Marczyński“Witam Wszystkich. Ostatnie dni nie były dla mnie zbyt szczęśliwe. Od zeszłego wtorku walczę wciąż z przeziębieniem. Pomimo jeszcze nie najlepszego samopoczucia postanowiłem pojechać w wyścigu Dookoła Słowacji, po to, aby spróbować przygotować się do zbliżających się Mistrzostw Świata.


Dzisiejszy pierwszy etap ułożył się dokładnie tak jak zaplanowaliśmy. Na około trzydziestym kilometrze wraz z trzema innymi kolarzami zaatakowałem i następne sto kilometrów pokonaliśmy w takim właśnie gronie. Jechałem równo i spokojnie wiedząc, że to dopiero mój trzeci dzień na rowerze od ponad tygodnia. Mimo to udało mi się wygrać jedną górską premię a następnej być drugim.


Na dwadzieścia pięć kilometrów do mety doścignęła nas goniąca, około trzydziesto osobowa grupka i wtedy właśnie zaczęły się nieustanne ataki. Na dziesięć kilometrów do mety z przodu utworzył się pięcio osobowy odjazd z dwoma moimi kolegami, tuż za nimi jechałem ja z pięcioma innymi kolarzami, a za nami już niespełna dwudziestoosobowa grupa. Pechowo dla mnie na pięć kilometrów przed metą na jednym z progów zwalniających z mojego tylniego koła ześlizgnęła się opona , a ja nawet nie wiem kiedy znalazłem się na asfalcie. Na moje szczęście skończyło się tylko na potłuczeniach i obtarciach. Najważniejsze jednak, że etap wygrał Pasquale Muto, czyli mój klubowy kolega co, tak wiec jutro startujemy z liderem w swoich szeregach!!!:)


Co do moich odczuć ,nie były one złe. Z kilometra na kilometr czułem się coraz lepiej. Jutro pewnie pocierpię trochę przez moje obrażenia, ale jak się to mówi co nas nie zabije ,to nas wzmocni 😉 Pozdrowixy i do usłyszenia!!! T.M.”

Źródło: www.tomaszmarczynski.pl