Katarzyna NiewiadomaKatarzyna Niewiadoma zajęła 11. miejsce w wyścigu elity w kolarskich mistrzostwach świata w Ponferradzie. Zanim doszło do walki o medale z jej udziałem, leżała w kraksie i poobijana goniła peleton na… trzech rowerach.

Wyścig był dla pani dramatyczny – kraksa, zmiana roweru…

Leżałam w kraksie na zjeździe pod koniec drugiej rundy. Myślałam już, że po wyścigu i że powtórzy się Florencja, gdzie nie ukończyłam rywalizacji. Pomogła mi Gienia Bujak, oddając swój rower. Gienia praktycznie mnie uratowała, jestem jej bardzo wdzięczna. Rower był trochę za duży, nie mogłam zapiąć pedałów. Przesiadłam się więc na rower z wozu neutralnego, ale też był zły. W końcu dostałam swój zapasowy, na którym już dojechałam do mety.

Trzy rowery! A na jakim odcinku to się działo?

To wszystko działo się pod koniec drugiej i na początku trzeciej rundy. Jechałam na tych rowerach pewnie ponad dziesięć kilometrów. W pogoni za peletonem pomogła mi Paulina Brzeźna-Bentkowska. Jej także muszę bardzo podziękować. Tak, trzy rowery w jednym wyścigu. O dwa za dużo.

Na finiszu była pani w pewnym momencie na prowadzeniu.

Myślałam, że dobrze robię, siadając na kole Rosselli Ratto, która słynie z dobrego finiszu i potrafi sobie poradzić w takich sytuacjach. Włoszka przyspieszyła jednak za wcześnie i w ten sposób ja również zaczęłam finiszować za wcześnie. Byłam na prowadzeniu około 250 metrów przed metą, ale trochę się zawahałam i to był błąd. Do szczęścia zabrakło 200 metrów. 200 metrów to jednak na finiszu wielka odległość.

Jest pani mocno poobijana. Rany na łokciach nie wyglądają dobrze.

Zawsze po kraksach mam poobcierane łokcie. Ale to nic groźnego. Nic mnie nie boli. Kraksa była nawet dość łagodna, ale potem inne zawodniczki wpadły na mnie.

Czy 11. miejsce to dobry rezultat?

Trudne pytanie. Po wyścigu jeszcze nie ochłonęłam. Muszę go przemyśleć, przeanalizować i wtedy odpowiem.

Zrobiła pani duże oczy, gdy się dowiedziała, że wyścig wygrała Ferrand-Prevot.

Tak, jestem ogromnie szczęśliwa. Pauline jest moją koleżanką z grupy Rabo Liv. To niesamowicie utalentowana zawodniczka. Ściga się także z Mają Włoszczowską w kolarstwie górskim i odnosi sukcesy. W mistrzostwach świata na szosie zawsze miała jednak pecha – to kraksa, to defekt. Cały czas miała pod górę, nie mogła zdobyć medalu. W Ponferradzie wreszcie jej się udało i od razu złoto. Bardzo mnie to cieszy.

Jest pani góralką z Podhala, a prywatnie dziewczyną innego reprezentanta Polski Przemysława Kasperkiewicza.

Wszystko się zgadza. Przemek to mój chłopak. A mieszkam w Ochotnicy Górnej koło Nowego Targu. Jest tam prześlicznie. Zapraszam serdecznie w moje strony.

Źródło: PAP

Fot: corvospro.com