Po zakończeniu poniedziałkowego etapu Vuelta a Espana, niejeden kolarski kibic odetchnął z ulgą. Po wielu dniach męki i finiszy ukończonych na drugiej pozycji, Peter Sagan znów wzniósł ręce w geście triumfu.

Finisz pierwszego z płaskich etapów w tegorocznym wyścigu dookoła Hiszpanii odpowiadał raczej kolarzom o charakterystyce stricte sprinterskiej.  Mimo to, szybki Słowak poradził sobie z najgroźniejszymi rywalami, odnosząc czwarte zwycięstwo na trasie ostatniego w roku wielkiego touru.

Jestem niezmiernie szczęśliwy. Przede wszystkim chciałbym podziękować kolegom za fantastyczną robotę. Chciałem wygrać dla zespołu i udało mi się to. To dla mnie świetny dzień. Przez cały dzień na czele pracowały tylko dwa zespoły – Orica i Tinkoff. Myślałem, że wykonaliśmy najwięcej pracy, dlatego byłem nieco zawiedziony postawą pozostałych ekip. Bouhanni i Degenkolb pojawili się z przodu na zaledwie 3 kilometry do mety. Na moje szczęście John szybko zaczął finiszować, a ja, korzystając z jego koła, wyskoczyłem w odpowiednim momencie. Zmieniłem tor jazdy, wiatr nieco mi pomógł i udało się wygrać.

Z pewnością nie jest to ostatnie słowo Sagana w podczas tegorocznej Vuelty. Już jutro kolarze zmierzą się z nieco trudniejszą końcówką, idealnie pasującą ambitnemu Słowakowi.

 

fot. petersagan.com