Fot. Movistar

Jeśli ktokolwiek jest w stanie w wieku niespełna 38 lat nie tylko powrócić do zawodowego kolarstwa po fatalnie rokującym urazie kolana, ale powrócić co najmniej tak świeżym, jak przed wypadkiem, tą osobą jest Alejandro Valverde. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, drugie miejsce wywalczone w rozgrywanym w jego rodzinnych stronach Vuelta a Murcia było już piątym podium lidera Movistaru w tym sezonie.

Zwycięzcą rozgrywanego w okolicach Costa Calida jednodniowego wyścigu został Luis Leon Sanchez (Astana), a podium uzupełnił Philippe Gilbert (Quick-Step Floors).

 

Początek wyścigu był dla nas bardzo trudny z uwagi na wyjątkowo liczną ucieczkę. Wysłaliśmy co prawda do odjazdu Imanola [Ervitiego] i Eduardo [Sepulvedę], jednak niektóre drużyny, jak Quick-Step czy Bora, miały w nim większość swoich zawodników, w tym takich ekstremalnie utalentowanych. Były momenty kiedy myślałem, że nigdy nie zdołamy ich doścignąć. Ostatecznie jednak ciężka praca moich kolegów z ekipy i Astany sprawiła, że udało nam się ich dogonić – czapki z głów dla “niebieskich”, ponieważ dokonali niemożliwego.

Odjechałem z dwoma zawodnikami Astany na Collado Bermejo. Szybko udało nam się znaleźć wspólny język, dzięki czemu zyskaliśmy przewagę nad prowadzącą grupą. Razem z ‘Luisle’ wykorzystaliśmy mały podjazd, żeby ponowić atak, a kiedy zorientowaliśmy się, że nikt nie był w stanie dotrzymać nam tempa, postanowiliśmy pojechać po zmianach do samej mety,

– wg. oficjalnej strony Movistaru powiedział 37-letni Hiszpan.

‘Luisle’ dysponuje obecnie świetną formą. Chociaż próbowałem mu odjechać w końcówce, nie znalazłem odpowiedzi, kiedy dał kolejną mocną zmianę. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony, moje nogi spisują się świetnie po kontuzji. Planuję kontynuować ciężką pracę przed moim kolejnym startem, jakim będzie udział w Abu Dhabi Tour,

– zakończył.