i Madryd [Madrid Challenge by La Vuelta].

Madrid Challenge by La Vuelta został przedłużony o etap jazdy drużynowej na czas. 

Tak, właśnie teraz moja drużyna stara się przykładać większą wagę do jazdy drużynowej na czas. Po raz pierwszy, od dwóch miesięcy, mam przy sobie rower do jazdy na czas, na którym mogę trenować – to też jest jakiś plus.

Czy skład Movistaru jest w stanie osiągnąć dobry wynik w jeździe drużynowej na czas?

Rozmawiałyśmy z dziewczynami, że wyścigu drużynowego nie można porównywać z jazdą indywidualną na czas, bo zawodnik, który dobrze jeździ sam nie zawsze zgra się z drużyną. Może się okazać tym najsłabszym ogniwem, które rozwali całą prace. Jak dotąd nie trenowałyśmy drużynowej “czasówki” i pewnie nie zdążymy już wiele tych treningów zrobić, więc to wszystko okaże się w praniu, a dokładnie podczas Giro.

Co sądzisz o trasie mistrzostw Polski Grunwald/Ostróda 2018? 

Zawsze słyszę, że w moich rodzinnych stronach nie ma gór, więc jeździ się lekko, a w rzeczywistości treningi są wyczerpujące. Są tutaj pagórki i ani metra płaskiego, co 200-300 metrów musisz pokonać jakąś “hopkę”. Np. wczoraj [we wtorek] byłam na przejażdżce po raz pierwszy od pięciu miesięcy i przypomniałam sobie jak to jest jeździć po Warmii i Mazurach. Wychodząc na trening nie możesz założyć sobie, że zrobisz lekką przejażdżkę, “na niskich watach”. Dlatego myślę, że rywalizacja będzie ciekawa i zacięta.

W Ostródzie rozmawiała Marta Wiśniewska