fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Rafał Majka (BORA-hansgrohe) próbował podłożyć taką samą bombę na podjeździe pod Bukowinę jak dwa lata temu, ale dziś nie do zgubienia był Belg Dylan Teuns z drużyny BMC. Oto 74. edycja Tour de Pologne oczami “Zgreda”. 

Dałem z siebie wszystko, bardzo chciałem wygrać, ale nie udało się. Takie jest kolarstwo – uczy pokory. Ja myślę, że nie mam czego żałować. Nasza taktyka była taka, że Peter miał być z przodu i na mnie czekać. Bardzo mi dziś pomógł, za co bardzo dziękuję. Dziękuję także całej drużynie BORA-hansgrohe. Myślę, że pojechaliśmy bardzo dobry wyścig, właściwie na każdym etapie nie wychodziliśmy z pierwszej trójki.

Miałem dzisiaj pod nogą nawet, jak przyspieszył [Wout] Poels, później sam chciałem trochę rozkręcić tempo, ale to nie wystarczyło. [Dylan] Teuns mnie przetrzymał i “szacun” dla niego – wygrał mocniejszy.

Atmosfera wśród polskich kibiców jest wspaniała! Powiem szczerze, że mam ciarki, gdy podjeżdżam pod górę i słyszę, jak ludzie krzyczą “Majka”, “Majka”.

Teraz trochę odpocznę i kolejnym celem będzie Vuelta, na której raczej nie będę celował w “generalkę”, bo jestem na wysokich obrotach od Tour de France. Będę starał się wygrać etap.

Rafał Majka rozmawiał z dziennikarzami na mecie w Bukowinie – wysłuchał Marek Bala

Marta Wiśniewska