Fot. Etixx-Quick Step

Julian Alaphilippe, mimo dobrej jazdy francuskiej reprezentacji, musiał uznać wyższość Petera Sagana, który zgodnie z przewidywaniami, był najmocniejszy w wyścigu elity mężczyzn o mistrzostwo Europy. Alaphilippe i trener Francuzów zadają sobie pytanie, czy obecnego mistrza świata da się w ogóle pokonać?

Historyczny, bo pierwszy, wyścig o mistrzostwo Europy odbył się we Francji, zatem kolarska reprezentacja „trójkolorowych” poczuła się zobligowana, by zdominować wyścig i osiągnąć dobry rezultat, a najlepiej zwyciężyć. Udało się wszystko oprócz złotego medalu. Francuzi rządzili w peletonie, mają trzech kolarzy w pierwszej dziesiątce i jednego na podium – właśnie srebrnego Juliana Alaphilippe`a.

Francja pojechała dobry wyścig. Byliśmy zmotywowani, by wygrać, mieliśmy trzy karty, którymi mogliśmy grać- Sama Dumoulina, Gallopina, no i mnie. Myślę, że wywarliśmy wpływ na rywalizację, ale nie udało się wygrać, bo Sagan był zdecydowanie najmocniejszy – powiedział Alaphilippe dziennikowi „L`Equipe”.

Alaphilippe był czwarty w wyścigu ze startu wspólnego na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro, drugi w Liege-Bastogne-Liege 2015 i w dwóch edycjach Fleche Wallone (2015, 2016). Gdy w Plumelec uległ Peterowi Saganowi, przypomniał sobie drugi etap tegorocznego Tour de France, gdy także był gorszy tylko od charyzmatycznego Słowaka.

To może być denerwujące, ale z drugiej strony nie przegrywam z byle kim. Sagan w wyścigu o mistrzostwo Europy był najmocniejszy, ale on jest do pokonania, w końcu nie jest nadczłowiekiem – stwierdził Francuz na co dzień ścigający się w Etixx-Quick Step.

Julian Alaphilippe w swoich wypowiedziach raczej nie widział winy swojej porażki u innych. Nieco inaczej losy wyścigu o mistrzostwo Starego Kontynentu skomentował trener Francuzów Bernard Bourreau, który oświadczył, że nie fair ze strony pozostałych ekip było obciążenie jego podopiecznych nadawaniem tempa peletonowi przez cały wyścig.

Inne drużyny obciążyły nas pracą wiedząc, że Peter Sagan jest zdecydowanym faworytem. Aby go pokonać, należało przypuścić więcej ataków, ale każda ekipa miała własne interesy. My nie mamy jednak czego żałować – drugie miejsce za takim mistrzem, jakim jest Sagan znaczy wiele – powiedział Bourreau.