“Jednak dopięliśmy swego, Rujano nie zawiódł na szóstym etapie który wygrał w pięknym stylu przejmując jednocześnie prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Niedziela to już była praktycznie formalność, pełna kontrola etapu, po którym mogliśmy się cieszyć naszym wspólnym sukcesem

Podsumowując wyścig – dla nas bardzo ciężki, musieliśmy wziąć na siebie ciężar wszystkich etapów, odpierać ataki, kasować ucieczki itp. Podział ról był prosty, Rujano na generalną, więc nie angażuje się w żadne akcje, oszczędza siły i czeka na sobotę, Pidgornyy pilnuje Rujano, jeździ blisko, żeby w razie czego szybko mu pomóc. Grabovski i De Negri próbują finiszować, ja i Kvachuk jako lokomotywa, dyktujemy tempo. W razie sytuacji podbramkowej wszyscy mieliśmy się wspierać i np. wspólnie doganiać odjazdy. Prawdę mówiąc na wyścigu popełniliśmy sporo błędów, można było go wygrać mniejszym nakładem sił, ale przy większym ryzyku niepowodzenia. Jednakże mając w składzie praktycznie pewniaka musieliśmy postawić na taką taktykę jaką mieliśmy. Mało brakowało i wyścig byśmy przegrali na piątym etapie, gdzie praktycznie w ciągu pierwszych 500 metrów etapu oderwała się grupa 14 kolarzy, którzy szybko osiągnęli przewagę około 45 sek. Możliwie najszybciej zabraliśmy się do pracy ale dogonić 14 w czterech nie jest łatwo, jednak po około 50 minutach się udało. Gdy odbiliśmy średnia prędkość etapu wynosiła 51 km/h. W sumie wszystkie etapy szybkie, średnie prędkości około 43/45 km/h, średnie temperatury 36/38 stC.

Etap szósty miał być pod nasze dyktando i tak się stało, chcieliśmy odpuścić maksymalnie trzech kolarzy i trzymać ich na około 2 min, wyszło jeszcze lepiej bo po kilkunastu kilometrach prób ucieczek odjechał jeden kolarz więc mogliśmy spokojnie kontrolować przebieg etapu. Dzisiaj pierwsze 85 km etapu to było zadanie moje i De Negri. Mieliśmy dowieźć chłopaków do decydującego momentu podjazdu i tu etap się dla nas kończył. Reszta należała do nich. Dlatego patrząc na suchy wynik w klasyfikacji generalnej skończyłem bardzo daleko. Tak teraz wygląda moja sytuacja, ambicje i emocje trzeba odłożyć na bok i robić swoją robotę. Od wygrywania są inni. Niekiedy odbijam na 3-4 km do mety z pierwszego wachlarza i przyjeżdżam na metę minutę za peletonem. W moim przypadku na tym wyścigu liczył się każdy kilometr, który mogłem odpocząć bo od następnego dnia znów musiałem bardzo ciężko pracować.

Ogólnie jesteśmy szczęśliwi, że udało się wygrać. Naprawdę ciężko się napracowaliśmy więc tym bardziej zasłużone zwycięstwo. Drużynowo skończyliśmy na drugim miejscu za jak zwykle bardzo mocną ekipą Iranu. Oprócz radości w drużynie dochodzą jeszcze gratyfikacje finansowe. W takiej paczce i z taką nogą mógłbym się ścigać cały sezon, bo przynajmniej wiem za co się ścigam.”

Źródło: www.huzarski.pl