Tirreno-Adriatico

Kiedy już Strade Bianche rozbudzi w nas tęsknotę za cichymi miasteczkami i zagubionymi szosami Italii, chcemy więcej. Podobnie czują kolarze, spośród których niewielu marzy o chłodnym pocałunku kapryśnej paryskiej wiosny – nawet, jeśli ta zdaje się obiecywać słońce u kresu drogi. Z legendy Paris-Nice drwi sobie jej włoska alternatywa, z roku na rok zyskująca na prestiżu dzięki korzystniejszym warunkom atmosferycznym i ekscytującej trasie, przypominającej wielki tour w miniaturce. Walka o złoty trójząb rozpocznie się u wybrzeży Morza Tyrreńskiego, a zakończy wśród uśpionych kurortów Adriatyku. Kto zostanie królem dwóch mórz?

Równie interesująca jak rywalizacja na francuskich i włoskich szosach jest ta rozgrywająca się pomiędzy organizatorami wyścigów, ASO i RCS Sport. Po stronie Paris-Nice stoi większy prestiż, jednak kombinacja zazwyczaj niesprzyjającej aury i zaskakująco eksperymentalnego podejścia do trasy sprawiła, że w ostatnich latach częściej przegrywał on niż wygrywał walkę o względy największych gwiazd zawodowego peletonu, a w tym roku na jego starcie zameldowali się niemal wyłącznie odtwórcy drugoplanowych ról w największych z etapowych imprez. Podczas gdy ASO próbuje wynaleźć koło na nowo, w siłę rośnie Tirreno-Adriatico, które nie tylko uwodzi słońcem, ale ma na siebie bardzo jasno wyartykułowany pomysł.

Poszukiwania idealnej formuły trwały wiele lat, a w ciągu 52 rozegranych już edycji Tirreno-Adriatico przeszło transformację od imprezy dedykowanej sprinterom, poprzez kluczowy etap przygotowań dla zawodników specjalizujących się w wyścigach klasycznych po miniaturkę wielkiego touru, jaką stanowi obecnie. Tym samym stało się jedną z najbardziej dynamicznych i jednocześnie wyważonych propozycji w kalendarzu UCI, nikogo nie pozostawiając z pustymi rękami.

Przed dwoma laty pogoda pokrzyżowała plany organizatorów i zmusiła ich do odwołania kluczowego dla losów klasyfikacji generalnej imprezy, co najprawdopodobniej sprawiło, że w zeszłym sezonie specjalizujący się w wyścigach etapowych zawodnicy nieco przychylniejszym okiem spojrzeli na ofertę Paris-Nice. Na dłuższą metę nie odwróciło to jednak generalnej tendencji, dlatego o lśniący w słońcu złoty trójząb ponownie powalczą największe gwiazdy peletonu, jak Tom Dumoulin, Mikel Landa, Chris Froome, Miguel Angel Lopez, Wilco Kelderman, Geraint Thomas, Rafal Majka, Romain Bardet, Vincenzo Nibali czy Rigoberto Uran.

Swoje szanse dostaną jednak również szlifujący formę przed Milano-Sanremo sprinterzy i specjaliści od wyścigów klasycznych, kolarze brylujący w jeździe na czas i uciekinierzy. A ponieważ najnowsza historia Paris-Nice potwierdza, że lepsze rzeczywiście bywa wrogiem dobrego, rozpoczynająca się już w środę 53. edycja Tirreno-Adriatico dość wiernie powielać będzie schemat utarty w ostatnich latach.

Trasa

Etap 1, 7 marca (TTT): Lido di Camaiore › Lido di Camaiore (21.5 km)

Impreza ponownie rozpocznie się drużynową jazdą na czas w toskańskim Lido di Camaiore, które prawo do organizacji startu imprezy wywalczyło aż do 2020 roku. Trasa drużynówki będzie jak zwykle płaska i nieskomplikowana, jednak wszystkim liderom na klasyfikację generalną zależeć będzie na gładkim i bezproblemowym wejściu w wyścig.

