fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Jeszcze rok temu gwiazda teledysków, zastępca Bruno Marsa i naczelny “partymaker” w ekipie Orica – Scott. Dziś zwycięzca etapowy i zdobywca zielonej koszulki podczas Tour de France. Przed Państwem Michael Matthews!

Kiedy 365 dni temu próbowałbym prawidłowo opisać charakterystykę popularnego “Blinga”, miałbym z tym niemały problem. Choć od początku kariery darzę go niemałą sympatią, określenie jego umiejętności przyprawiałoby o ból głowy. Wydaje się, że po sezonie 2017 można nazwać go zawodnikiem kompletnym.

Patrząc na wyczyny “błyskotki”, można odnieść wrażenie, że jest on zawodnikiem podobnym do Michała Kwiatkowskiego. Różnicą jest jedynie fakt, że Bling to kolarz szybszy, a nasz były mistrz świata lepiej radzi sobie w górach (choć obaj w przeciwnych specjalizacjach także radzą sobie więcej niż dobrze).

Co ciekawe, dopiero w tegorocznym sezonie, Matthews naprawdę zaprezentował pełnie swoich możliwości. Czy ma to związek z przejściem do ekipy Sunweb? Być może. Nie da się ukryć, iż w Orice Bling delikatnie stopował rozwój, choć jak się wydawało, idealnie pasował do australijskiego projektu. Tak czy owak, przejście do niemieckiego zespołu było strzałem w “10”. Być może na dokładnie taki sam efekt liczy obecnie Edward Theuns.

Ogromnym plusem dla Matthewsa było przejęcie roli lidera w nowym teamie. Po odejściu Johna Degenkolba, Australijczyk był idealną alternatywą dla finiszy z peletonu czy wyścigów klasycznych. Mało kto się jednak spodziewał, że wyjdzie mu to aż tak dobrze.

O szybkości, jaką dysponuje Bling, wiedzieliśmy już od dawna. Także jego umiejętności pokonywania krótkich podjazdów nie były niczym nowym. Mimo to, już wiosną udało mu się wykręcić kilka zaskakujących rezultatów. Przede wszystkim pozytywną niespodzianką było czwarte miejsce w La Doyenne, gdzie nigdy wcześniej nie udało mu się wskoczyć do tak ścisłej czołówki. Być może miało to związek z obecnością na trasie Simona Gerransa? Niewykluczone, a nawet prawdopodobne. Tak czy inaczej, w Subwebie to właśnie Bling jest odpowiedzialny za szybki finisz w Ans, co już niedługo może zakończyć się triumfem.

Australijski kolarz z pewnością najlepiej będzie wspominał występ w Tour de France 2017. Choć nie da się ukryć, że zdecydowanie najlepszym sprinterem był Marcel Kittel, należy oddać cesarzowi co cesarskie. Kiedy tylko Matthews był wymieniany jako główny faworyt, zwycięstwo należało do niego. Tym samym, wygrywając 2 etapy i zgarniając zielony koszul, Bling przeszedł do kolarskiej historii.

Mimo to, “Pan błyskotka” ma wciąż jeden duży problem – nie potrafi odpowiednio rozgrywać końcówek wyścigów jednodniowych. Choć jak już wspomniałem, jestem więcej niż pewny, że uda mu się wygrać “Staruszkę”, nie mogę mu nie wytknąć pewnych błędów taktycznych na ostatnich kilometrach. Przede wszystkim jest to widoczne w takich wyścigach jak kanadyjskie klasyki czy mistrzostwa świata, gdzie ponownie zabrakło mu bardzo niewiele. Niestety, w kolarstwie pamięta się tylko zwycięzców.

Czy przyszły rok będzie dla Blinga jeszcze lepszy? Jestem więcej niż pewny, że tak. Może tym razem nie uda mu się wygrać klasyfikacji punktowej w Wielkiej Pętli, lecz z pewnością wynagrodzi to sobie podczas innych imprez. Kto wie, może to on zostanie nowym królem wiosny?