Jakuba Mareczko (Southeast) spotykam w jednym z hoteli podczas Tour of Turkey. Bez problemu godzi się na rozmowę, którą przeprowadzamy po polsku. Kuba urodził się w Polsce i mimo, że od kilkunastu lat jest we Włoszech nie zapomniał ojczystego języka. W rozmowie ze mną chciałby przekazać polskim kibicom czemu tak naprawdę ściga się dla Włoch i czy chciałby to zmienić.

Może na początek powiesz kibicom czemu tak naprawdę wybrałeś kolarstwo? Przecież we Włoszech jednak mimo wszystko dominuje piłka nożna.

Już w wieku pięciu lat kiedy pierwszy raz spróbowałem jazdy na rowerze, to od razu mi się spodobało. Teraz kolarstwo jest moją pasją i nie zamieniłbym jej na nic innego. Tak naprawdę nie przepadam za piłką nożną.

Spędziłeś na rowerze już kilkanaście lat. Uważasz ten sport za indywidualny czy zespołowy?

Teraz bez drużyny nie ma co marzyć o dobrych wynikach. Jestem sprinterem i bez rozprowadzenia na finiszu ciężko powalczyć o triumf. Umieją to tylko nieliczni.

Rok 2014 był dla Ciebie wspaniały. Kilkanaście zwycięstw, byłeś najlepszym kolarzem poniżej 23 roku życia we Włoszech. Skąd takie wyniki?

Od początku minionego sezonu chciałem zobaczyć na co tak naprawdę mnie stać i czy jestem w perspektywie następnego roku przygotowany na profesjonalne ściganie. Wszystko poszło po mojej myśli, wygrywałem na bardzo ważnych wyścigach. To był zdecydowanie najlepszy sezon w moim wykonaniu do tej pory.

No właśnie. Tak dobry sezon i kontrakty „tylko” z Southeast. Liczyłeś na więcej?

Nie udało mi się podpisać innego kontraktu, ale na szczęście zgłosiła się ekipa Southeast. Nie jest łatwo znaleźć drużynę swoich marzeń. Mam tu świetne warunki, wiele rzeczy jest ułożonych pode mnie. Trzeba pamiętać, że mam tylko 21 lat. Wszystko jest profesjonalnie zorganizowane, na każdym wyścigu jest pełna obsługa mechaników i masażystów. Jest fajna atmosfera także z dyrektorami sportowymi i trenerami.

Kilkanaście lat we Włoszech. Jak wygląda tam kultura na drogach, jak szanuje się kolarzy?

Nigdy nie miałem z tym problemu. Trenujemy w kilkanaście osób i kierowcy bardzo szanują to co robimy. Nie miałem żadnego wypadku spowodowanego przez samochód i mam nadzieję, że nigdy się to nie zmieni. We Włoszech jest jednak duża tradycja kolarska, wielu ludzi jeździ na rowerze i stąd ta pozytywna mentalność.

Kibice w Polsce ciągle pytają: Czemu Włoch? Jakbyś dziś miał wybierać: jazdę dla Polski czy Włoch. Co byś zrobił?

Ja czuję się Polakiem i chciałbym jeździć z polskim paszportem, bo przecież tam się urodziłem. Z drugiej strony włoska federacja bardzo na mnie liczy, nawet w perspektywie mistrzostw świata w Katarze. Pomagają mi i nie mogę o tym zapominać. Ta decyzja byłaby trudna, bo nie można jej co chwilę zmieniać. Tak naprawdę nikt z polskich władz kolarskich się do mnie w tej sprawie nie odezwał. Czekam na jakiś kontakt, bo czasu na poważne decyzje jest coraz mniej.

Wygrałeś dwa etapy w Wenezueli, ale nie był to trudny wyścig. Niewiele zabrakło na etapach w Malezji. Czego zabrało by pokonać Ewana czy Guardiniego?

Zdecydowanie siły na ostatnich metrach . Są to bardzo silni kolarze i jednak jeszcze trochę mi do nich brakuje. Teraz w Turcji są Cavendish, Ewan czy Greipel. Na pierwszym etapie trochę się zagubiliśmy, ale liczę na lepsze wyniki w kolejnych dniach.

Kampania belgijska chyba nie poszła po Twojej myśli. Nie ukończyłeś żadnego wyścigu. Jakieś wnioski po tych imprezach?

To  było pierwsze podejście do Belgii. W przyszłości przecież będą to moje cele na sezon. Wyścigi typu Scheldeprijs czy Kuurne są ważne dla sprinterów. Musiałem się także oswoić z tą belgijską pogodą, za którą nie przepadam. Wolę jeździć, gdy na termometrze jest 20 stopni i świeci słońce. Jednak trzeba przyzwyczaić się do wszystkiego.

Jesteś typowym sprinterem, ale chyba trochę zmieniłeś podejście do pagórkowatych etapów?

Jeśli chcę jeździć te większe wyścigi to muszę stać się bardziej uniwersalnym, ale ciągle sprinterem. Są przecież klasyki, na których trzeba się na górkach pomęczyć.

Chyba trudno Ci było uwierzyć, jak usłyszałeś, że Petacchi będzie niejako Twoim pomocnikiem, nauczycielem?

Na początku myślałem, że to jakiś żart. Jednak od samego początku sezonu bardzo mi pomaga, doradza. Na etapach stara się mnie wyprowadzić z tego tłoku, ochraniać. Dla takiego młodego zawodnika jak ja to wielka nobilitacja i pozytywny zastrzyk mentalny.

Na kim się wzorujesz, kogo podglądasz na wyścigach? Jakiś idol kolarski.

Staram się podpatrywać co robi Cavendish, bo jednak jest najlepszy w swoim fachu. Jeszcze bliżej mam AleJeta, który w swojej karierze wygrał ponad 180 razy. Nie wypominając mu wieku, chciałbym być kiedyś jak on. Cały czas ta sama pasja, świetne czytanie wyścigu i tego co się dzieje.

Na koniec pytanie o twoje kolarskie marzenie?

Najlepszy wyścig dla sprintera to Mediolan San Remo. Tylko tam trzeba przejechać jeszcze kilka solidnych pagórków. W San Remo finiszują najlepsi i kiedyś chciałbym być w ich gronie.

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę powodzenia na kolejnych etapach Tour of Turkey.

Rozmawiał Arek Waluga.

Foto:Artur Machnik