Zbigniew KlękZapraszamy na rozmowę ze Zbigniewem Klękiem – człowiekiem, który ukształtował Rafała Majkę, jego pierwszym trenerem.

Chyba każdy kibic kolarstwa przyzna, że ostatnie miesiące obfitowały w fantastyczne rozstrzygnięcia, poruszające momenty i niezapomniane komentarze. Jednak z drugiej strony jak zwykle zabrania głosu nie odmawiali sobie ci, którzy ani o kolarstwie, ani o Rafale Majce pojęcia nie mają – a to przecież prosta recepta na pomieszanie pojęć. Dlatego dziś rozmawiamy z tym, kto najlepiej wie co mówi i bardzo dobrze zna cenę sukcesu, czyli Zbigniewem Klękiem, pierwszym trenerem Rafała Majki.

Od wielu lat związany z klubem dziś znanym jako WLKS „Krakus” BBC Czaja, wychował nie tylko zwycięzcę Tour de Pologne 2014, ale też między innymi Tomasza Marczyńskiego (CCC Polsat Polkowice), Katarzynę Niewiadomą (Rabo Liv Women Cycling Team), Karola Domagalskiego (Caja Rural-Seguros RGA), Wojciecha Migdała i Krzysztofa Tracza (obaj Wibatech Fuji Żory).

Sam od razu podkreśla, że to nie tylko jego zasługa, a oprócz jego pracy potrzebne było zaangażowanie sponsorów, dzięki którym zawodnicy tacy jak Rafał Majka mogli skompletować odpowiedni sprzęt i mieli warunki do pierwszych startów. Wśród nich byli między innymi Stanisław Czaja, Stanisław Dymek, Józef Olchawa, Mieczysław Poręba, Piotr Działowy – przede wszystkim indywidualni pasjonaci sportu, dawni kolarze, oczywiście nie goniący w tej sferze za komercyjnym sukcesem. Dla Zbigniewa Klęka jedną z naczelnych wartości jest wychowanie przez sport, dlatego podkreśla konieczność jego wspierania także przez instytucje publiczne. Zapraszamy na rozmowę.

Przede wszystkim gratulacje – rezultaty osiągane przez Rafała Majkę to także Pana zasługa. Z jakimi emocjami wiążą się takie sukcesy wychowanka?

Oczywiście emocje są ogromne. Każdy trener chce wychować swoich zawodników tak, aby uwieńczyli jego pracę poprzez osiągnięcia na arenie sportowej. Taka jest kolej rzeczy, każdy z nas pragnie, aby to się udawało.

W jakich stosunkach pozostaje Pan z Rafałem Majką i innymi zawodnikami, czy nadal współpracują oni z klubem „Krakus”?

Nasze stosunki są bardzo dobre, co zresztą widać choćby po naszych wypowiedziach. Staram się tak wychować zawodników, aby nie tylko pomóc im, kiedy opuszczają klub, ale zaangażować w kształtowanie ich następców. Zarówno Rafał Majka, jak Tomasz Marczyński i Karol Domagalski – mimo że jeżdżą już w peletonach zawodowych – pomagają nam i kiedy tylko są w Polsce, utrzymują kontakt nie tylko ze mną, ale też z młodymi zawodnikami. Stanowią dla nich wzór i motywują do osiągania lepszych wyników. Zresztą tak samo było w przeszłości, Rafał Majka też opierał się na starszych zawodnikach – tak powinny wyglądać zdrowe relacje, to bardzo istotne, aby początkujący czerpali od najlepszych.

Wiem, że już w zeszłym sezonie wyniki Rafała zwiększyły zainteresowanie treningami wśród młodych kolarzy. Czy sądzi Pan, że tym razem jego zwycięstwa mogą przełożyć się także na zaangażowanie sponsorów i władz miasta?

Cały czas na to czekam, musi do tego w końcu dojść. Nie będzie tak, że albo wszyscy będą jeździć na rowerze, albo grać w piłkę – każdy ma swoje miejsce, u nas akurat chodzi o rowery i wszystko, co im towarzyszy. A nasza ciężka praca i osiągane wyniki muszą znaleźć przełożenie, to przecież nie tak, że jest wychowany tylko jeden zawodnik. Zachowujemy ciągłość, nieustannie szukamy następców Rafała Majki, Kasi Niewiadomej, Tomka Marczyńskiego. Nieustannie liczę, że zostanie to docenione, że dostaniemy należyte wsparcie i coraz więcej ludzi dostrzeże potencjał inwestowania w kolarstwo.

