Hiszpan Alejandro Valverde w pięknym stylu wygrał czwarty etap wyścigu Vuelta a Espana, dając rywalom do zrozumienia, że jego doskonały sezon jeszcze się nie skończył. W czym dzisiaj tkwił sekret doświadczonego zawodnika Movistaru?

Wtorkowy odcinek ostatniego wielkiego touru w sezonie był wręcz idealnie skrojony dla tegorocznego zwycięzcy La Fleche Wallone i Liege – Bastogne – Liege. Stromy, dynamiczny podjazd w końcówce porwał stawkę, dając możliwość zaatakowania rywali. Na ostatnich metrach, trzeci kolarz Tour de France 2015 postanowił to skrzętnie wykorzystać, odnosząc pewne zwycięstwo. Co pomogło Hiszpanowi po raz kolejny wznieść ręce w geście triumfu?

Dziś postanowiliśmy pojechać nieco spokojniej. Nie dyktowaliśmy tempa, dając się wyszaleć innym. Wiemy, że Vuelta jest długa i będziemy potrzebować każdego grama energii w przyszłości. W końcówce postanowiliśmy siąść na kole kolarzy Katiuszy, co było doskonałym pomysłem. Przez cały podjazd nie było potrzeby przyspieszać. Dopiero ostatnie 200 metrów udało mi się przefrunąć. Wiedziałem, że zaraz za mną jest Sagan, poznałem go. Zdawałem sobie sprawę, że jest groźny, lecz w momencie ataku byłem pewny, że to ja triumfuje.

Dzisiejsza wygrana Valverde wprowadziła także sporo dyskusji na temat pozycji lidera w jego zespole. Wszystko wskazuje na to, że dopiero wysokie góry pokażą, kto poprowadzi zespół dowodzony przez Eusebio Unzue do wygranej w całym wyścigu.

 

fot. roadcyclinguk.com