Jedenasty etap Giro d’Italia był kolejnym, który przyniósł nie do końca spodziewane rozstrzygnięcia. Dziś na rozkładzie mamy zdecydowanie więcej plusów, dlatego też zapraszamy do lektury!

Plusy:
Być jak Duce
Choć doskonale wiemy, że Giovanni Visconti mógłby się teraz śmiertelnie obrazić, jego postawa w pierwszej części etapu przypominała postępowanie prawdziwego “wodza”. W końcu kto inny mógłby w peletonie decydować o odjeździe jednego i tylko jednego zawodnika? Bez wątpienia, na tę jedną chwilę, cofnęliśmy się dziś do starych, dobrych kolarskich czasów.

Święto klona
Czy kolarze nie finiszowali dziś może w okolicach Liege? Atak Simona Yatesa na finałowym podjeździe do złudzenia przypominał bowiem pamiętny atak Andy’ego Schlecka na Cote de la Roche aux faucons, kiedy to Luksemburczyk wygrywał “La Doyenne”. Takiej mocy w górach już dawno nie miał nikt To może być najlepszy wyścig Brytyjczyka w dotychczasowej karierze.

Grazie Capitano
Choć od śmierci Michele Scarponiego minął już rok, Filottrano nadal pamięta wielkiego mistrza, który właśnie tam spędził większość swojego życia. Dzisiejszy przejazd peletonu przez wspomnianą miejscowość był bardzo specyficzną lekcją… pokory? Przepraszamy, bardzo ciężko to opisać. Rozumiemy się, prawda?

Minusy:
Ciąg dalszy
W podsumowaniu ubiegłego tygodnia rywalizacji pisaliśmy, iż trójka Aru – Froome – Lopez jedzie póki co poniżej swojego poziomu. Niestety dziś wszyscy pokazali, że zwycięstwo w Giro d’Italia chyba przestaje ich interesować. Szkoda, że trzech tak mocnych kolarzy wypada już z walki o Maglia Rosa.