Tour de Suisse / tourdesuisse.ch

Podczas gdy w ostatnich latach gwiazdy zbliżającej się Wielkiej Pętli dość konsekwentnie przygotowywały się do punktu kulminacyjnego swojego sezonu udziałem w Criterium du Dauphine, wyścig Tour de Suisse funkcjonował niejako w swoim własnym wymiarze, sam w sobie stając się wąską specjalizacją określonego typu kolarzy. Trudno jeszcze powiedzieć, czy tegoroczna edycja szwajcarskiej etapówki wyznaczy odwrót od tego trendu, jednak organizatorzy imprezy mogą pochwalić się bardzo interesującą listą startową, obfitującą nie tylko w znakomitych górali, ale fantastycznych sprinterów.

To nie zmiana charakteru Tour de Suisse sprawiła, że stał się on bardziej atrakcyjny dla pretendentów do tytułu w Tour de France, ale przesunięcie w kalendarzu drugiego z wymienionych wyścigów, który rozpocznie się tydzień później niż zazwyczaj. Szwajcarska impreza sama w sobie pozostaje wierna wdrażanym od lat schematom, choć jej organizatorzy ulegli pokusie zastąpienia tradycyjnego prologu etapem jazdy drużynowej na czas.

Będą więc rozgrywane na rundach pagórkowate odcinki dedykowane sprinterom, na których przyjdzie nam obserwować pojedynki Petera Sagana (Bora-hansgrohe), Fernando Gavirii (Quick-Step Floors), Michaela Matthewsa (Team Sunweb) i innych, bezpośrednio zapowiadające ich potyczki na francuskich szosach. Nie zabraknie również ikonicznych szwajcarskich przełęczy z Furkapass na czele, choć ogólnie umiarkowany stopień trudności górskich etapów każe przypuszczać, że o ostatecznym kształcie klasyfikacji generalnej zadecyduje etap jazdy indywidualnej na czas.

Sprawia to, że spośród pretendentów do tytułu, największe szanse na triumf dawane są Richiemu Porte (BMC Racing), Wilco Keldermanowi (Team Sunweb), Ionowi Izagirre (Bahrain Merida), Jakobowi Fuglsangowi (Astana) i zawsze niebezpiecznemu w Szwajcarii Simonowi Spilakowi (Katusha-Alpecin), podczas gdy od znakomicie wspinających się Mikela Landziy i Nairo Quintany (Movistar) oczekuje się relatywnie spokojnego szlifowania formy na najważniejszy start sezonu.

 

Trasa

  1. etap, 9 czerwca (TTT): Frauenfeld  ›  Frauenfeld (18 km)

Zamiast tradycyjnego prologu, tegoroczną edycję Tour de Suisse otworzy relatywnie krótki i technicznie nieskomplikowany etap jazdy drużynowej na czas – trudno nie winić za to organizatorów Wielkiej Pętli…

2. etap, 10 czerwca: Frauenfeld  ›  Frauenfeld (155 km)

W niedzielę uczestnicy szwajcarskiej etapówki rywalizować będą na bardzo charakterystycznej dla tej imprezy pagórkowatej rundzie, a w finale po raz pierwszy powinna zaprezentować się cała plejada gwiazd sprintu, z Peterem Saganem (Bora-hansgrohe), Fernando Gavirią (Quick-Step Floors) i Michaelem Matthewsem (Team Sunweb) w rolach głównych.

3. etap, 11 czerwca: Oberstammheim  ›  Gansingen (182 km)

Drugi z rzędu pagórkowaty odcinek rozgrywany w swojej finałowej części na rundzie, jednak tym razem linia mety umieszczona została na wzniesieniu. O etapowy triumf cały czas walczyć powinni sprinterzy, jednak odmienna charakterystyka oczekiwanego sprintu może sprawić, że do głosu dojdą również specjaliści od ardeńskich klasyków.

4. etap, 12 czerwca: Gansingen  ›  Gstaad (189 km)

Gdyby to było Giro d’Italia, ten etap zakończyłby się wspinaczką pod Saanenmoser (kat. 2, 7.2 km, śr. 4,6%) i batalią pomiędzy pretendentami do tytułu, jednak w Szwajcarii do mety w Gstaad prowadzi jeszcze nieskomplikowany technicznie zjazd. Najbardziej oczywistym scenariuszem na jego finał wydaje się zatem triumf jednego z harcowników lub sprint ze zredukowanego peletonu.

5. etap, 13 czerwca: Gstaad  ›  Leukerbad (155 km)

Pierwszy odcinek z metą na podjeździe tegorocznej edycji Tour de Suisse rozegrany zostanie w środę, jednak niewielki stopień trudności pokonywanych w nim wzniesień w połączeniu z pozbawioną życia środkową częścią trasy każe sądzić, że pretendenci do tytułu nie odsłonią jeszcze wszystkich kart.

6. etap, 14 czerwca: Fiesch  ›  Gommiswald (186 km)

Nieważne jak długo przypatrywać się profilowi czwartkowego odcinka Tour de Suisse, wrażenie, że jego trasa powinna być pokonywana w przeciwnym kierunku, pozostaje. Jaki sens ma umieszczanie jednej z najbardziej legendarnych szwajcarskich przełęczy (Furkapass – HC, 16.3 km, 6.5%) jako pierwszego podjazdu dnia, na którego finałowe 60 kilometrów składają się niemal wyłącznie zjazdy i odcinki płaskie? Taki sam etap w ostatnim tygodniu rozgrywania wielkiego touru miałby potencjał wystarczający do wykreowania kolejnej legendy, jednak Tour de Suisse to chyba jeszcze nie jest ten moment, w którym Movistar uwolni Landę…

7. etap, 15 czerwca: Eschenbach/Atzmännig  ›  Arosa (170 km)

Ostatni z górskich etapów Tour de Suisse, na którym cała rywalizacja sprowadzi się do batalii na podjeździe do Arosy (HC, 27.7 km, 4.1%). Finałowe wzniesienie jest bardzo długie, jednak na dostatecznie strome odcinki poczekać trzeba do ostatnich 5 kilometrów, dlatego należy się spodziewać, że to właśnie tam zapadną wszystkie rozstrzygnięcia.

8. etap, 16 czerwca: Bellinzona  ›  Bellinzona (123 km)

Na najłatwiejszy z dedykowanych sobie etapów sprinterzy będą musieli zaczekać do przedostatniego etapu Tour de Suisse, jednak to właśnie on – w całości rozgrywany na rundzie z metą w Bellizonie, stanowić będzie zapowiedź nadchodzących sprinterskich pojedynków na francuskich szosach.

9. etap, 17 czerwca (ITT): Bellinzona  ›  Bellinzona (34 km)

Z uwagi na umiarkowany stopień trudności górskich etapów tegorocznej edycji Tour de Suisse należy się spodziewać, że o ostatecznym kształcie klasyfikacji generalnej zadecyduje wieńczący wyścig odcinek jazdy indywidualnej na czas. Długi i pozbawiony elementów wspinaczki, zdecydowanie faworyzować on będzie zawodników specjalizujących się w tej dyscyplinie.

Wyścig Tour de Suisse 2018 rozgrywany będzie od 9 do 17 czerwca.