Pamiętacie kibiców, którzy podczas zgrupowania kadry, gonili meleksa Roberta Lewandowskiego? Jeśli myślicie, że tego typu szaleństwo zarezerwowane jest dla piłkarzy, to jesteście w dużym błędzie. Na hiszpańskiej Vuelcie kolarze wywołują u kibiców euforię o podobnej skali.

Kiedy po 15. etapie hiszpańskiej Vuelty Chris Froome miał ponad 3,5 minuty straty do Kolumbijczyka Nairo Quintany, Roberto powiedział do swojej partnerki, Anny,: jedziemy do Hiszpanii.

– Chciałem zobaczyć wygraną Quintany w Madrycie. To coś wspaniałego, jestem dumny, że sportowiec z mojego kraju odniósł taki sukces – mówił Roberto, ubrany w reprezentacyjną (piłkarską) koszulkę Kolumbii. Podobny t-shirt miała na sobie Anna. W Madrycie zostaną jeszcze kilka dni, w końcu nie samym kolarstwem się żyje.

Choć w niedzielę, w stolicy Hiszpanii można było odnieść zupełnie inne wrażenie. Kibice ustawiali się długo przed rozpoczęciem ostatniego etapu hiszpańskiej Vuelty (przy okazji wspierając dopingiem ścigające się wcześniej panie). Prym wśród nich wiedli zwłaszcza fani z Kolumbii. Uśmiechnięci, ubrani w narodowe barwy, z flagami. Rozgadani, rozemocjonowani, dobitnie gestykulujący, a niekiedy nawet tańczący ze szczęścia. Dwa najczęściej powtarzające się w rozmowach słowa to “Quintana” i “Chavez”.

– Nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie tu nie być – mówi mieszkająca od kilku lat w Madrycie Maria. Kobieta wraz z rodziną dosyć późno (bo chwilę przed 18:00) pojawiła się niedaleko mety, gdy najlepsze miejsca były już dawno pozajmowane. Jednak jak mówiła najważniejsze to zobaczyć dekorację, bo przecież na podium, poza Quintana, stawał też Esteban Chavez. Kolumbijczyków rozdzielił Chris Froome, który miał chrapkę na wygranie tegorocznej Vuelty. Fani Chaveza i Quintany o Brytyjczyku wypowiadali się z szacunkiem, a nawet podziwem, unikali mocnych sformułowań, jakie niekiedy można przeczytać na internetowych forach.

– Rewelacyjny kolarz, ma za sobą intensywny sezon – przekonywał Roberto. – Cieszę się, że Nairo utarł mu nosa, ale Froome zasługuje na szacunek. Walczył do końca, rewelacyjnie pojechał czasówkę – emocjonował się Kolumbijczyk w średnim wieku. Na metę ostatniego etapu przyjechał z synem, chciał mu pokazać prawdziwych wojowników.

La Vuelta

Atmosferę wyścigu chwalą sobie kolarze i pracownicy ekip. – W mojej ocenie to najbardziej przyjazny obsłudze wyścig spośród Wielkich Tourów – twierdzi Dariusz Kapidura z ekipy Giant-Alpecin. A wynika to chyba głównie z mentalności Hiszpanów, którzy czasami przymkną oko chociażby na to, ze klubowy autobus podjeżdża na parking z innej strony niż ta wskazana przez organizatorów. O elastyczności (jeśli można to tak określić) osób pracujących przy Vuelcie przekonałam się na własnej skórze. Kiedy okazało się, że nie można skorzystać z oficjalnej drogi do namiotu prasowego (przy barierkach, które dla prasy i obsługi odsuwali stewardzi, stał tłum kibiców), stojący nieopodal mnie policjant zasugerował, żebym spróbowała przeskoczyć przez wskazaną przez niego barierkę. – Nie mogę odsunąć, bo jest zabezpieczona – mówił, wskazując na plastikowy zaczep łączący barierki. – Po prostu przejdź przez nią, jakbyś przechodziła przez płot, śmiało – zachęcał.

Po etapie kolarzom zjeżdżającym do klubowych busów towarzyszył spory aplauz kibiców. Cześć z nich zatrzymywała zawodników prosząc o autograf i zdjęcie. Największy tłum zgromadził się pod busem triumfatorów tegorocznej edycji Vuelty, czyli ekipy Movistar, a gromkie brawa i okrzyki podziękowania otrzymywał każdy kolarz grupy.

Nairo Quintana

Oblężenie przeżywała także ekipa Tinkoff. W pewnym momencie pod busem zrobiło się jasno od fleszy, co oznaczało, że pojawił się Alberto Contador. – Dla mnie jest najlepszy, przyszedłem podziękować mu za ten wyścig – mówił z przejęciem starszy pan, który wytrwale czekał na zawodnika. Na brak zainteresowania nie narzekali rownież pracownicy Team SKY, zwłaszcza, gdy postanowili rozdać bidony z klubowym logo. Chris Froome drogę z linii mety do klubowego busa przebył otoczony liczną grupą fanów, próbująca zrobić “selfie”. Na taką “eskortę” kibiców w Polsce liczyć może tylko Robert Lewandowski.