Etap 2, 8 marca: Camaiore › Follonica (167 km)

Niemal najkrótszy i zdecydowanie najmniej wymagający z wytyczonych na nadchodzącą edycję Tirreno-Adriatico etapów, dedykowany sprinterom. O ile rozgrywane w kolejnych dniach odcinki posłużą jako solidny sprawdzian przed Milano-Sanremo, tu w akcji powinniśmy zobaczyć najszybszych z najszybszych – seryjnych łowców etapów na wielkich tourach.

Etap 3, 9 marca: Follonica › Trevi (234 km)

Dla odmiany najdłuższy, a przy tym jeden z bardziej interesujących odcinków Wyścigu dwóch mórz. Już sam dystans w tej części sezonu może zrobić na zawodnikach wrażenie, podobnie jak wieńcząca rywalizację ścianka w Trevi (300 m, śr. 20%). Spodziewać można się typowego dla tego wyścigu pojedynku pomiędzy przygotowującymi się do Milano-Sanremo sprinterami i specjalistami od pagórkowatych klasyków, jednak bardziej dynamiczni liderzy na klasyfikację generalną również spróbują uszczknąć kilka cennych sekund.

Etap 4, 10 marca: Foligno › Sarnano Sassotetto (219 km)

To ogłoszeniu trasy 53. edycji Tirreno-Adriatico to właśnie ten etap wzbudził najwyraźniej słyszalne pomruki niezadowolenia, choć wydaje się, że niesłusznie. To prawda, że w porównaniu z najczęściej wykorzystywanym w ostatnich latach Terminillo, wieńczący czwarty dzień rywalizacji Sassotetto (14.2 km, 5.8%) sam w sobie nie zależy do najtrudniejszych, jednak poprzedzony zostanie serią krótkich i niezwykle sztywnych podjazdów, które na pewno nadwątlą siły najlepszych wspinaczy i ich pomocników. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że wspinaczka rozpocznie się od samego startu – gwarantuje to bowiem wyśmienity skład odjazdu dnia.

Etap 5, 11 marca: Castelraimondo › Filottrano (178 km)

Drugi z tak charakterystycznych dla Tirreno-Adriatico, kończących się rywalizacją na sztywnych ściankach odcinków. Ten dedykowany jest pamięci Michele Scarponiego, a finałowy Muro di Filottrano pokonany zostanie w jego decydującej fazie trzykrotnie, co uczyni rywalizację trudną do kontrolowania.

Etap 6, 12 marca: Numana › Fano (153 km)

Najkrótszy etap całego wyścigu, który pomimo pagórków w znaczącej części trasy powinien zakończyć się sprinterskim pojedynkiem.

Etap 7, 13 marca (ITT): San Benedetto del Tronto › San Benedetto del Tronto (10.05 km)

Cały wyścig w klamrę zepnie tradycyjna jazda indywidualna na czas w San Benedetto del Tronto. Charakterystyka trasy sprawia, że zwycięzców etapu należy upatrywać wśród kolarzy specjalizujących się w tej dyscyplinie, jednak w przypadku niewielkich różnic w klasyfikacji generalnej emocji na pewno nie zabraknie.

O złoty trójząb materializujący włoskie zamiłowanie do form połyskliwych i fikuśnych powalczy śmietanka zawodowego peletonu, a sprawdzona w ostatnich latach formuła małego-wielkiego touru sprawia, że zwycięzcy upatrywać należy wśród zawodników wszechstronnych.

Z wieńczącymi dwa etapy sztywnymi ściankami, rywalizacją na nieco dłuższym choć nietrudnym Sassotetto i rozgrywaną ostatniego dnia wyścigu jazdą indywidualną na czas doskonale powinni poradzić sobie Tom Dumoulin (Team Sunweb), Geraint Thomas (Team Sky), Wilco Kelderman (Team Sunweb) i Miguel Angel Lopez (Astana).

