Mistrzostwa świata były kolejną świetną reklamą polskiego kolarstwa – mówi Czesław Lang, który walkę o medale śledził na żywo w Richmond.

W jakim nastroju kończy pan mistrzostwa?

W bardzo pozytywnym. Na mistrzostwa trzeba patrzeć z kilku perspektyw. Najważniejsza jest oczywiście ta sportowa i tu widać, że poziom rośnie z roku na rok. Ktoś powie, że rok temu Michał Kwiatkowski był mistrzem świata, a teraz nie jest. Wszystko prawda, ale to wcale nie znaczy, że zawiódł. Był po raz kolejny w ścisłej czołówce, liczył się w medalowym rozdaniu. Zabrakło odrobinę szczęścia, a bez niego w kolarstwie ani rusz. Cała drużyna biało-czerwonych, tak jak w Ponferradzie, była bardzo widoczna i wykonała świetną pracę. Ja mam cichą satysfakcję, że wyścig elity wygrał Peter Sagan, bo przecież on od młodzika ścigał się na polskich szosach. Swój pierwszy duży wyścig World Tour też wygrał u nas, to był Tour de Pologne 2011. Zawsze cieszą mnie te sukcesy „naszych ludzi”. Tak jak świetna jazda na czas polskich bohaterów tegorocznego Touru, czyli Macieja Bodnara i Marcina Białobłockiego.

Start kobiecej kadry też chyba nie rozczarował?

Absolutnie. Pojechały fantastyczny wyścig. Piękna walka Małgosi Jasińskiej była ozdobą wyścigu i transmisji telewizyjnej. A Kasia Niewiadoma zrobiła kolejny krok do czołówki. Nasze dziewczyny – dokładnie tak samo jak panowie – stworzyły bardzo mocny zespół, a przecież w obwodzie są jeszcze młode zawodniczki. I tu największe brawa należą się Agnieszce Skalniak. Jak ktoś zdobywa medal mistrzostw świata dwa razy z rzędu to to nie może być przypadek. Myślę, że polskie kolarstwo kobiece w kolejnych latach jeszcze przyspieszy.

Co nas, w perspektywie Tour de Pologne kobiet, cieszy wyjątkowo.

Tak. Usłyszeliśmy w Richmond wiele ciepłych słów – wypowiadał się sam prezydent UCI, Brian Cookson – pod adresem nowej koncepcji Tour de Pologne. Bo ja nie rozgraniczam tego na Tour de Pologne kobiet i mężczyzn. To będzie jeden wielki wyścig, jedno święto kolarstwa. Panie i panowie na tych samych zasadach, z tą samą oprawą, w telewizji.

Przykrą wiadomością była jednak kolizja terminów Tour de Pologne i Giro d’Italia kobiet.

UCI postanowiło wprowadzić do kobiecych wyścigów cykl World Tour. My, jako debiutant, w pierwszym roku nie mogliśmy dostać tej rangi. Otrzymaliśmy jednak zapewnienia, że jeśli sprawdzimy się organizacyjnie, to drzwi są otwarte. Poradzimy sobie z tym tematem. Oprócz dziesięciu najlepszych ekip – bo tego wymaga regulamin – zaprosimy też najlepsze drużyny narodowe. Będziemy zachęcać, by przyjechały w bardzo mocnych składach i zrobiły sobie przedolimpijską próbę. Bo to przecież dla reprezentacji wymarzona szansa, by poczuć przedsmak Rio. Dużo rozmawiałem też w Richmond z polskimi zawodniczkami, słuchałem ich pomysłów. Twierdzą na przykład, że dla zawodowych ekip magnesem byłby jeden etap jazdy drużynowej, bo tej konkurencji brakuje w kalendarzu. Wszystkie uwagi wziąłem sobie do serca.

Z zakulisowych rozmów można też wywnioskować, że jest szansa, by na przedolimpijski Tour de Pologne przyjechali zarówno Michał Kwiatkowski, jak i Rafał Majka. Pierwszy zmienia zespół i w pierwszym sezonie wcale nie musi być w kadrze na Tour de France, drugi ma się skupić na walce w Giro d’Italia, co potwierdza sam Oleg Tinkow.

Na pewno otwiera się taka szansa. Ale ja jestem spokojny o nasz wyścig, niezależnie od planów Michała i Rafała. Od lat robimy swoje i to po prostu procentuje. Tour de Pologne to marka, a w sezonie olimpijskim stanie się znakomitą okazją do przygotowania formy na Rio. Dzwonił do nas na przykład Fabian Cancellara, pytając o termin naszego wyścigu. Gwiazd więc nie zabraknie, trasa też będzie ciekawa. Mogę zdradzić, że na pewno pojawimy się w Bieszczadach i wydłużymy etap jazdy na czas. Jestem przekonany, że 2016 to będzie historyczny rok dla Tour de Pologne. Przede wszystkim dlatego, że jako pierwsi w historii zrobimy ten łączony wyścig. Kobiety, a potem mężczyźni. To może być rewolucja.

Mówiliśmy o Richmond od strony sportowej. A jak wyglądały mistrzostwa od kuchni?

Z polskiego punktu widzenia perfekcyjnie i to na pewno warte podkreślenia. Chyba nie było drugiej reprezentacji, która wyglądałaby tak dobrze jak my. Nad wejściem do hotelu – flaga. Przed hotelem jednakowe białe samochody, z narodowymi akcentami. Wszyscy zawodnicy jednakowo ubrani, duży zespół mechaników i masażystów. Organizacyjnie zostało to przygotowane na piątkę z plusem. Richmond było świetną reklamą polskiego kolarstwa.

Źródło: www.tourdepologne.pl