Marek RutkiewiczO ewentualnym transferze do Astany Marka Rutkiewicza poinformowały belgijskie i holenderskie media. Sam zawodnik mówi o tym zamieszaniu w rozmowie z Tomkiem Kalembą, dziennikarzem Onet.pl, który pisze o tym na swoim blogu “Ślizgiem”.

Na południu Polski aura dopisuje. Jest ciepło, a od czasu do czasu przez gęste chmury przebija się słońce. Korzysta z tego Marek Rutkiewicz, najlepszy polski kolarz ostatniego Tour de Pologne, który od pewnego czasu mieszka w Myślenicach. Akurat skończył on okres roztrenowania i coraz częściej zaczyna siadać na rower.

Na razie delikatnie. Co drugi dzień wybiera się na dwugodzinne przejażdżki. W wolnym czasie dba o sprawy, chyba kontraktu życia. Otóż Rutkiewicz jest bliski podpisania umowy z najlepszą ekipą ostatniego sezonu – Astaną. To, patrząc na polskie realia, byłaby sensacja.

Kiedy zapytałem go o ewentualne przejście do Astany, odparł: – Na razie to spekulacje internetowe i to wszystko – tak mogę powiedzieć.

Gdy jednak pociągnąłem Marka za język, zaczął “sypać”: – Coś rzeczywiście jest na rzeczy, bo rozmawiam z nimi od dłuższego czasu. Tak naprawdę jeszcze niedawno była realna szansa znalezienia się w tej ekipie. Sprawę załatwiałem przez swoich znajomych jeszcze z dawnych lat, z czasów kiedy ścigałem się w Cofidisie. Było już blisko podpisania kontraktu, ale Alberto Contador, który zdecydował się zostać w Astanie, zaczął ustawiać ekipę pod siebie. Wtedy rozmowy nieco się zatrzymały.

Niektórzy w polskim kolarskim światku twierdzą, że Rutkiewicz nie ma szans na angaż w poważnej ekipie, bowiem ciągnie się za nim afera dopingowa Cofidisu. Tylko należy pamiętać, że zawodnik ten został oczyszczony z zarzutów. Jest ambitny, chce ścigać się z najlepszymi, a powoli wkracza w najlepszy wiek dla kolarza.

– Teraz sprawa odżyła za sprawą holenderskich i belgijskich mediów. Zresztą zdziwiłem się, że akurat teraz o tym piszą skoro moja sytuacja jest taka sama jak dwa miesiące temu. Wciąż czekam na sygnał z Astany – wraca do sprawy kontraktu życia.

Od momentu kiedy jeździłem w Cofidisie zasiedziałem się trochę w ekipach nieco gorszych, dlatego chciałbym znów posmakować kolarstwa na najwyższym poziomie. Kontrakt z Astaną byłby wielkim krokiem do przodu. W tym momencie swoje szanse na zatrudnienie w tej ekipie oceniam na 50-60 procent, a może nieco więcej. Wszystko zależy od Contadora – w ten sposób ocenił swoje szanse.

Wygląda zatem na to, że są one niemałe. W razie niepowodzenia ma jednak przygotowany wariant awaryjny.

– Gdyby ten kontrakt nie wypalił, to w rezerwie mam CCC Polkowice, choć mają już pełny skład. Mam nadzieję, że wypali z tą Astaną. Trzymam kciuki za to. Nie ukrywam, że chciałbym się ścigać w fajnych wyścigach zagranicznych – zakończył rozmowę ze mną.

Czy zatem doczekamy się sensacyjnego transferu polskiego kolarza? Taki na pewno przydałby się tej dyscyplinie w naszym kraju.

Źródło: www.kalemba.blog.onet.pl