Frank VandenbrouckeTajemnicza śmierć Franka Vandenbroucke’a w Senegalu to wiadomość numer 1 wtorkowych dzienników w Belgii. “Mistrz wyjątkowy, bez wątpienia najwspanialszy belgijski kolarz od czasów Eddy’ego Merckxa” – tak pisze o nim brukselski “Le Soir”.
Media przypominają, że Vandenbroucke zmarł w tym samym wieku co pięć lat wcześniej słynny Marco Pantani. Obaj mieli 34 lata i mogli jeszcze odnosić sukcesy, gdyby nie zrujnowali sobie kariery środkami dopingującymi, narkotykami i alkoholem. Obaj zmarli osamotnieni, zamknięci w pokoju hotelowym.

Przyczyna zgonu Vandenbroucke’a nie jest jeszcze znana. Według belgijskich mediów, prawdopodobnie doszło do zatoru tętnicy płucnej.

“Niestety, jego śmierć to tylko półniespodzianka. Wiedzieliśmy, że nie jest z nim dobrze” – skomentował stryj Franka, Jean-Luc Vandenbroucke, który również był kolarzem zawodowym.

“La Derniere Heure” przypomina triumf Franka Vandenbroucke’a w najbardziej prestiżowym belgijskim klasyku Liege-Bastogne-Liege w 1999 roku. Styl, w jakim młodziutki Frank zwyciężył, zrobił na specjalistach ogromne wrażenie. Wygrał w sumie 53 wyścigi, ale jego kariera nagle załamała się z powodu afer dopingowych i kłopotów osobistych. Jak pisze “La Derniere Heure”, po błyskotliwym początku kariery nastąpił “tragiczny zjazd do piekła”.

W 2002 roku w domu kolarza znaleziono środki dopingowe, za co sąd skazał go na 200 godzin prac społecznych. Cierpiał na depresję i dwukrotnie został zatrzymany przez policję, prowadząc samochód pod wpływem alkoholu.

W 2005 roku, kiedy odeszła od niego żona, próbował popełnić samobójstwo. “Z piwniczki wziąłem najdroższą butelkę wina – Chateau Petrus rocznik 1961 i wzniosłem toast za moje życie” – napisał w autobiografii, która ukazała się przed rokiem. Próby samobójcze ponawiał jeszcze kilkakrotnie, był też przymusowo leczony w klinice psychiatrycznej w Ypres.

O rozchwianiu jego osobowości świadczy dziwne zdarzenie w 2006 roku. Vandenbroucke, związany wówczas kontraktem z ekipą Unibet, przyjechał do Włoch, gdzie startował w wyścigach lokalnych pod fałszywym nazwiskiem Francesco del Ponte i z licencją, w której było wklejone zdjęcie… Toma Boonena, jego rodaka, w tym czasie mistrza świata.

Frank Vandenbroucke definitywnie skończył z kolarstwem w 2007 roku. Jednak kilkanaście dni temu pojawił się w szwajcarskim Mendrisio jako konsultant telewizji belgijskiej podczas mistrzostw świata, i przy okazji ogłosił, że chce wrócić do peletonu. W ubiegłym tygodniu poprosił o pomoc w odzyskaniu formy Włocha Aldo Sassiego, trenera mistrza świata Cadela Evansa.

“Frank jest w dobrej formie fizycznej, psychicznie też się dobrze czuje” – mówił kilka dni temu Sassi dla “La Gazetta dello Sport”.

Ostatnie zanotowane słowa Vandenbroucke’a także napawały optymizmem. “W wieku 34 lat znalezienie nowej ekipy może nie być łatwe, ponieważ wszyscy będą myśleć, że stare demony znów powstaną przeciwko mnie. Wkrótce wyjeżdżam na wakacje do Senegalu. Mam nadzieję, że do końca października dołączę do nowej grupy”.

Źródło: PAP