Fot. Szymon Gruchalski - PZKol

Kilka dni temu długoletni sponsor Polskiego Związku Kolarskiego – firma CCC S.A. w trybie natychmiastowym przestała sponsorować polskie kolarstwo. Postanowiliśmy u źródła dowiedzieć się co dzieje się w jednym z największych Związków sportowych w Polsce. Zapraszamy na rozmowę z prezesem Dariuszem Banaszkiem.

Co się dzieje w Polskim Związku Kolarskim?

Zanim odpowiem na pytania, chciałbym powiedzieć co zrobiłem dla polskiego kolarstwa w ostatnich 11 miesiącach. Ostatnie lata działalności Polskiego Związku Kolarskiego to marazm i stagnacja. Lata 2010 – 2013 to utrata dotacji Ministerstwa Sportu, następne to łatanie dziur w budżecie przy pomocy Dariusza Miłka. Od momentu wybudowania toru nad Związkiem wisi miecz Damoklesa. Z jednej strony dług w stosunku do Mostostalu Puławy, na dziś około 9,5 miliona złotych, z drugiej dług poręczenia w stosunku do BGŻ BNP Paribas, który wynosił około 13 milionów – taki Związek zastałem w grudniu 2016. Nie jest tajemnicą, że oba długi powstały za słynnego Prezesa Wojciecha Walkiewicza i od początku kadencji cały zarząd miał wiedzę na temat tej trudnej sytuacji i wyzwaniach jakie stoją przed zarządem. Po pierwsze należało uporządkować sprawy organizacyjno – finansowe. Przygotować poprawki do planu za rok 2017, którzy stworzyli moi poprzednicy. Po drugie dokonać audytu związku i szukać sponsorów. Startując na Prezesa miałem dwa zadania, co do których się deklarowałem: pierwszy to oczywiście kolarstwo, a drugi to spłata zadłużenia za tor i długi Wojciecha Walkiewicza. Pierwszy punkt cały czas udaje się realizować, pomimo różnych problemów, jak to w sporcie bywa. Mamy rok poolimpijski więc i mniej zawodów i zejście z formy po Olimpiadzie.

Udało nam się zabezpieczyć całe zaplecze logistyczne Reprezentacji Polski. Pozyskaliśmy sponsora – 4F – podpisaliśmy wiele nowych umów i zmieniliśmy te niekorzystne, które działały na szkodę związku. Mamy nowe samochody, autobusy, obsługę techniczno – logistyczną na najwyższym, światowym poziomie.

Ogromnym sukcesem zarówno naszego mecenasa jak i moim jest to, że możemy pozyskać dużego sponsora na nową nazwę toru. Obiekt nie nazywa się już BGŻ BNP Paribas Arena. Możemy za nową nazwę pozyskać takie środki, które pokryją dużą część długu.

Może ilość medali nie była tak duża jak w sezonie olimpijskim, ale był to zupełnie inny rok. Na dzień dzisiejszy mamy prawie 30 medali rangi mistrzowskiej. Czasem trzeba zrobić krok do tyłu, aby zrobić krok do przodu. Ten związek jest kolorowy, nie ma szarych ścian jak było do tej pory, mamy centralny magazyn, a nie jak wcześniej sześć magazynów – każdy święcił pustkami. Sprzęt się rozpływał i nie wracał, teraz mamy koniec sezonu i prawie pełny magazyn. Po raz pierwszy dostaliśmy dotację od Urzędu Marszałkowskiego, dotację na modernizację toru od Ministra Sportu i Turystyki. Do tego otrzymaliśmy od Ministra większe środki na Narodowy Program Rozwoju Kolarstwa, który dziś jest pełniejszy. Minister nam zaufał, kolarstwo dzięki temu się bardzo rozwija, dużo lepiej, dynamiczniej niż dotychczas.

