fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Wieloletni szef francuskiej drużyny FDJ Marc Madiot powiedział w wywiadzie dla francuskiego dziennika “Le Parisien”, że deklaracja Davida Lappartienta dotycząca walki z mechanicznym dopingiem nie może być tylko wyborczą obietnicą. 

Nie jestem tym [mechanicznym dopingiem] przesadnie zmartwiony. Jeśli chodzi o zawodowców, musimy przeprowadzać odpowiednie kontrole. Karty rozdaje w tej sprawie David Lappartient. To [że będzie walczył z nowym rodzajem oszustw w kolarstwie] nie może być tylko wyborczą obietnicą. Jest to stosunkowo łatwe do wprowadzenia, ale według mnie niezbędne jest przeszkolenie komisarzy przeprowadzających te kontrole. Taka funkcja musi być jak osobno wykonywany zawód

– uważa Madiot.

We Francji od kilku dni zrobiło się o mechanicznym dopingu jeszcze głośniej, ponieważ w ubiegłą niedzielę, w jednym z amatorskich wyścigów, zdarzył się kolejny przypadek oszustwa z wykorzystaniem silniczków. 43-letni zawodnik ukrył swoją “maszynę” w rurze podsiodłowej.

Władze Francuskiej Federacji Kolarskiej (FFC) na poważnie zajęły się tym przypadkiem, powołując śledztwo z udziałem policji, francuskiej agencji antydopingowej, miejscowego doradcy do spraw dopingu oraz byłego kolarza Christophera Bassonsa.

Dzięki tym działaniom ta operacja zakończyła się sukcesem, z czego FFC może być bez wątpienia zadowolona. Ale to niestety potwierdza także, iż przypadki motodopingu w kolarstwie amatorskim są obecne i psują tym samym wizerunek tego sportu

– dodał Marc Madiot.

Przypomnijmy, że problem mechanicznego dopingu pojawiał się także w kolarstwie zawodowym. W 2016 roku podczas wyścigu kolarstwa przełajowego silniczek wykryto u Belgijki Femke van den Driessche.