Urodzony w Polsce, 20-letni sprinter Jakub Mareczko (Southeast), od początku sezonu prezentuje kibicom swój ogromny talent. Odnaleźć się w zawodowym peletonie pomaga mu sam Alessandro Pettachi.

Po dwóch zwycięstwach etapowych w Vuelta al Tachira i dobrym starcie w Tour de San Luis, przyszła pora na ściganie w Malezji, gdzie młody Włoch rywalizuje z Andrea Guardinim (Astana) i Calebem Ewanem (Orica – Greenedge). Jestem zadowolony ze swojej jazdy. Zespół wykonuje kawał dobrej roboty, jednak wciąż nie udało mi się wygrać etapu. Na szczęście zostało jeszcze kilka etapów i liczę na to, że wygram choć jeden. – powiedział.

Start w Tour de Langkawi jest dla Mareczko pierwszym w tak długiej etapówce. Staram się zebrać jak najwięcej doświadczenia. Rok temu nie jeździłem tak długich wyścigów. Ten sezon jest dla mnie nowym wyzwaniem. Dużo się uczę i widzę, że już teraz przynosi to efekty.

W rozwoju umiejętności Jakubowi pomaga sam Alessandro Pettachi, co z pewnością przyniesie efekty. Mieć obok siebie Alessandro to dla mnie ogromna motywacja. Jest on dla mnie bardzo dobry. Pomaga mi, daje dobre rady, mówi co jest dla mnie dobre. Jego doświadczenie jest ogromne, w końcu przez wiele lat ścigał się na najwyższym poziomie.

W samych superlatywach o urodzonym w Polsce sprinterze wypowiada się także dyrektor sportowy Southeast Luca Amoriello. Jakub jest młodym i bardzo silnym sprinterem. Jeszcze w tym roku może wygrać duży wyścig. Póki co brakuje mu nieco doświadczenia w końcówkach, jednak zwycięstwa mogą przyjść bardzo szybko.

Zdecydowanie bardziej lakoniczny jest sam Ale-Jet. Zapytany o swojego podopiecznego odpowiedział: „Poczekajcie i patrzcie”.

 

Dawid Gruntkowski