Fot. Etixx-Quick Step/Tim De Waele

Mimo nieobecności światowych gwiazd sprintu finisz drugiego etapu hiszpańskiej Vuelty był szybki, emocjonujący, ale także wymagający. 

Ponieważ tegoroczna Vuelta oferuje dziesięć etapów kończących się na podjeździe i tylko około czterech, na których mogą (ale nie muszą) powalczyć sprinterzy, gwiazdy tej konkurencji wolą wystartować w deszczowej i pochmurnej Wielkiej Brytanii.

Tymczasem przy pięknym hiszpańskim słońcu i optymalnej temperaturze pod nieobecność kota harcowały myszy. Pierwszą potyczkę najszybszych kolarzy w peletonie wygrał Gianni Meersman z drużyny Etixx-Quick Step, która znakomicie odnalazła się chaotycznej końcówce. Mimo że na czele peletonu nie ustawiły się sprinterskie pociągi, to Meersman na ostatnich metrach miał do pomocy kolegę z drużyny, który świętował sukces zespołu jeszcze zanim zrobił to jego zwycięski kolega.

30-letni Belg, którego celem numer jeden było zwycięstwo w Baionie, zwrócił uwagę na wysoki poziom trudności, mimo nieobecności Cavendisha, Kittela czy Greipela. Jechaliśmy bardzo szybko, każda drużyna ma w składzie szybkiego kolarza, ale żadna nie wzięła pełnej odpowiedzialności za prowadzenie peletonu. Ostatnie pięć kilometrów było bardzo chaotyczne – mówił po etapie Meersman.

Zdanie etapowego zwycięzcy podziela Kristian Sbaragli (Dimension Data), który był największym faworytem przed niedzielnym etapem. Nie ma tu czystych sprinterów, ale poziom rywalizacji jest wysoki. Każda drużyna ma szybkiego kolarza, zatem kto czuł się dobrze, chciał znaleźć się z przodu i finiszować – tłumaczył Sbaragli.

Tym, któremu nie w smak była bitwa w Baionie jest Niccolo Bonifazio z ekipy Trek-Segafredo. Po pierwsze, nie odpowiadało mu panujące zamieszanie, a po drugie, wolałby mierzyć się z wielkimi. Gdyby był tu chociaż jeden wielki sprinter, jego drużyna wzięłaby odpowiedzialność za peleton i byłoby spokojniej, ja wolę takie warunki. Mimo że poziom był dość wysoki, to jednak lepiej odnalazłbym się w towarzystwie “czystych” sprinterów – oznajmił Bonifazio.

Dla Gianniego Meersmana jest to piąty występ w hiszpańskiej Vuelcie i pierwsze etapowe zwycięstwo w karierze.