Jak zapewne część z Was wie a część zapewne widziała, w zeszły weekend dla zabawy i dobrego treningu ale też aby przeżyć tą atmosferę wziąłem udział, poza konkurencją oczywiście, w Klasyku Kłodzkim.

Jako, że aktualnie korzystam z gościnności Zieleńca, a mój pobyt zbiegł się w czasie z Klasykiem, uległem namowom znajomych z Zieleńca a redaktor Tomasz Wołodźko okazał się bardzo pomocny i dowiózł mi kask którego zapomniałem i … poszło. Po godzinie 8:30 rano z centrum Zieleńca z moją grupką wyruszyłem na trasę dystansu mega 120 km. To był mój pierwszy maraton szosowy i muszę przyznać, że zabawa była przednia. Masa ludzi mijana na całej długości trasy, miejscami udało się znaleźć chwilę na wymianę kilku słów ale ponieważ trasa była bardzo wymagająca nie było ich za wiele.

Ale dla mnie najfajniejszym było zobaczyć tą zawziętość, zaciekłość i ambicje startujących. Oraz późniejsza ich radość podczas wręczania pamiątkowych pucharów i dyplomów gdzie ja, również pierwszy raz w życiu stałem po drugiej stronie sceny i tym razem bawiłem się w tego który nagradza.

Reasumując, więcej takich imprez gdzie walka o zwycięstwo przeplatana jest z sielankowym pokonaniem wybranego dystansu na dowolnym sprzęcie. Panie które pokonały dystans Giga oraz panowie na tym samym dystansie na rowerach MTB wielki szacun, sam nie wiem czy na góralu wybrałbym się w podróż o długości 180 km. Nie znałem osobiście tej strony kolarstwa, bo i gdzie miałem poznać, dla mnie od zawsze istniała rywalizacja, tu natomiast fajna rodzinna atmosfera od początku do końca.

Do zobaczenia za rok? Czemu nie, jeśli nadarzy się okazja.

Natomiast moja żona oraz mama zadeklarowały że dystans mini to też by przejechały – trzymam za słowo a cel można będzie osiągnąć już za rok.

Źródło: www.huzarski.pl

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments