fot. Mitchelton-Scott

Ostatni weekend był wielką fabryką emocji dla kibiców obserwujących sytuację w Giro d’Italia. Dwa dni walki w górach były prawdziwie piękne, lecz nie da się ukryć, że największe wrażenie robi jeden zawodnik. Prawdziwy król tegorocznego Giro.

Plusy:
Perfekcyjnie niedoskonały
O tym, co w tegorocznym Giro wyprawia Simon Yates nie da się mówić bez kibicowskiego uniesienia. Brytyjczyk jest wręcz perfekcyjny w swojej niedoskonałości. Znając swoje problemy z jazdą na czas, widzieliśmy go atakującego na praktycznie każdym, górskim etapie. To właśnie on do tegorocznego Giro wprowadza najwięcej kolorytu. Oby tak dalej.

One night shoot
Co prawda wczorajszy występek Chrisa Froome’a okazał się być jednodniowym przebłyskiem, lecz emocje, jakie Brytyjczyk zdołał nam dostarczyć są nie do opisania (i mowa tu zarówno o pozytywnych, jak i negatywnych). Mimo wszystko trochę szkoda, że już dziś, lider Team Sky nie był nawiązać walki z najlepszymi, bo jego walka z liderującym rodakiem mogłaby być naprawdę przepyszna.

Minusy:
Międzynarodowa kalkulacja
Dumoulin, Lopez, Carapaz, Pozzovivo… czy przegrali dziś wyścig? Niewykluczone. Bez wątpienia pretendenci do miejsc na podium pojechali dziś przesadnie kalkulując, tracąc przy tym sporo czasu. Niestety, być może właśnie ta sytuacja pozbawiła TomDuma szans na zwycięstwo w wyścigu.