Drugi z priorytetów to zadanie z tych niewykonalnych. Rozpoczęliśmy reformowanie finansów w związku, porządkujemy procedury i wdrażamy zasady racjonalizacji, celowości, zasadności wydatków, których nie było. Systemy zarządcze oraz monitorowania i kontrolingu. W związku nie było podstawowych zasad księgowych: polityki rachunkowości, instrukcji obiegu dokumentów księgowych, instrukcji gospodarki materiałowej ani magazynowej i, co kuriozalne, od lat nie było inwentaryzacji sprzętu i wyposażenia. Z tym jednak sobie radzimy. Najtrudniej jest o środki na pokrycie zadłużenia, a wydawało mi się, że z tym będzie dużo łatwiej. Podstawowy dług wobec Mostostalu może być spłacony w oparciu o pożyczkę bankową albo o środki sponsorskie. To wiedzieliśmy już w marcu.

Dokonaliśmy dużo zmian w zarządzaniu obiektu Arena Sp. z o.o. w celu maksymalizacji dochodów najmu. Powstała restauracja, żeby kolarze nie musieli jeździć z mokrymi głowami do jakichś knajp tylko będą mogli się posilić u nas. Daje nam to pewność, że te głupie przeziębienia odpadną. Są grupy, które szykują się do różnego rodzaju imprez mistrzowskich. Złożyliśmy też wniosek do banku o pożyczkę w wysokości 8 milionów złotych, by spłacić dług wobec Mostostalu. Mamy nadzieję, że jeszcze w tym roku przekazanie środków dla firmy będzie możliwe i unikniemy działań komornika.

Jak się dużo dzieje, to w Polsce nie może być za dobrze, muszą przyjść inne problemy. Cały rok pracowałem i dalej będę pracował w celu pozyskania nowych sponsorów dla związku. W tym roku podpisaliśmy bardzo dużą umowę z PKN Orlen S.A. na cztery lata jako sponsorem strategicznym, do tego z OTCF S.A. właścicielem marki 4F jako sponsorem technicznym. Jesteśmy na etapie, że ją powiększymy o jeszcze większą możliwość współpracy. Niestety na nowe warunki nie wyraził zgody Pan Dariusz Miłek.

Dlaczego Pan Miłek miał wyrażać zgodę, bądź nie, na podpisane umowy z 4F? Przecież to decyzje związku, a nie Pana Miłka?

Dariusz Miłek chciał decydować o wszystkim. Dariusz Miłek zrobił dla polskiego kolarstwa bardzo dużo, w bardzo ciężkim okresie bardzo kolarstwu pomógł. Klika lat temu zdeklarował się, że będzie wspierał PZKol środkami finansowymi w wysokości 20% tych, które daje Ministerstwo Sportu. Na dzień dzisiejszy dużo z tych środków nie zostało przekazanych do związku. W niedługim czasie wszystko to skrupulatnie obliczymy. Gdybyśmy tylko z tego roku wyegzekwowali te sumy, które deklarowało CCC, były by to dwa miliony złotych.

A on nam napisał pismo, że z nami zrywa współpracę. Nie jest to fair, tym bardziej że zerwał ją dzień po pucharze świata, gdzie, jak oceniliśmy, wartość medialna tylko dla marki CCC z pucharu to około 3 miliony. Do końca nie wiem, czym kieruje się Pan Dariusz Miłek… Bardzo niewygodna była dla niego umowa z Orlenem, bo Orlen jest sponsorem strategicznym, a CCC sponsorem głównym. Nasze świadczenia wielokrotnie przekraczały środki przekazane związkowi przez CCC. W tym roku przekazał 1.5 miliona, a powinien 3-4.

Czy to prawda że prezes Miłek podczas zarządu PZKol zadzwonił do jednego z członków zarządu i w obecności całego zarządu żądał Twojego ustąpienia, grożąc zakończeniem sponsoringu jeśli tego nie zrobisz?

Tak, miało to miejsce. Na szczęście każdy zarząd jest nagrywany i mamy to udokumentowane. Ja uważam to za skandal. Bo nie Miłek mnie wybrał, tylko wybrało mnie środowisko kolarskie. Ja jestem wdzięczny środowisku kolarskiemu, powiedziałem na wyborach, że zrobię wszystko aby nie ich nie zawieść: działaczy i osiemdziesięciu kilku delegatów. To był atak na suwerenność polskiego kolarstwa, na suwerenność Polskiego Związku. Żądał ode mnie natychmiastowej dymisji. Gdybym to zrobił rozczarowałbym tych którzy mi zaufali i na mnie głosowali.

