Fot. Team Movistar

W tegorocznym wyścigu Vuelta al Pais Vasco Primož Roglič udowodnił, że zmiana dyscypliny sportu ze skoków narciarskich na kolarstwo była jedną z jego lepszych, jeśli nie najlepszą decyzją w życiu, a Alejandro Valverde potwierdza, że jest jak długo dojrzewające wino – im starszy tym lepszy. 

Na zakończenie rywalizacji w Kraju Basków kolarze musieli zmierzyć się z prawie trzydziestokilometrową jazdą indywidualną na czas, która ostatecznie ułożyła klasyfikację generalną, lecz nie wyłoniła innego lidera niż Alejandro Valverde, zwycięzcę królewskiego etapu.

Dobrego występu Słoweńca Primoža Rogliča można było się spodziewać, ponieważ kolarz drużyny LottoNL-Jumbo jest w dobrej formie od kilku tygodni, co potwierdziło zwycięstwo na trzecim etapie Vuelta al Pais Vasco. Roglič mocno pojechał zwłaszcza drugą część dystansu – Alberto Contador (Trek-Segafredo) był od niego szybszy na pierwszym punkcie pomiaru czasu o trzydzieści trzy sekundy, a mimo to nie wygrał.

To była trudna jazda indywidualna na czas, ale wszystko poszło tak, jak chciałem. Wygrałem w tym tygodniu dwa etapy i zająłem piąte miejsce w klasyfikacji generalnej.

Pokonałem dziś najlepszych kolarzy, co sprawia, że moja satysfakcja z tego zwycięstwa jest jeszcze większa. Cieszę się także z tego, że w taki sposób mogłem odpłacić się moim kolegom za wspaniałą pracę, którą wykonali dla mnie w tym wyścigu

– powiedział Primož Roglič, zwycięzca ostatniego etapu jazdy indywidualnej na czas wyścigu Vuelta al Pais Vasco.

O tym, że Alejandro Valverde jest jak wino wiadomo nie od wyścigu w Kraju Basków. Popularny “Bala” jest w tym sezonie imponująco konsekwentny i właśnie wygrał swój trzeci wyścig etapowy w tym sezonie (po zwycięstwie w Ruta del Sol i Volta a Catalunya).

Oh, było ciężko! Bardzo chciałem wygrać Itzulię. Byłem bardzo blisko wiele razy, ale zawsze brakowało czegoś, żeby wygrać klasyfikację generalną. Wydaje się, że jestem w tym sezonie w bardzo dobrej formie, więc sukces ten smakuje wyjątkowo. To była inna edycja Pais Vasco, ponieważ pierwsze etapy były nieco łatwiejsze. Nie oznacza to jednak, że wyścig nie był wymagający.

Trasa jazdy na czas również była wymagająca, a na dodatek miałem za sobą bardzo poważnych rywali jak Alberto czy Ion. Muszę przyznać, że dobrze było startować jako ostatni i dzięki temu znać czasy innych zawodników. W pierwszej części trasy, po zjeździe z Karabiety, oszczędzałem siły, ponieważ moi koledzy z drużyny powiedzieli mi, żeby zachować je na ostatnie siedem kilometrów – i tak zrobiłem, od tego momentu jechałem na pełen gaz, i ta strategia się opłaciła.

Tym, jak układa się dla mnie ten sezon jestem bardziej zaskoczony niż ktokolwiek inny. To mój najlepszy początek sezonu w karierze. W związku z tym wystartuję w Ardenach bez większego stresu. Jeśli wygram jakiś wyścig z ardeńskiego tryptyku, będę mógł skończyć sezon (śmiech). Ale tak poważnie, to jestem w bardzo dobrej dyspozycji, i to musi być moją przewagą nad rywalami w Ardenach. Później chwilę odpocznę i będę przygotowywał się do Tour de France

-powiedział Alejandro Valverde, zwycięzca Vuelta al Pais Vasco 2017.

Valverde urasta zatem do jednego z najgroźniejszych faworytów do zwycięstwa w Liège-Bastogne-Liège czy Walońskiej Strzale, w które to wyścigi celuje Michał Kwiatkowski (Team Sky). Pierwsze starcie Polaka, Hiszpana i innych już w Wielkanocną Niedzielę podczas Amstel Gold Race.