Fot. Lotto-Soudal

Belg już drugi raz w tym sezonie zaskoczył peleton i wykorzystał ucieczkę, by odnieść sukces w wyścigu WorldTour.

De Gendt staje się powoli specjalistą od samotnych ucieczek – w tym sezonie już dwa razy zaskoczył peleton i wygrywał etapy wyścigów WorldTour. Najpierw w Volta a Catalunya, a wczoraj w Tour de Romandie. Okazuje się, że drugi sukces był… planowany od dawna.

Victor [Campenaerts] w drużynie jest specjalistą od jazdy na czas. Jeśli tylko mam o jakąś pytanie, to się do niego zgłaszam. Dwa tygodnie temu pisaliśmy o czasówce w Romandie i on przesłał mi jej profil. Powiedział też, że dzień wcześniej jest start pod górę i chce tam pójść na maksa żeby rozkręcić nogi. Odpisałem mu, że do niego dołączę, ale na maksa pójdziemy przez cały dzień. Zaplanowaliśmy to więc dwa tygodnie temu i ciągle się nakręcaliśmy, mieliśmy nawet grupę na WhatsApp. [Victor] dzisiaj był dla mnie bardzo ważny

– mówił po etapie De Gendt.

W odniesieniu sukcesu pomogła też analiza listy startowej. Pierwsza część etapu sprzyjała atakom, a potem za gonienie miały zabrać się ekipy sprinterów, których w Romandie brakuje.

To był trudny start, ale ja takie lubię. Prawie zawsze jestem w ucieczce po takim początku. Dzisiaj była szansa dla sprinterów, ale ich jest może trzech czy czterech, więc to oznaczało też okazję dla harcowników. Wcisnęliśmy gaz do dechy, a na koniec było mi bardzo miło.

Belg kontynuuje swoją podróż po wygrane we wszystkich wyścigach etapowych WorldTour. Na swoim koncie ma m.in. odcinki wszystkich wielkich tourów, Paryż-Nicea czy Volta a Catalunya.

Chciałem wygrać w Romandie, bo jeszcze tu nie triumfowałem. Chcę zwycięstw w każdym wyścigu etapowym WorldTour, w którym startuję. Teraz mam Romandie, ale ważne dla zespołu jest to, że jeździmy agresywnie i staramy się wygrywać

– zakończył Belg.