Fot. Cannondale-Drapac

Drugi kolarz tegorocznego wyścigu Tour de France Rigoberto Uran w pięknym stylu zwyciężył w prestiżowym włoskim klasyku z Mediolanu do Turynu. Teraz czeka na Il Lombardię – wyścig, który bardzo lubi. 

Drużyna Cannondale-Drapac przeżywa dobry czas nie tylko ze względu na pozyskanie nowego sponsora tytularnego (EF Education First), ale także z uwagi na dobre wyniki sportowe. Kalendarz po mistrzostwach świata wypełniony jest wyścigami jednodniowymi rozgrywanymi we Włoszech, a w nich podopieczni Jonathana Vaughtersa radzą sobie bardzo dobrze, o czym świadczą miejsca w czołówce kolarzy w jasnozielonych strojach.

Wisienką na torcie występów we Włoszech jest zwycięstwo “na solo” Rigoberto Urana w najstarszym wyścigu na świecie, jakim jest Mediolan-Turyn. Kolumbijczyk na słynny podjazd Superga, gdzie usytuowana była meta, wjechał z dziesięcioma sekundami przewagi nad Adamem Yatesem (Orica-Scott). Trzeci finiszował mistrz Włoch Fabio Aru (Astana).

To był dobry dzień. Jestem bardzo szczęśliwy. To miła wygrana dla mnie, dla Cannondale-Drapac – dla wszystkich.

Chciałem poczekać [z atakiem] do drugiego podjazdu, ponieważ ta góra jest krótka, ale bardzo trudna. Byłem w grupce czterech lub pięciu kolarzy i instynktownie postanowiłem zaatakować. Na pełnym gazie jechałem do mety.

Niekiedy zarzuca mi się, że atakuję zbyt wcześnie albo zbyt późno. Dziś zaatakowałem dość wcześnie, nie dokładnie tam, gdzie planowałem, ale poczułem, że to jest odpowiedni moment

– wyjaśnił Uran.

Dyrektor sportowy drużyny Cannondale-Drapac Fabrizio Guidi przyznał, że atak “Rigo” był ryzykowny, ale jednocześnie bardzo dobry, dzięki czemu jego podopieczny cieszy się teraz ze zwycięstwa. Guidi powiedział również, że ma dobre przeczucia przed “wyścigiem spadających liści”.