Czy zwolnienie Andrzeja Piątka z funkcji Dyrektora Sportowego to była Twoja decyzja?

Tak, to moja decyzja. Podjąłem ją w określonych okolicznościach i byłem gotów jej bronić także w sądzie. Sprawy tak się jednak potoczyły, że sprawa Andrzeja Piątka stała się bezprzedmiotowa. Pomimo wynegocjowania porozumienia Andrzej sam zrezygnował z dalszej współpracy z PZKol. Musze jednak uczciwie powiedzieć, że w sprawie Andrzeja Piątka miałem naciski od początku kadencji – tak ze strony Dariusza Miłka jak i byłego Prezesa Walkiewicza. Widzę dopiero teraz jak daleko sięga chęć sterowania składami osobowymi organów PZKol przez osoby prywatne i nieuprawnione, a uzurpujące sobie prawo do tego, bo albo są wpływowi albo bogaci albo chcą jednocześnie być wpływowi i bogaci. Nie ma na to zgody tak długo, jak długo Związek będzie stowarzyszeniem instytucji i ludzi dobrej woli.

Czy prawdą jest że jeden z członków zarządu zaproponował Ci w imieniu Dariusza Miłka rezygnację z Prezesa za pieniądze?

Tak na ostatnim posiedzeniu Zarządu Franciszek Harbacewicz zaproponował mi rezygnację z Prezesa PZKol w zamian pieniądze od Dariusza Miłka. Propozycja dotyczyła spłaty długu wobec Mostostalu 10 mln zł oraz 10 mln zł w zamian za umowę z Orlenem. I znowu Orlen stał się ością w gardle prywatnego biznesmena. Proszę sobie wyobrazić, że członek Zarządu Harbacewicz, którego sam proponowałem do składu, reprezentuje na zarządzie nie PZKol, a prywatnego biznesmena w sprawie wpływu na skład osobowy Zarządu autonomicznego związku sportowego. Harbacewicz nie wie co to autonomia, co to stowarzyszenie i wybory władz związku. Wydaje mu się , że wystarczy trochę pieniędzy i można handlować ludźmi.

Taki człowiek jak Franciszek Harbacewicz nazwał mnie oszustem. Kompletnie tego nie rozumiem, bo te słowa były bardzo mocne. Będę musiał podać go do sądu za zniesławienie w wywiadzie dla jednego z portali. Uważam to za skandal, że członkowie zarządu w niepełnym składzie spotykają się w siedzibie CCC i ustalają coś o polskim kolarstwie. Proszę sobie wyobrazić, że taki moralista jak Harbacewicz, czy inny członek zarządu, który już w przeszłości maiła kłopoty z rozliczeniami, a obecnie do rozliczenia kosztów przyjazdu na posiedzenie Zarządu przedkłada rachunki z tankowania dwóch samochodów jednocześnie do pełna z dwóch dystrybutorów. I tacy ludzie uzurpują sobie prawo do oceny moralno-etycznej i handlu moją osobą. A pomysłów na kolarstwo i spłatę zadłużenia nie mają.

Czy Prezes Miłek miał jakiś interes w tym co próbował robić?

Nie wiem, nie wiem. Wiem, że moi wiceprezesi mnie totalnie zawiedli. Zamiast pomocy chodzili i rozpowiadali wszystko, co się dzieje w związku. Zawarli poza mną niekorzystny kontrakt z firmą, z którą wiążą ich jakieś dawne rozliczenia. Wiele informacji nieprawdziwych przeciekało do prasy i do sponsorów. Sabotowano w ten sposób działania i rozbijano współpracę, teraz to widzę wyraźnie. Ludzie nie wytrzymują presji trudnych sytuacji.

Ostatnio Ministerstwo Sportu wszczęło kontrolę oświadczeń członków Zarządu ze zgodnością z art. 9 ustawo o sporcie tj. o zakazie prowadzenia działalności konkurencyjnej do Związku. Z tym faktem wiążę dymisje Piotra Kosmali i Adama Wadeckiego z funkcji Wiceprezesów. Może się okazać , że kontrola ministerialna wykaże w tym zakresie jakieś nieprawidłowości. Jednak rezygnacja z funkcji wiceprezesów nie wyłącza kontroli tych oświadczeń. Nie przesądzam jednak w żaden sposób wyników kontroli.

