fot. Agata Kapusta / naszosie.pl

Dość prosty wygląd, aluminiowa rama, brak przedniej przerzutki – Crossmachine z pewnością na pierwszy rzut oka nie zachwyci wszystkich. Problem w tym, że samą jazdą przyciąga jak magnesem…

Crossmachine CXA01 Rival jest jedynym aluminiowym rowerem przełajowym dostępnym w ofercie BMC Switzerland. Nie jest to jednak model podstawowy i przeznaczony jedynie dla początkujących – geometria została dobrana tak, by umożliwić zarówno jazdę turystyczną jak i ściganie na błocie. Jednocześnie rama ma zmienną grubość ścianek i “niewiarygodny kształt rur” (cokolwiek producent chciał przez to powiedzieć). Trzeba przyznać, że jest to w pełni wyścigowa maszyna, którą możemy bez problemu wykorzystać dojeżdżając do pracy.

Po rozpakowaniu kartonu z rowerem (przyznacie, że zawsze jest to wspaniałe uczucie?) największe zdziwienie wywołała owijka, którą musimy sami nawinąć na kierownicę. Po chwilowej konsternacji łatwo zauważyć cel takiego zabiegu – użytkownik dobierze sobie idealne ustawienie klamkomanetek na aluminiowej kierownicy z lekko spłaszczonym profilem ułatwiającym chwyt na nierównościach. Po szybkim składaniu naszym oczom ukazuje się prosty, ale naprawdę ładny rower.

fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Krótko opisując rower – dostajemy hydrauliczne hamulce tarczowe, osprzęt SRAM Rival bez przedniej przerzutki, opony Continental Cyclocross o szerokości 35mm, aluminiową ramę z karbonowym widelcem i sztycą TCC (Tuned Compliance Concept) zapewniającą kompromis między sztywnością i odpowiednim pochłanianiem wibracji. Koła – DT Swiss X-1900, siodło Selle Royal Saba, kaseta o zakresie 11-42 (korba ma 40 zębów). Okej, możemy przejść do jazdy!

Muszę przyznać, że już kilkukrotnie starałem się przekonać do kolarstwa górskiego, ale po tygodniu-dwóch radości zaczynałem się nudzić i wracałem na szosę. To tutaj możemy poczuć największe prędkości i pokonywać największe dystanse. Któż jednak, zwłaszcza przy niezbyt dobrej pogodzie (nawet nie wspominam o zimie), z pewną dozą tęsknoty nie spogląda na błotniste szutry i zaśnieżone drogi? Z pomocą przychodzą nam rowery przełajowe (ewentualnie gravele), które nie za mocno różnią się od wiernych szos geometrią, a pozwalają na odrobinę szaleństwa.

fot. Agata Kapusta / naszosie.pl

W związku z nie-do-końca-złotą polską jesienią zaraz po złożeniu Crossmachine ubrałem się i wystartowałem w kierunku pobliskich pól. I chociaż na asfalcie pierwsze wrażenie było “bez szału” (w końcu szerokie opony nie pozwalają na takie przyspieszenie jak na szosówce), to po wpadnięciu w błoto na mojej twarzy momentalnie zagościł uśmiech. Pomimo aluminiowej ramy CXA01 potrafi baaardzo wiele – przy mocniejszym depnięciu odpowiada wystrzeleniem do przodu, a po napotkaniu kilku większych nierówności w niezłym stopniu niweluje wibracje (chociaż podejścia do IsoSpeed Treka nie ma). Żeby nie było – nie mówię o działaniu “amortyzatoropodobnym”, ale pomocy na tyle dużej, że dłuższa walka na dziurach nie uszkodzi nam kręgosłupa na resztę zimy.

fot. Agata Kapusta / naszosie.pl

Przełaje rządzą się swoimi prawami, dlatego test Crossmachine musiał przebiegać inaczej niż któregokolwiek roweru szosowego. Nie wybierałem się zbyt często na asfalt, bo i po co? Takiej maszyny nie kupujemy po to, żeby kręcić przez 3-4-5 godzin, tylko po to, żeby w krótkie, zimowe dni wyskoczyć na godzinkę, zamęczyć się niezliczonymi sprintami i (co najlepsze) ubłocić się tak, żeby nas rodzina nie poznała.

