fot. Marta Wiśniewska / naszosie.pl

Na gdyńskim Skwerze Kościuszki były łzy szczęścia, potem ciepłe przyjęcie na Tour de Pologne, kontuzja i choroba. Mistrz Polski 2017 Adrian Kurek z drużyny CCC Sprandi Polkowice opowiedział nam o słodko-gorzkich smakach posiadania trykotu z orzełkiem i zapewnił, że powalczy o obronę tytułu.  

Co sądzisz o trasie mistrzostw Polski 2018, które odbędą się wokół Grunwaldu i Ostródy?

Trasa wygląda na pagórkowatą i tak, jak powiedział Bartek Huzarski, będzie sprzyjała powodzeniu jednej z akcji, która gdzieś tam w trakcie wyścigu może się zawiązać. Dzisiaj po południu [w środę 6 czerwca – przyp. M.W.] będę miał okazję do tego, aby ocenić ją z własnej perspektywy. Ale z tego, co wiem od zawodników jest dużo 500-, 600-metrowych podjazdów. Mieszkam też niedaleko stąd i wiem, że na północy Polski dość mocno wieje, także wydaje mi się, że będzie to bardzo dynamiczny wyścig. O zwycięstwo może powalczyć zarówno mała grupa, jak i kolarz “na solo”.

Powinno to tobie sprzyjać, prawda? W taki sposób zdobyłeś przed rokiem tytuł mistrza Polski. 

Tak! Staram się jeździć raczej ofensywnie i tego też wymaga ode mnie drużyna, zatem tego typu akcje nie są dla mnie nowością. Generalnie trasa mi się podoba, a fakt, że będę bronił tytułu jest dla mnie dodatkową motywacją. Zapisałem się w historii polskiego kolarstwa. Obrona mistrzostwa jest dla mnie wyzwaniem, które z przyjemnością podejmę. Mam nadzieję, że w trudnych momentach wyścigu będę miał wsparcie zarówno kibiców, jak i drużyny, a jak wyjdzie – zobaczymy później. Najważniejsze, żeby koszulka została w naszej ekipie i to jest dla nas priorytetem.

Ściganie się w koszulce mistrza Polski jest dla ciebie całkowicie nowym doświadczeniem. Podziel się nim, proszę.  

Tak, rzeczywiście jest to dla mnie kompletna nowość i muszę przyznać, że zaznałem słodko-gorzkiego smaku posiadania tego trykotu. Miło było podczas Tour de Pologne, gdzie spotkałem się z ogromnym wsparciem kibiców. Później, w końcówce sezonu 2017, przeszkodziła mi kontuzja. Ten rok, mimo solidnych przygotowań, nie zaczął się dla mnie najlepiej, ponieważ pod koniec lutego zachorowałem. Nie było to do końca mądre, że przejechałem ten wyścig [Tour of Antalya – przyp. M.W.] chory. Pod koniec marca okazało się, że miałem mononukleozę. W zasadzie przez półtora miesiąca było mi ciężko, również mentalnie, bo jechałem na wyścigi, których nie wiedzieć czemu nie kończyłem. Muszę przyznać, że w tym okresie moje ciało i głowa dostały trochę w kość.

Jeśli spojrzy się na twoje wyniki w tym sezonie, to powiedzmy sobie szczerze – nie są imponujące, ale rozumiem, że musimy zrzucić to na karb problemów zdrowotnych. 

Po części tak, a po części nie. Ja nigdy nie byłem zawodnikiem, który wygrywał po dziesięć-piętnaście wyścigów. Te “DNF-y” w klasyfikacjach wzięły się w większości z problemów zdrowotnych, natomiast te ostatnie – w Tour of Norway i w Tour de Luxembourg – były ściśle związane z pracą wykonaną na wyścigu. Ich powodem nie jest słaba dyspozycja, bo czuję się dobrze. Jest to po prostu konsekwencja pracy, którą włożyłem na tym nieukończonym etapie lub na poprzednim.

Wszystkie problemy masz już za sobą?

Tak, wszystkie problemy są już za mną, forma jest coraz lepsza. Wciąż jeszcze nie udało mi się spełnić marzenia, jakim jest zwycięstwo w koszulce mistrza Polski, więc mam nadzieję, że uda się to podczas wyścigu Tour de Slovenie. Ale przyzwyczaiłem się do biało-czerwonych barw i nie ukrywam, że obrona tytułu byłaby dla mnie czymś niezwykłym.

Mimo problemów, z pewnością jesteś w stanie wymienić wyścigi, z których jesteś zadowolony – zarówno z osobistych osiągnięć, jak i z pracy wykonanej dla “Pomarańczowych”. 

Myślę, że są to wyścigi w Luksemburgu i w Chorwacji. Tour of Croatia to był mój pierwszy start po chorobie, zacząłem czuć się coraz lepiej i nawet udało mi się zafiniszować na jednym z etapów w pierwszej dziesiątce. A w Wyścigu dookoła Luksemburga niestety nie wyszedł mi prolog, na który – nie ukrywam – bardzo liczyłem. Nie czułem się jednak tego dnia tak, jak oczekiwałem. Natomiast podczas pierwszego etapu do zajęcia bardzo dobrego miejsca zabrakło mi jedynie zimnej krwi. Poza tym jestem zadowolony z pracy zespołowej, jaką wykonaliśmy dla Janka Tratnika, który miał skończyć ten wyścig na podium [ten cel udało się ekipie CCC zrealizować – Tratnik był drugi w “generalce” – przyp. M.W.]. To nas cieszy, bo to był wyścig kategorii HC, a my pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie rywalizować z najlepszymi. A jeśli ktoś uważnie oglądał, to widział, że byliśmy jedną z wiodących ekip, która na ostatnich dwóch etapach robiła wszystko, żeby ten wyścig wygrać. Podsumowując, mogę szczerze powiedzieć, że z tych dwóch wyścigów jestem dumny.

Jakie będą cele drużyny CCC Sprandi Polkowice w Słowenii? 

Osobiście chciałbym powalczyć na jednym z etapów. Z kolei dla Janka Tratnika jest to wyścig domowy i z tego, co wiem ostatni etap jazdy indywidualnej na czas jest dla niego bardzo ważny. Jako ekipa będziemy walczyć codziennie – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Duch w drużynie jest w tym sezonie bardzo mocny, jeden drugiego wspiera. Na każdym wyścigu walczymy i zajmujemy miejsca w czołówce i na podium. Przypuszczam więc, że wszyscy będą z nas zadowoleni.

W Ostródzie rozmawiała Marta Wiśniewska