Zastanawia mnie to, że nastąpiła taka zmiana frontu, bo to byli twoi sojusznicy?

Sam nie wiem, czuję, że taki był plan. Mi zależało na wiceprezesach, z którymi mogę zrobić filar do grupy zawodowej przy związku, żebyśmy mogli jeździć jak Sky, jak Katusha, jak Astana. Chciałem projektu narodowego, gdzie głównym sponsorem jest państwo. Wydawało się, że oni chcą iść w tym samym kierunku, a po jakimś czasie okazało się, że kompletnie nie miałem racji. Zawiodłem się. Całe środowisko mówiło mi „co ty robisz?”. Ja ich nie posłuchałem, nie wierzyłem, że coś takiego może się zdarzyć. Teraz sypię głowę popiołem, jestem totalnie rozczarowany. Tyle miesięcy pracy… Biorę wszystko na klatę, naprawdę w ostatnim czasie bardzo się „spiąłem” i nie czuję się winny. Oczywiście popełniłem błędy, ale takie, które wynikały z mojego braku doświadczenia. Teraz zrobiłbym wszystko podobnie, może nie podjąłbym decyzji o Andrzeju Piątku samodzielnie, a zrobiłbym to przez zarząd.

Rozmawiamy o nowych sponsorach w miejsce CCC, ale i tak liczę na to, że prezes Miłek się zreflektuje – zawsze ma otwarte drzwi do polskiego kolarstwa. Tyle lat nam pomagał i jest wielkim ambasadorem naszego kolarstwa. Bardzo kibicuję jego grupie zawodowej chociaż uważam, że jest tam sporo błędów i tyle lat nie ma rozwoju. Nie wiem w jakim to kierunku idzie i o co chodzi, bo po kilku sezonach odchodzą najlepsi zawodnicy. Polityka ekipy jest słaba, na niskim poziomie.

No tak, jest na niskim poziomie, ale grupą zarządza Piotr Wadecki, który jest też selekcjonerem reprezentacji wybranym przez ciebie.

Ja go wybrałem, wiadomo – Piotr Wadecki to był zawodnik Piotra Kosmali i oni są przyjaciółmi. Kosmala go polecił, poza tym za Wadeckim stoją wyniki, stoją medale Michała Kwiatkowskiego z Ponferrady i Rafała Majki w Rio. Ja byłem za, ale dzisiaj muszę się jak najbardziej nad tym zastanowić, porozmawiać ze środowiskiem – zmieniamy selekcjonera czy nie. Nigdy mi się do końca nie podobało to, że selekcjonerem jest osoba, która jest też dyrektorem sportowym zespołu zawodowego. Za to też dostało mi się na Tour de Pologne, gdzie Piotr Wadecki pracował z CCC, a ja, z racji tej, że były mistrzostwa Europy, gdzie Marek Leśniewski był trenerem, musiałem podać skład na Tour de Pologne, bo kłóciłoby się to, że Wadecki podaje skład reprezentacji, a potem wystawia też drużynę zawodową. Wiadomo, że kolarstwo to rywalizacja i wolałem to wziąć na siebie. Z perspektywy czasu uważam to za błąd.

Pojawiły się głosy, że na dniach zaczną się wizyty komornika…

Ja jestem w kontakcie z prezesem Rybakiem. To jest wspaniały człowiek, on czuje moją determinację do spłacenia długu. Bardzo mu dziękuję za jego cierpliwość, bo tak naprawdę od pierwszego dnia mojej kadencji mógł już wejść z komornikiem do PZKol. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Dzisiaj z nim rozmawiałem, wysłałem wszelkie wnioski do banków – walczymy, działamy, próbujemy. Nie dziwi mnie postawa moich kolegów, łatwo jest przyjeżdżać na spotkania zarządu i raz w miesiącu pofilozofować. Wypinać piersi do orderu chce każdy, ale pracować już niekoniecznie. Wystarczy wspomnieć o tym jak wszyscy triumfalnie występowali po podpisaniu kontraktów z 4F i Orlenem.

