Giro d'Italia / RCS Sport

Kiedy organizatorzy Giro d’Italia poinformowali o planach organizacji startu imprezy w Izraelu, stało się jasne, iż będzie to grunt bardzo niebezpieczny politycznie. Od wczoraj obawy wielu kibiców zaczynają przybierać na sile.

Wszystkiemu „winien” jest prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Charyzmatyczna głowa światowego mocarstwa poinformowała w oficjalnym oświadczeniu o uznaniu Jerozolimy jako stolicy Izraela, co spotkało się z bardzo szybką odpowiedzią świata muzułmańskiego z terrorystyczną organizacją Hamas na czele.

Od wielu lat, zgodnie z międzynarodową umową przy ONZ, wszystkie państwa były wręcz zobowiązane do uznawania Tel-Awiwu za stolicę Izraela. Wszystko miało związek z konfliktem o święte miasto, jakim zarówno dla Chrześcijan, Żydów i Muzułmanów jest Jerozolima. Decyzja Trumpa zakłóca więc równowagę na bliskim wschodzie, gdyż prawnie wschodnia część miasta jest wciąż stolicą Palestyny.

Polityczne działanie prezydenta USA wywołało niemałą burzę. Hamas, dbający w ostatnich latach o „proces pokojowy” (największa palestyńska organizacja militarna nie pozwalała na jakąkolwiek eskalację konfliktu po swojej stronie), zapowiedział przerwanie milczenia karabinów i artylerii. Jej lider wezwał dziś do nowej intifady, czyli powstania Palestyńczyków przeciwko Izraelowi.

Treck

Po prezentacji Giro d’Italia, władze kraju-gospodarza ostro skrytykowały „poprawne politycznie” określenia firmy RCS, która za start i metę pierwszego etapu uznała „zachodnią Jerozolimę”, prawnie należącą do narodu spod znaku gwiazdy Dawida.