Czy Pana zdaniem Rafał Majka dobrze odnajdzie się w roli twarzy tego sportu?

To można było zauważyć w kontaktach z mediami już po Giro, choć oczywiście zaimponował zwłaszcza w Tour de France, mimo że nie był przygotowany na to, że dostanie indywidualne szanse i skupi się na nim uwaga. Także na Tour de Pologne przyjechał walczyć, dla kibiców. Ja mówiłem mu, że może dwa razy się nie powiodło, ale do trzech razy sztuka i udało się, w sporcie oczywiście nie ma pewniaków, ale zrealizował swoje założenia.

Na Tour de France i Tour de Pologne poznaliśmy różne umiejętności Rafała Majki. W czym tkwi jego największa siła, która w przyszłości pozwoli mu rywalizować z takimi zawodnikami jak Nairo Quintana lub Fabio Aru?

Po pierwsze, w sportach wytrzymałościowych nie ma przelewek – praca, praca i jeszcze raz praca. Rafał ma charakter, tak zwanego „zęba”, którego każdy zawodnik na tym szczeblu musi posiadać. Dlatego może walczyć i wygrywać na najcięższym terenie. Oprócz tego ma oczywiście predyspozycje zdrowotne, jako trener nie jestem cudotwórcą i warunkiem koniecznym było, aby od początku się tym wyróżniał. Dzięki tej kombinacji doszedł do tak wysokiego poziomu, na jakim jest teraz. Ja już od wielu lat mówię, że to jest zawodnik na wygrywanie wielkich tourów.

A czy jakaś historia z wczesnej kariery Rafała Majki szczególnie zapadła Panu w pamięć?

Cóż, oczywiście z takich historii można by książkę napisać. Ale nie chciałbym opowiadać, to jest młodzież od 12 roku życia, którą się kształtuje. Zresztą nawet teraz, kiedy tylko jest możliwość jesteśmy w bardzo bliskim kontakcie.

A co z Katarzyną Niewiadomą, która przecież jeździ w najlepszej kobiecej ekipie na świecie? Czy naprawdę zabłyśnie, kiedy jak Rafał dostanie pozycję liderki lub choćby wolną rękę?

Tak jak w przypadku Rafała, wszystko musi iść swoim torem – klocki muszą być poukładane po szczebelku. Ja wychowuję od młodzika, stopniowo. Najpierw trzeba trochę wyścigów pozaliczać, a ona jeździ z najlepszymi i uczy się jazdy w drużynie, przyswaja tajniki kolarskiego rzemiosła w peletonie zawodowym. A że to bardzo młoda zawodniczka, całe ściganie jeszcze przed nią. Jak powiedział Tomasz Jaroński, to taki „Rafał Majka w spódnicy”.

Po których jeszcze z Pana wychowanków możemy spodziewać się sukcesów na najwyższym szczeblu ścigania, na miarę Rafała Majki?

Jest choćby Karol Domagalski, któremu niestety do tej pory cały czas coś stawało na drodze w zrealizowaniu potencjału. A z młodszych, piętnastoletnie dziewczyny, które zajęły dobre miejsca na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży (Ewelina Sikora i Aleksandra Dudzik), są Dawid Adamczyk, Jakub Działowy. Warto jednak zauważyć, że z Rafałem też jeździło osiemnastu zawodników, wśród których niektórzy mieli szansę zaistnieć w światowym peletonie, ale z ich strony czegoś zabrakło – i Rafał został sam. A teraz niektórzy mu zazdroszczą tego, co już zdobył i nie chodzi tylko o osiągnięcia sportowe, ale też o szerzej pojęty sukces zawodowy czy materialny, mimo młodego wieku. No i o popularność. To było widoczne zwłaszcza na Tour de Pologne, miałem okazję jechać w kolumnie wyścigu – aż serce się ściskało, że jedna osobowość mogła tak ruszyć naszych kibiców.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Ania Gmaj

Foto: www.mwg.info.pl