Fot. Dimension Data

Długowłosy Amerykanin od kilku lat pełni w drużynach funkcję doświadczonego pomocnika, ale mimo to wydaje się być dostatecznie zmotywowany, nawet w najmniej przyjaznym dla szybkich kolarzy wyścigu, jakim jest hiszpańska Vuelta. 

Tyler Farrar, 32-latek z Waszyngtonu, obejrzał Tour de France w telewizji, chociaż w sumie nawet to nie jest pewne ze względu na różnicę czasu między Europą a Ameryką. Wstawałem rano, sprawdzałem wyniki i widziałem, że wygraliśmy. Następnego dnia robiłem to samo i myślałem sobie: wow, znowu wygraliśmy. To działa bardzo motywująco na mnie oraz na całą drużynę – powiedział portalowi Velonews.com.

W Hiszpanii jego zadaniem jest pomoc mniej doświadczonemu, ale zdolnemu sprinterowi Kristianowi Sbaragli, oraz Nathanowi Haasowi, który dobrze radzi sobie w pagórkowatym terenie.

Jednak najważniejszą częścią sezonu są dla niego wyścigi klasyczne, podczas których pomaga Edvaldowi Boassonowi Hagenowi. Moja rola w drużynie jest jasno określona – klasyki i pomoc Edvaldowi są dla mnie numerem jeden – deklaruje Farrar.

Tyler Farrar twierdzi, że punkt profesjonalnej kolarskiej kariery, w jakim się znajduje, to dobry moment na przeobrażenie z zawodnika walczącego o zwycięstwa na doświadczonego pomocnika, który może dzielić się wiedzą z młodszymi i mieć udział w sukcesach ekipy.

Plotki głoszą, że Amerykanin przedłuży kontrakt z drużyną Dimension Data na kolejne dwa lata. Oficjalnego potwierdzenia wciąż jednak nie ma.