Giro d'Italia 2018 / RCS Sport

Jeśli ideą było wynalezienie koła na nowo, czy raczej alternatywnie nieatrakcyjnej trasy łączącej Mediolan z San Remo, organizatorzy Giro d’Italia mogą odtrąbić sukces. Z tą tylko różnicą, że peleton wystartuje z dalekich przedmieść stolicy Lombardii, a swoją podróż zakończy w stacji narciarskiej Prato Nevoso, całkiem jakby w okolicach 200. kilometra komuś zabrakło weny. Lecz nawet jeśli udekorowany jednym tylko znaczącym podjazdem czwartkowy etap włoskiego wielkiego touru nie budzi wielkiego entuzjazmu, jego rola jest znacząca – zainauguruje on bowiem wsteczne odliczanie kolejnych przełęczy, kolejnych nienadrobionych sekund, kolejnych niewykorzystanych szans, aż to, co przypuszczamy już teraz, będziemy wiedzieć na pewno.

Dzień wcześniej Giro powtórzyło swój ulubiony z tegorocznych scenariuszy, a zatem krótki i przyjemny transferowy odcinek spod znaku wielkich jezior i wina przemieniło w szaloną pogoń za dręczonymi za pomocą zbyt krótkiej smyczy uciekinierami. Pieprzu dodały też kapryśna pogoda i co najmniej kontrowersyjna taktyka Quick-Stepu, a relatywnie krótki czas pracy w postaci pedałowania na rowerze został uczestnikom imprezy “zrekompensowany” długim transferem z położonego na wschód od Bergamo Iseo do zachodnich przedmieść Mediolanu.

Nie każdy wstanie więc dziś perfekcyjnie rześki, ale długa przeprawa przez plantacje ryżu, uprawy winorośli i inne owoce żyznej Niziny Padańskiej dostarczy dość czasu i przestrzeni, by przedyskutować sprawę i odnaleźć właściwy rytm – cała akcja czwartkowego etapu skupi się na finałowym podjeździe do Prato Nevoso.

Górująca nad Cuneo stacja narciarska jak dotąd pojawiła się na trasie Giro d’Italia tylko raz, kładąc podwaliny pod jedyne w karierze zwycięstwo w klasyfikacji generalnej wielkiego touru Stefano Garzellego (2000). Na tym wzniesieniu kończył się również odcinek składającego krótką wizytę Italii Tour de France (2008), kiedy po sprinterskim pojedynku harcowników triumfował Simon Gerrans, a Franck Schleck nadrobił kilka sekund nad Cadelem Evansem, obejmując prowadzenie w wyścigu.

Jeśli wyciągać z tych wydarzeń jakiekolwiek wnioski, niezłe szanse na sukces mieliby uciekinierzy, a ewentualne różnice pomiędzy czołowymi zawodnikami klasyfikacji generalnej powinny być minimalne. Warto w tym miejscu jednak zaznaczyć, że odjazd na odcinku tego typu bardzo łatwo jest kontrolować, a jego płaska natura w połączeniu ze skromną pulą punktów do klasyfikacji górskiej może sprawić, że w jej składzie znajdą się inni zawodnicy, niż ci typowani do harców wśród alpejskich przełęczy.

Istotna jest także informacja, że chociaż Prato Nevoso jest długim i regularnym podjazdem, jakość prowadzącej nań drogi nieco odbiega od standardów, do których przyzwyczaiły nas inne stacje narciarskie. Wystarczy przypomnieć, że to właśnie tam do elitarnego grona zawodników przewracających się podczas jazdy pod górę dołączył Denis Menchov.

Oto, co na temat 18. etapu 101. edycji wyścigu Giro d’Italia mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem imprezy:

Etap 18, 24 maja: Abbiategrasso  ›  Prato Nevoso (196 km)

Kreślenie profili odcinków do złudzenia przypominających kije golfowe jeszcze do niedawna było jedną z ulubionych rozrywek organizatorów Giro d’Italia, ale w tegorocznej edycji wyścigu tylko ten z metą na Prato Nevoso (13.9 km, śr. 6.9%, max. 10%) w pełni odpowiada tej charakterystyce. Ponieważ pomiędzy wyskokowymi przygodami nad Lago di Garda i morderczym odcinkiem z Colle delle Finestre w roli głównej pretendenci do tytułu mogą być nieskorzy do wzięcia spraw we własne ręce, o triumf z odjazdu powinni zawalczyć ci, którym na tym etapie nie pozostało już nic innego.

W ucieczce jak zwykle spodziewamy się okrutnie sponiewieranych przez peleton, ale niestrudzonych artystów tego fachu: Alessandro De Marchiego (BMC Racing), Bena Hermansa (Israel Cycling Academy), Jana Polanca, Diego Ulissiego (UAE Team Emirates), Roberta Gesinka (LottoNL-Jumbo), Hugh Carthy’ego (EF Education First) i Giulio Ciccone (Bardiani-CSF).

Dołączyć do nich mogą zajmujący niższe pozycje w klasyfikacji generalnej górale jak Davide Formolo (Bora-hansgrohe) czy Fabio Aru (UAE Team Emirates), jednak znając losy kolejnych ucieczek w rozgrywanej obecnie edycji Giro d’Italia, bezpieczniejszym z ich perspektywy rozwiązaniem może być czekanie na rozwój wypadków w peletonie i ewentualny atak na wieńczącym etap podjeździe.

Otwarcie mówi się, że podjazd pod Prato Nevoso powinien odpowiadać Tomowi Dumoulinowi (Team Sunweb) i przywoływany jest jego zeszłoroczny pokaz siły na Oropie. Prawda jest jednak taka, że Holender odstaje formą od dyspozycji, którą wówczas prezentował, co zostało boleśnie obnażone podczas wtorkowego odcinka jazdy indywidualnej na czas. Ponadto tym razem o ostatecznym kształcie klasyfikacji generalnej wyścigu zadecyduje pojedynek w górach, więc nawet najskuteczniejsza defensywa nie odwróci biegu wydarzeń. Konieczny jest atak.

Na zdystansowanie rywali podczas bezpośredniego pojedynku pretendentów do tytułu jak dotąd stać było włącznie Simona Yates’a (Mitchelton-Scott) – oczywiście wyłączywszy paranormalny występ Chrisa Froome’a (Team Sky) na Zoncolanie – i choć on jedyny może sobie pozwolić na defensywne trzymanie koła przeciwników, ten scenariusz wydaje się najmniej prawdopodobny. Jeśli tylko nadarzy się ku temu okazja, młodszy z Brytyjczyków jest faworytem do sięgnięcia po jeszcze jedno etapowe zwycięstwo.

Enigmatycznego Froome’a w kontekście czwartkowego odcinka nie powinno się jednak kategorycznie skreślać, bo tego typu intensywny wysiłek na relatywnie krótkim odcinku wydaje się przy obecnej dyspozycji jego najmocniejszą stroną, a Prato Nevoso jest podjazdem skrojonym na miarę realizowanej przez Team Sky taktyki.

Jeśli natomiast o wyniku etapu miałby zadecydować relatywnie wczesny atak z grupy liderów, dostatecznie dużo wolności mogą dostać Miguel Angel Lopez (Astana), Davide Formolo (Bora-hansgrohe), Fabio Aru (UAE Team Emirates) czy Michael Woods (EF Educatiton First).

Pełną zapowiedź 101. edycji Giro d’Italia można znaleźć tutaj

Mapy i profile tutaj

Lista startowa tutaj

Plan transmisji TV > tutaj