Czy reformatorskie ruchy i szlachetne idee można powoli wkładać między bajki? Wczorajsze oświadczenia Katushy i Oriki mogą na to wskazywać.

Szlachetna idea wspomnianego Ruchu, który za cel postawił sobie odzyskanie dla kolarstwa dawnego blasku i splendoru, którego ten sport został pozbawiony przez takie nazwy własne jak Festina, US Postal, Armstrong, Rasmussen, Bruyneel czy z bliższych czasów Ricco lub Santambrogio (chociaż Ci dwaj to już co najmniej pod nagrodę Darwina podlegają), przestaje mieć racje bytu.

Ktoś zada pytanie – dlaczego? Dlaczego wycofywać się z obranej drogi, która w dodatku wydaje się być słuszna? No bo czyż nie słusznym jest poprawianie wizerunku? Niestety coraz częściej zaczyna to przypominać tylko przysłowiowe “pudrowanie syfa”, a nie kompleksową operację plastyczną ścigania na rowerach. Jaki jest sens istnienia Ruchu z którego można sobie wystąpić tylko i wyłącznie dlatego, że przynależność do niego może nam odebrać prawo startu w wyścigach przez jakiś czas? To oczywiście przypadek Katushy i ciężko się Rosjanom dziwić. Nie po to sponsorzy inwestują pieniądze w kolarzy, żeby te pieniądze (czyt. kolarze) nie jeździły w wyścigach i nie pokazywały się w TV. Dodajmy, że Katusha dołączyła do MPCC tylko dlatego, że mogła nie dostać licencji World Tour. To jeszcze komedia, czy już dramat?

Jeśli spojrzymy na to z perspektywy Australijczyków z Orica – GreenEdge sprawa się robi jeszcze ciekawsza. Skoro Rosjanie wycofują się, bo mogą zostać zawieszeni to w Orice mogli pomyśleć: “hej, czemu my mamy w tym być, skoro inni w tym towarzystwie biorą doping?” Albo jeszcze bardziej drastycznie – “dlaczego my mamy jeździć na czysto skoro inni dają w żyłę?” Jeszcze zabawniej, jeśli przeczytamy oświadczenie grupy w tej sprawie, które można zrozumieć mniej więcej tak: “nam to się bardzo podoba co robicie, ale my sobie na to tylko popatrzymy”.

orica

To doprowadziło do sytuacji w której w samym Ruchu jest tylko 7 ekip z World Touru, a spośród grup Pro Conti jest np. Androni Giocattoli, które w swoich szeregach już kilku doperów ma lub miało. Żeby było weselej – kontynentalna drużyna Katushy pozostała wśród członków MPCC…

Jesteśmy więc w obliczu sytuacji, kiedy działań na rzecz poprawy wizerunku kolarstwa jest jak grzybów po deszczu. Problem tylko w tym, że wszystko to jest mało formalne i niezbyt zobowiązujące do czegokolwiek. Niecały rok temu wszyscy się ekscytowaliśmy raportem CIRC, dziełem dumnie nazwanej Komisji Prawdy. Opowiadano jak to wiele osób włączyło się w działalność wyjaśnienia dopingu w tym sporcie, gwiazdy przeszłości i te współczesne, szeregowi kolarze, lekarze, dyrektorzy sportowi… Sam raport okazał się grubym stosem papierów po których przeczytaniu można było rzecz “powiedzcie mi coś czego nie wiem”.

Światowa federacja trąbi o reformach w kolarstwie od jakiegoś czasu, grupa Velon ogłasza, że nowa umowa zrewolucjonizuje oglądanie wyścigów, a ASO wycofuje wyścigi z cyklu World Tour…Można odnieść wrażenie, że może i wszyscy mają wspólny cel, ale każdy próbuje dojść do niego swoją drogą. Wszystko wskazuje więc na to, że skończy to się mniej więcej tak…most

 

Fot: funniestarea.blogsport.com