Tymczasem PZKol to olbrzymia organizacja wymagająca codziennej, ciężkiej pracy i ja to robię. Zapytaj moich antagonistów, oportunistów co zrobili w ostatnim czasie, przy Pucharze Świata. Co z ich obowiązkami, bo to wprowadziłem. Jakich sponsorów namówili do nas do pracy? Kto wprowadził sponsora? Kosmala się deklarował. Jaki wprowadzili projekt pozyskania środków, jakie zaproponowali rozwiązanie? Zapewniam, że nawet przy organizacji Pucharu Świata, oprócz najbardziej zaangażowanych, Marka Kosickiego i Lucjana Wasilewskiego oraz Arka Jałowskiego, nie było nikogo do pomocy. Zapytaj Franka Harbacewicza jaka jest jego wizja pracy zarządu. Myślę, że problemy przerosły niektórych moich kolegów. Łatwiej jest udawać, że problemy to prezes, a medale i sukcesy to oni, niż pozytywnie pracować.

Jak wyobrażasz sobie dalszą współpracę? Okazuje się, że w zarządzie większość ludzi jest tobie nieprzychylna.

Ja jestem za zwołaniem walnego zgromadzenia. Chcę tego, żeby środowisko się do tego odniosło. Ja nie mam nic do ukrycia, być może popełniłem parę błędów, których teraz bym nie zrobił, ale chcę, by na walnym zgromadzeniu wszyscy się do tego odnieśli i zagłosowali czy chcą żebym pozostał czy nie. Liczę też na to, że na zgromadzeniu przegłosujemy wzięcie pożyczki i rozłożenie spłaty długu na kilka lat. Rozmawiamy z kilkoma firmami o pomocy. Chcemy być reprezentacją kolarstwa, taką jak na świecie – żeby mieć kilkunastu sponsorów. – strategicznych, głównych – chcemy stworzyć dużą, fajną rodzinę. Jeśli środowisko odniesie się do mojej osoby, to chciałbym też wnieść wniosek o stworzenie nowego zarządu, bo naprawdę niektórych mam już dość. Niektórzy członkowie Zarządu po ostatnich publikacjach sami powinni podać się do dymisji.

Czy zamieszanie wokół Związku wpływa na podejście Orlenu do dalszego sponsoringu? Słyszymy, że niektóre transze zostały wstrzymane.

Szczerze mówiąc ja na miejscu Orlenu zachowałbym się podobnie. Jeśli się czyta, że jakiś dziennikarz jeżdżący raz na trzy lata na jakiś wyścig kolarski dzwoni do jednego człowieka i pyta co się dzieje w środowisku, a potem pisze pewne rzeczy bez autoryzacji czy odpowiedzi drugiej strony, to jest katastrofa. To jest szaleństwo, działanie na niekorzyść PZKol. Nasz prawnik napisał już do autora tych wiadomości o sprostowanie, ponieważ to my jesteśmy na prawie. Do Orlenu napisaliśmy odpowiedzi na ich pytania i jestem dobrej myśli, że wszystko będzie okej. Umowa jest taka, że nie czujemy się zagrożeni przerwaniem. Dajemy więcej inwencji twórczej do polskiego kolarstwa niż mamy zapisane w umowie.

Jak przebiega kontrola przeprowadzana przez Ministerstwo Sportu?

Mamy kontrolę doraźną, jesteśmy przekonani, że wszystko będzie dobrze. Dobrze, że mamy kontrolę, bo możemy się czegoś nauczyć – pierwszy raz nas to spotyka. Na razie nie ma żadnych zarzutów i wierzę, że teraz, kiedy związek od kilku dni zaczął normalnie pracować i oczyściliśmy to środowisko i mamy tylko ludzi, którzy chcą rozwoju, a nie destrukcji, to będzie w porządku. Na koniec chciałbym prosić dziennikarzy i media o refleksję i lojalność, uczciwość dziennikarską, żeby wysłuchać obu stron, a nie tylko jednej. Dziękuję prezesowi Miłkowi za te wszystkie lata i proszę go o spotkanie, być może udałoby się namówić go do zmiany zdania.

Dziękuję za rozmowę.