Sylwester Matusiak (Świat Rowerów) w sobotnie popołudnie został Mistrzem Polski Masters w najbardziej popularnej kategorii wiekowej M30 tj. 30-39 lat. Zapraszamy na rozmowę z Sylwkiem.

– Sylwek, przede wszystkim ogromne gratulacje zdobycia tytułu Mistrza, opowiedz jak przebiegała rywalizacja w najważniejszym wyścigu sezonu? Słyszałem, że nie czułeś się tego dnia najlepiej?

– Dziękuję, od rana nie czułem się za dobrze, miałem „ciężkie” nogi, a czułem to najbardziej schodząc po schodach na śniadanie, gdzie spotkałem kolegów z Rondo Babka Team, Bogdana i Mirka Banaszka oraz mojego pierwszego trenera Leszka Michalaka.

Na starcie ustawiłem się w drugiej linii  za kolegami z Teamu Mayday. Od początku starałem się jechać w przodu kontrolując sytuację. Po wjechaniu na rundę wyścigową doskoczyłem do atakujących Kamila Maja i Piotrka Adrzejewskiego, ale po chwili peleton zniwelował naszą przewagę. Nieco dalej do ataku ruszył Ernest Kurowski wraz z Rafałem Wiatrakiem. Początkowo miałem zamiar do nich doskoczyć, ale jak zdołałem wyjechać na dogodną pozycje to koledzy byli już za daleko na przeskok.

Po wjeździe na drugą rundę peleton jechał już razem, a moja dyspozycja nie była rewelacyjna. Po chwili kolejny raz zaatakował Ernest Kurowski, który z paroma innymi kolarzami uzyskał niewielką przewagę. Na tym odcinku trasy droga się nieco wznosiła i wiał niesprzyjający wiatr. W tym momencie grupa nieco stanęła, a na atak zdecydowało się dwóch kolejnych śmiałków.  Wykorzystując brak reakcji peletonu doskoczyłem do w/w zawodników. Na tym etapie wyścigu nie czułem się zbyt dobrze. Po kilku zmianach chciałem samotnie doskoczyć do prowadzących zawodników, do których traciliśmy około 150 metrów. Jednak po kilku kolejnych zmianach nie zdecydowałem się ten atak (potem tego żałowałem przez kolejne 1.5 rundy) i po chwili wróciliśmy do peletonu, a  ucieczka zyskiwała coraz większą przewagę.

Przez kolejną 3 rundę w dalszym ciągu nie czułem się rewelacyjnie, a uciekinierzy utrzymywali sporą przewagę. Chodziły mi po głowie różne myśli i tą część wyścigu przejechałem z tyłu w miarę równo jadącego peletonu. Po wjeździe na ostatnią rundę z przodu peletonu kilkunastu kolarzy zaczęło nadawać ostre tempo, a w oddali było widać uciekinierów, którzy z kilometra na kilometr tracili przewagę. Po chwili przed peletonem z przewagą około 100 metrów jechał Kamil Maj. W tym momencie pomyślałem, że warto byłoby do niego doskoczyć. Swój zamysł zrealizowałem nieco później i wykorzystując lukę przy prawej krawędzi szosy dogoniłem Kamila. Na kolejnej prostej dogoniliśmy uciekinierów.

Od tego momentu uwierzyłem, ze  jestem w stanie wygrać. Na kolejnych kilometrach na czele ucieczki głównie pojawiał się Kamil Maj i ja. Czułem, że zachowaliśmy najwięcej sił i to Kamil może być moim najgroźniejszym rywalem. Kolejne kilometry przebiegały w niezbyt wysokim tempie, a z tyłu było widać zbliżający się peleton. Po wjeździe do miasta nasza przewaga coraz bardziej malała. Kilka razy się oglądałem i uważałem, ze zasadnicza grupa nas już nie dogoni. Po ostatnim rondzie na około 1 km do mety jechałem na drugiej pozycji i byłem skupiony na tym aby natychmiast doskakiwać do potencjalnych ataków. Jak się okazało nikt nie próbował samotnej akcji. Na ostatniej prostej w dalszym ciągu jechałem na drugiej pozycji i czekałem na to, kto pierwszy rozpocznie sprint.

Finalnie (już nie pamiętam dokładnie) na około 150 metrów przed metą wydawało mi się, że słyszę czyjś atak i w tym momencie poderwałem się do finiszu. Na około 30 metrów przed meta nie miałem nikogo po bokach i czułem, że mam przewagę. W tym momencie się obejrzałem i zobaczyłem, że rywale faktycznie stracili trochę dystansu. Wiedziałem, że po dwóch niezbyt udanych poprzednich startach wreszcie mi się udało i jestem Mistrzem Polski !

– Ponoć długo trzeba było czekać na dekorację z powodu kontroli antydopingowej?

Tak, czekając na dekorację po raz pierwszy w życiu zostałem wezwany do kontroli antydopingowej, która była podzielona na dwie części. Pierwsza faza to było badanie krwi, gdzie wynik był od razu (lekarz brał kroplę krwi do aparatury pomiarowej i po chwili na komputerze pojawiał się rezultat) i każdy mógł poznać swój poziom hematokrytu oraz hemoglobiny. Druga część kontroli polegała na oddaniu moczu do analizy. Byłem zaskoczony fachowością pieczętowania i zabezpieczania próbek (A i B) wziętych do analizy. Wszystko było w specjalnych „nieodkręcalnych” pojemnikach zapakowanych w specjalne torebki i styropianowy zaplombowany pojemnik.

Jakiś czas później po długim oczekiwaniu na ceremonię zamknięcia mistrzostw, kiedy prawie wszyscy kibice opuścili już metę … przystąpiono do dekoracji wszystkich kategorii wiekowych. Pomimo późnej pory i znacznego ochłodzenia koszulka z białym orłem znacznie mnie rozgrzała. Może i zabrakło narodowego hymnu … ale i tak to niepowtarzalne uczucie zostać Mistrzem Polski, zwłaszcza kiedy nie miało się super dyspozycji tego dnia.

W tym miejscu chciałbym przytoczyć słowa Andre Agassiego po wygranym finale z Andrijem Medwediewem, w którym ten pierwszy przegrywał już 0:2, by później wygrać cały mecz 3:2. “Nie sztuka jest wygrać kiedy wszystko wychodzi, sztuką jest wygrać kiedy ci nie idzie” a ja uważam, że dziś tego dokonałem.

– Znałeś trasę wyścigu wcześniej?

– Na dzień przed startem wspólnie z Danielem Chądzyńskim i Wojtkiem Wróblem z Teamu Danielo.pl objechaliśmy rundę wyścigową. Po chwili refleksji zdałem sobie sprawę z tego, że jest to trasa, która najbardziej mi pasuje w stosunku do poprzednich dwóch, na których startowałem.

– Czym zajmujesz się zawodowo?

– Pracuję w sklepie rowerowym w Wołominie – Świat Rowerów, tu też codziennie przed pracą trenuję.

– Dziękuję za rozmowę, jeszcze raz gratuluję!

– Dziękuję, pozdrawiam czytelników naszosie.pl

Rozmawiał Marek Bala