Team Sunweb /LB/RB/Cor Vos

Mikel Landa doczekał się etapowego triumfu w 100. Giro d’Italia. Hiszpan był najsilniejszy z ucieczki, za której plecami rozegrała się walka o prowadzenie w klasyfikacji generalnej.

Landa już trzykrotnie był bliski zdobycia etapowego skalpu – na Oropie był trzeci, a w Bormio i Ortisei przegrywał na finiszu z Vincenzo Nibalim (Bahrain-Merida) i Tejayem Van Garderenem (BMC). Kolarz Team Sky się nie poddawał i dzisiaj wreszcie mógł unieść ręce w górę w geście triumfu:

Razem z kolegami walczyłem w ostatnich trzech czy czterech dniach. Wreszcie dzisiaj udało się wygrać. Mieliśmy sporo ciężkich momentów w Giro. Zaczęliśmy dobrze, a potem przydarzyła się ta kraksa. Musieliśmy się przegrupować. Jestem bardzo szczęśliwy i rozemocjonowany, zwłaszcza, że moja rodzina pojawiła się na dzisiejszym etapie. Wiedziałem, że wszyscy [w ucieczce] się na mnie oglądają. Na szczęście Sebastian [Henao] był ze mną. Wykonał świetną pracę w pierwszych pięciu kilometrach finałowej wspinaczki, by kontrolować rywali.

W końcówce mocno osłabł lider wyścigu Tom Dumoulin (Team Sunweb). Holender stracił do najważniejszych rywali ponad minutę i musiał oddać różową koszulkę.

Od startu miałem kiepskie nogi. Popełniłem błąd nowicjusza w pierwszej części etapu i dałem się zaskoczyć jadąc w tylnej części peletonu. Pozostałe ekipy walczące o ‘generalkę’ mocno nacisnęły, więc powstała luka i zostałem. Musiałem się sporo napracować, żeby wrócić do czołówki, a to nie była zbyt idealna sytuacja. W końcówce starałem się ograniczyć straty, myślę, że nieźle mi poszło. Drużyna była bardzo mocna i kilka razy mnie uratowała, muszę jej bardzo podziękować, bo bez niej miałbym dużo gorszy dzień. Mam nadzieję, że jutro będzie już lepiej

– powiedział po etapie Dumoulin.

Na pozycję lidera wrócił Nairo Quintana (Movistar). Zwycięzca Giro d’Italia z 2014 roku przywdziewał już Maglia Rosa po etapie na Blockhausie.

Wykonaliśmy długi atak na zjeździe, a potem mocno naciskaliśmy na ostatniej wspinaczce. Imponująca praca zespołu była bardzo widoczna, nie jestem w stanie wyrazić swojej wdzięczności. Na podjazdach zawsze ma się wątpliwości za kim trzeba skoczyć. Wiedziałem, że bacznie muszę obserwować Nibalego, ale czasami to inni próbują cię zostawić i tworzą się różnice, które ciężko zlikwidować. Trzeba też odpowiednio szachować siłami. Czasami jedno mocniejsze naciśnięcie na pedały ponad limit oznacza straty w końcówce. W niedzielę jest czasówka – cóż, to ostateczna bitwa, jeden na jednego, gdzie musimy dać z siebie wszystko, co mamy. Na naszych barkach spoczywa duża presja, bo rywale są silni, ale to my mamy Maglia Rosa i spróbujemy się obronić

– mówił Kolumbijczyk.