Fot. Quick-Step Floors/ © Tim De Waele

Dopóki dyrektor sportowy drużyny Quick-Step Floors Davide Bramati nie udzielił wywiadu telewizji RAI, nikt nie wiedział, że lider wyścigu Bob Jungels miał kraksę w ostatniej części ósmego etapu wyścigu Giro d`Italia. Luksemburczyk zranił lekko kolano, ale będzie kontynuował jazdę w legendarnej różowej koszulce. 

Moje kolano trochę krwawi, ale nie boli, więc nie stanowi to dla mnie problemu. Ten upadek wydarzył się z mojej winy. Straciłem na chwilę koncentrację na zjeździe, dotknąłem koła mojego kolegi z drużyny i upadłem

– mówił Bob Jungels za linią mety ósmego etapu.

W tym momencie wirtualnym liderem wyścigu był Valerio Conti (UAE Team Emirates), ale drużyna Quick-Step postanowiła objąć rządy w peletonie, by obronić maglia rosa. Chwilę później nieco zamieszania wprowadził Mikel Landa (Team Sky), który przypuścił atak ostatecznie zakończony niepowodzeniem.

Nie spodziewałem się ataku Landy, ale myślę, że był to akcja wymierzona raczej w inne drużyny niż we mnie. W momencie, gdy ruszył do przodu było jeszcze daleko do mety

– ocenił akcję Hiszpana z Team Sky Bob Jungels.

W niedzielę lidera wyścigu oraz pozostałych faworytów do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej czeka poważny sprawdzian na podjeździe pod Blockhaus. Bob Jungels jedzie w różowej koszulce od sycylijskiego etapu z metą na Etnie, co oznacza, że pokonał już w tym trykocie prawie tysiąc kilometrów.

Myślę, że w niedzielę zacznie się prawdziwa bitwa. Będzie to pierwszy podjazd, który według mnie zmieni układ sił. Taką górą miała być Etna, ale zwyciężyła wówczas rozgrywka taktyczna z powodu silnego wiatru. Jeśli chodzi o mnie, to potraktuję tę próbę jako test tego, jak daleko jestem w stanie dojechać [w różowej koszulce]

– zapowiedział Bob Jungels.

24-letni Jungels był liderem wyścigu Giro d`Italia także w ubiegłym roku, ale – jak sam podkreśla – znajdował się wówczas w zupełnie innej sytuacji, ponieważ objął prowadzenie w późniejszej fazie wyścigu, a różnice w “generalce” były większe.