fot. Marek Bala / naszosie.pl

Holender na koniec roku postanowił podsumować najlepszy sezon w swojej karierze.

Dumoulin w 2017 roku osiągnął ogromne sukcesy – w maju wygrał Giro d’Italia (przy okazji triumfując na dwóch etapach), w sierpniu BinckBank Tour, a we wrześniu udowodnił, że jest obecnie jednym z najlepszych czasowców na świecie zdobywając tytuły w jeździe indywidualnej i drużynowej na czas podczas mistrzostw świata w Bergen.

Liczyłem na zajęcie miejsca jak najbliżej podium, ale tak samo byłbym zadowolony z siódmego miejsca. W najśmielszych snach nie marzyłem o wygraniu Giro d’Italia!

– rozpoczął swoje podsumowanie sezonu Dumoulin rozmawiając z De Telegraaf.

Po wygranej na dziesiątym etapie Holender przejął Maglia Rosa i ze sporą przewagą przewodził stawce. Wszyscy spodziewali się, że Dumoulin ograniczy się do obrony pozycji, a tymczasem czternasty etap przebiegł zupełnie niespodziewanie – lider najpierw dogonił atakującego Nairo Quintanę, a potem popisał się znakomitym finiszem.

Etap z metą na Oropie jest moim największym zwycięstwem tego sezonu. To było świetne, niespodziewane; pomimo tego wciąż nie postrzegałem siebie jako faworyta do końcowego triumfu. To był płaski etap z podjazdem na koniec, wciąż nie wiedziałem czego oczekiwać na odcinkach z trzema podjazdami “poza kategorią”.

Po ciężkich, górskich etapach (m.in. “słynny” przystanek na toaletę) na koniec czekała czasówka, do której Motyl z Maastricht przystępował ze stratą 53 sekund do Quintany. Ostatecznie różnica okazała się “niewielka” i to kolarz Team Sunweb cieszył się z sukcesu w Mediolanie.

Tego ranka wiedziałem, że jeśli tylko uniknę pecha, to wygram Giro d’Italia. Byłem pewny swoich umiejętności. Świetnie spałem i czułem się gotowy. Chociaż zainteresowanie było ogromne, to nie czułem zbytniego stresu, po prostu musiałem zrobić swoje. Oczywiście odzew po Giro był ogromny. Nie lubię tego “czczenia bohaterów”. To, co wywołało Giro, było dla mnie szokiem.

Po krótkim odpoczynku i świetnym starcie w Clasica San Sebastian (czwarte miejsce po wygranej Michała Kwiatkowskiego) Dumoulin pokazał się jako wyjątkowo “uniwersalny” – wygrał BinckBank Tour najeżony krótkimi, sztywnymi podjazdami i niezbyt dobrą nawierzchnią. Najważniejszy cel czekał jednak w Norwegii – tam Holender miał powalczyć o swój pierwszy tytuł mistrza świata w jeździe indywidualnej na czas. Triumf 57 sekund przed Primozem Rogliciem i 1:21 nad Christopherem Froomem był ogromnym sukcesem.

To był prawdopodobnie najlepszy dzień tego roku. W tygodniach przed mistrzostwami świata w ogóle nie przypuszczałem, żebym miał dobrą nogę w Bergen. Udawało mi się jednak utrzymywać spokój w ostatnich dniach przed czasówką. Jestem bardzo zadowolony z tego czasu; to pokazuje, że potrafię się przygotowywać do konkretnych imprez.

Chociaż wydawało się, że wygrana w Giro d’Italia “zadowoli” zawodnika Team Sunweb i w przyszłym roku skupi się on na Tour de France, to ostatecznie Holender postawił na Włochy i próbę obrony tytułu. Mający dopiero 27 lat kolarz wie, że jego najlepsze lata dopiero się zaczynają.

Zawsze chcemy się poprawiać, ale nie zawsze się udaje. Prawdopodobnie wygram Tour w najbliższych trzech latach. Ale co jeszcze powinienem zrobić? To wszystko? Teraz rozumiem, że trzeba też znajdować osobistą satysfakcję w osiąganych wynikach. Nie zawsze musi być lepiej. Chcę być lepszy, ale jeśli nie wyjdzie, to to zaakceptuję. Z takim podejściem wejdę w sezon 2018

– zakończył Dumoulin.