Fot. Dimension Data

Mark Cavendish (Team Dimension Data) twierdzi, że jeszcze nigdy nie był tak zrelaksowany przed startem Tour de France. Znakomity brytyjski sprinter, który zmagał się z wirusem EBV, nie nakłada na siebie żadnej presji, a ewentualne (choć według niego mało prawdopodobne) zwycięstwo etapowe uzna za bonus, bowiem sukcesem jest dla niego samo to, że znalazł się w składzie swojej drużyny.

W ubiegłorocznym Tour de France Mark Cavendish wygrał cztery etapy i po raz pierwszy w karierze założył żółtą koszulkę. Imponował formą, sposobem rozgrywania sprintów i doświadczeniem, które zaprocentowało w momencie, gdy większość dziennikarzy oraz kibiców ogłosiła zakończenie ery „Manxmana”.

W tym roku Cavendish nie liczy właściwie na nic, bowiem z powodu zakażenia wirusem EBV przez dwa miesiące w ogóle nie mógł jeździć na rowerze, a na treningi do Wielkiej Pętli miał tylko siedem tygodni.

Mam nadzieję, że nie jestem już chory. Moje wyniki mówią, że najgorsze już za mną. Nie jestem w idealnej kondycji, ale w byciu sprinterem dobre jest to, że czasami można wygrać etap dzięki szczęściu, np. wtedy, kiedy usiądzie się na dobrym kole. Warto było tutaj przyjechać i poszukać takiej szansy, ponieważ jest wiele sprinterskich etapów

– powiedział Mark Cavendish dziennikowi „The Guardian”.

Podczas Tour de France 2016 sporo uwagi mediów i kibiców zajęła korespondencyjna walka Marka Cavendisha z Eddym Merckxem o liczbę etapowych zwycięstw w największym wyścigu kolarskim na świecie. „Kanibal” ma na koncie trzydzieści cztery etapowe triumfy, a Brytyjczyk trzydzieści. Wszystko wskazuje jednak na to, że w tym roku rekord Merckxa nie jest zagrożony.

Nigdy nie goniłem tego rekordu Eddy`ego Merckxa, to było po prostu coś, o czym zaczęło się mówić. W ubiegłym roku stało się to realnym celem, a w tym będę szczęśliwy z jednego zwycięstwa. Jeśli zaś to się nie uda, nie będę siebie za to obwiniał

– dodał Mark Cavendish.

W składzie drużyny Dimension Data, który w sobotę stanie na starcie Tour de France w Düsseldorfie jest także drugi rekonwalescent, którego morale jest z pewnością o wiele wyższe niż Marka Cavendisha. To Steve Cummings, który podczas mistrzostw Wielkiej Brytanii wygrał zarówno jazdę indywidualną na czas, jak i wyścig ze startu wspólnego. Cummings w kwietniu doznał poważnej kontuzji łopatki, obojczyka i mostka.

Kolarz z Wirral przyznał, że jego ramię nie jest w pełni sprawne, ale rehabilitacja sprawiła, że odzyskał siedemdziesiąt procent siły, którą dysponował przed kontuzją.

Znajduję się na dobrym poziomie, co udowodniłem w zeszły weekend. Trzy tygodnie to długi okres. Mam nadzieję, że jeśli się skoncetruję i będę odpowiednio wykonywał moje zadania, dojdę do takiej formy, jaką miałem w ostatnich latach

– powiedział Steve Cummings.

Szef drużyny z RPA Douglas Ryder przyznał, iż cieszy się, że zarówno Mark Cavendish, jak i Steve Cummings będą ścigać się we Francji.