W związku z tym nie rozpatruję geometrii ramy pod kątem wygody, ale bardziej możliwości ciasnego pokonywania zakrętów, przyspieszeń i wytrzymałości. W tym wypadku Crossmachine spełnia swoje zadanie bardzo dobrze – nowoczesne ramy aluminiowe są już na tyle sztywne, że potrafią dorównywać “karbonowi najniższego sortu”, a jednocześnie nie ma strachu o uszkodzenia – przyznam się (chociaż nie powinienem, w końcu to nie mój rower), że kilkukrotnie dość mocno uderzyłem w wystający kamień/korzeń/dziurę (niepotrzebne skreślić) i, pomimo usłyszenia dość głośnego BUM, nic się nie działo – rama bez śladu, koła bez śladu, dętki całe. No i kręgosłup nie wzywał fizjoterapeuty.

fot. Agata Kapusta / naszosie.pl

Rama przełajowa ma dość krótką górną rurę, dlatego ostre zakręty i nawroty pokonujemy bez żadnego problemu. Przyspieszenie, jak już wspominałem, to żaden problem, więc mógłbym nawet zaryzykować stwierdzenie, że na CXA01 możemy już próbować startów w wyścigach (uwaga – załączone w zestawie opony nie są legalne – można startować z maksymalnie 33mm szerokości). Inna sprawa, że szosowiec w przełajach bez większego przygotowania najprawdopodobniej skończy w rowie na pierwszym śliskim odcinku, a jeśli dotrze do mety okrążenia, to będzie tak “wyjechany”, że podziękuje za dalszą rywalizację.

fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Przestawianie się na różne dyscypliny pomiędzy kolejnymi porami roku nie do końca ma sens, dlatego zacząłem rozpatrywać Crossmachine jako “zimówkę”. W kolarskim “sezonie ogórkowym” przede wszystkim trzeba się pobawić, odpocząć i potrenować technikę – na błocie i śniegu bez kłopotu połączymy te trzy rzeczy. Opony Continental Cyclocross są całkiem niezłe w kwestii przyczepności i baaaardzo wytrzymałe. Na asfalcie, po dopompowaniu do 6 atmosfer, dają wrażenie “okej” – szału nie ma, ale też bywało dużo gorzej.

fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Prawdopodobnie największą sensacją dla szosowców jest osprzęt – SRAM Rival 1×11 nie jest przez nas zbyt często spotykany (chociaż od przyszłego roku z tego typu rozwiązania skorzysta drużyna Aqua Blue Sport) i… chyba dobrze. Nie zrozumcie mnie źle – w przypadku MTB i przełajów brak przedniej przerzutki jest świetny i spisuje się bardzo dobrze. Na szosie jest jednak o tyle gorzej, że zapotrzebowanie na rozmiary zębatek jest większe i ciężko znaleźć kompromis – zakładając dużą korbę będziemy szybsi na zjazdach i płaskim, ale zajedziemy się na podjazdach. W drugą stronę – wiadomo – młynek w dół nie jest niczym przyjemnym. Dość jednak o szosach, wróćmy do przełajów. Tutaj – ideał. Duże przeskoki pomiędzy kolejnymi przełożeniami nie przeszkadzają, a obsługa jest prostsza i bezpieczniejsza (nie ryzykujemy spadającego łańcucha). Zakres 11-42 przy korbie 40 pozwoli na wjeżdżanie na podjazdy nawet do 25-30%, a jednocześnie nie “młynkujemy” do 50-55km/h.

fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Przyczepiłbym się za to do hamulców. Po skorzystaniu z hamulców tarczowych w Treku Domane SL5 Disc jestem ogromnym fanem tego rozwiązania, ale też krótkie testy różnych wersji pokazały, że Shimano odskoczyło SRAMowi na krok. “Tarczówki” 105, Ultegry czy Dura-Ace działają idealnie, ale Rival/RED nie są tak płynne i czasami sprawiają wrażenie źle skalibrowanych – wciskamy klamkę i “nic-nic-nic-nic-STOP”. Można się przyzwyczaić, ale przyznam, że nie oceniam tej kwestii najlepiej.

W przełajach trzeba czasami pobiegać i do tego Crossmachine sprawdza się całkiem nieźle (nie przeszkadza na ramieniu). Tylko trzeba uważać, żeby nie wpaść w poślizg – w końcu my, szosowcy, nie jesteśmy przyzwyczajeni jak rower jest na nas, zamiast odwrotnie!

fot. Agata Kapusta / naszosie.pl

Ostateczne wrażenie jest jednak w pełni pozytywne – chociaż (niestety) z jestem nieco skrzywiony i z automatu podchodzę dość sceptycznie do aluminiowych ram za prawie 10 tysięcy złotych, to przyznaję, że tym razem byłem mile zaskoczony. Crossmachine pokazuje, że jeśli nie jesteśmy zawodowcami i nie szukamy gramów, milisekund i innych “marginal gains”, to możemy spokojnie zdecydować się na tańszy, sprawdzony metal i z przyjemnością pokonywać kolejne kilometry – błota, śniegu, szutrów, asfaltu czy cokolwiek innego wymarzymy.

Ten i inne rowery BMC możecie kupić w naszym salonie w Warszawie przy ulicy Wczasowej 1.

Salon rowerowy NaSzosie – pn-pt 11-19, sb 10-15. Telefon 530 599 055 mail: sklep@naszosie.pl. 

fot. Agata Kapusta / naszosie.pl