© BORA - hansgrohe / Bettiniphoto

Występem na królewskim etapie Tirreno-Adriatico Mikel Landa udowodnił, że obdarzony odrobiną wolności i zaufania istotnie staje się niezrównany za każdym razem, kiedy tylko szosa zaczyna się wznosić. Tuż przed pokonaniem linii mety 28-letni Bask wskazał niebo, dedykując swoje pierwsze odniesione w barwach Movistaru zwycięstwo Michele Scarponiemu.

Podczas pokonywania finałowego podjazdu Landa przez wiele kilometrów pozostawał w ogonie grupy liderów, nie wykazując zainteresowania wydarzeniami na jej czele ani atakiem Miguela Angela Lopeza (Astana). Kiedy jednak rywalizacja weszła w decydującą fazę, a do ofensywy przeszli również Rafał Majka (Bora-hansgrohe), Fabio Aru (UAE Team Emirates) i Ben Hermans (Israel Cycling Academy), 28-latek bez zastanowienia wyjął z ucha słuchawkę i ruszył do przodu.

Po zakończeniu etapu Bask potwierdził, że czuł się bardzo komfortowo podczas pokonywania podjazdu, a drużynie udało się w pełni zrealizować nakreśloną na ten odcinek taktykę.

Drużyna była dziś fenomenalna – udowodniliśmy, że przyjechaliśmy tu w mocnym składzie. Koledzy z ekipy opiekowali się mną i Jaime Rosonem przez cały dzień. Wiedzieliśmy, że pojawią się zawodnicy, którzy zdecydują się wczesny atak, jednak my woleliśmy poczekać i pozwolić popracować na czele innym drużynom – podjazd był długi, dlatego atak z takiego dystansu wydawał się samobójczą misją,

– powiedział movistarteam.com 28-latek z Kraju Basków.

Drużyna Team Sky miała kilku swoich zawodników na czele grupy, dlatego zaczekaliśmy na właściwy moment do zainicjowania mojego ataku. Kiedy do linii mety pozostawało mniej niż 4 kilometry, ruszyłem za prowadzącymi kolarzami – gdyby ta akcja się nie powiodła, w grupie liderów cały czas pozostawał Roson. Ta strategia sprawdziła się perfekcyjnie.

Sobotnie zwycięstwo utwierdziło Landę w przekonaniu, że jego przygotowania do kluczowej fazy sezonu przebiegają zgodnie z planem, jednak było równie istotne na płaszczyźnie emocjonalnej. Choć Bask regularnie podkreśla, że stale czuje obecność Michele Scarponiego pokonując na rowerze górskie przełęcze, ważne w kontekście życia i sportowej kariery okolice rozgrywania tegorocznej edycji Tirreno-Adriatico nadały temu sukcesowi specjalny wymiar.

To zwycięstwo wskazuje, że jestem na właściwej drodze. Wiedziałem, że jestem w dobrej formie, jednak znalezienie odzwierciedlenia tego faktu w uzyskiwanych rezultatach jest ważne, szczególnie reprezentując barwy nowej drużyny w tak wczesnej fazie sezonu – to wiele ułatwia i dodaje pewności siebie.

Odniesienie tego triumfu w tym miejscu, w pobliżu domu Michele Scarponiego, czyni go jeszcze bardziej wyjątkowym. Ten gest, wskazanie nieba, był dla niego. On zawsze jest z nami i nigdy nie przestajemy o nim pamiętać.

Michele zawsze był radosny i sprawiał, że wszyscy wokół niego również się uśmiechali. Po tragicznych wydarzeniach sprzed roku nie przestaję o nim myśleć, szczególnie na finałowych metrach wyścigów. Tym gestem chciałem go upamiętnić,

– rozwinął myśl w udzielonym Cyclingnews wywiadzie.