Team Sunweb wydaje się znajdować w wyjątkowo komfortowej sytuacji, mając do dyspozycji dwóch wszechstronnych, dobrze dysponowanych liderów, którzy powinni zyskać przewagę nad większością rywali już po otwierającej wyścig jeździe drużynowej na czas.

To samo, przynajmniej hipotetycznie, można napisać na temat Team Sky, która przystąpi do rywalizacji z równie wszechstronnymi Geraintem Thomasem i Chrisem Froomem, dodatkowo wspieranymi przez ekstremalnie silną ekipę z Michałem Kwiatkowskim, Jonathanem Castroviejo, Vasilem Kiryienką i Giannim Mosconem w składzie. Czy i w jaki sposób trawiące brytyjską drużynę skandale odbiją się na formie czterokrotnego zwycięzcy Tour de France, przekonamy się już wkrótce, jednak Thomas powinien być w stanie z powodzeniem go zastąpić na doskonale odpowiadającej jego predyspozycjom trasie.

Po raz pierwszy w tym roku wszystkie największe działa wytoczy Bora-hansgrohe, przystępując do rywalizacji w imponująco silnym składzie z Rafałem Majką, Peterem Saganem oraz ich kluczowymi pomocnikami:  Leopoldem Koenigiem, Davide Formolo, Maciejem Bodnarem i Danielem Ossem. Zarówno Polak, jak i Słowak wchodzili jak dotąd w sezon spokojnie, jednak włoski wyścig będzie dla obu poważnym sprawdzianem przed kolejną fazą rywalizacji.

Dynamiczne finisze na sztywnych podjazdach i etap jazdy indywidualnej na czas przypadną również do gustu Rigoberto Uranowi (EF Education First), jednak można się spodziewać, że pozycja sympatycznego Kolumbijczyka po otwierającej rywalizację “drużynówce” nie będzie optymalna. W swoim tegorocznym debiucie na europejskich szosach lider ekipy Jonathana Vaughtersa postara się jednak udowodnić, że jego wyśmienity wynik w ostatniej edycji Tour de France nie był dziełem przypadku.

Sporo do udowodnienia będzie miał również Mikel Landa, po raz pierwszy wcielając się w rolę lidera Movistaru w imprezie tak wysokiej rangi. Pierwszy start w sezonie słynącego z niezależnego myślenia Baska pozbawiony był większych fajerwerków, jednak sugerował solidnie przepracowaną zimę, co powinno przynieść efekty już we włoskiej imprezie. Landa poniesie znaczące straty podczas nijak nie wpisującej się w jego predyspozycje jazdy indywidualnej na czas, jednak zanim do tego dojdzie, powinien wieść prym za każdym razem, kiedy nachylenia pokonywanych podjazdów osiągać będą wartości dwucyfrowe.

Romain Bardet (Ag2r-La Mondiale) zaskoczył wszystkich swoim fenomenalnym występem w Strade Bianche dowodząc wszechstronności, o którą niewielu go podejrzewało. Nie ulega więc wątpliwości, że do sezonu przygotowany jest wyśmienicie i nie będzie miał najmniejszych trudności z zaproponowanymi przez organizatorów wyścigu podjazdami. Jak jednak poradzi sobie z jazdą indywidualną na czas, która po wydarzeniach minionego sezonu musi wywoływać u Francuza wyjątkowo bolesne wspomnienia?

Szukając kandydatów do zajęcia wysokich miejsc w klasyfikacji generalnej Tirreno-Adriatico, nie można pominąć również Primoza Roglica (LottoNL-Jumbo), Vincenzo Nibalego (Bahrain-Merida), Adama Yatesa (Mitchelton-Scott) i Fabio Aru (UAE Team Emirates).

 

Wyścig Tirreno-Adriatico 2018 rozpocznie się w środę, 7 marca.
Relacje na żywo z wyścigu śledzić będzie można na antenie stacji Eurosport i Eurosport 2.