fot. Giro d'Italia

Po ekscytującej rywalizacji na Blockhausie i indywidualnym popisie latającego Holendra, który zdążył już zostać ogłoszony nowym Indurainem, liderzy na klasyfikację generalną zasłużyli na chwilę oddechu. O ile jednak scenariusz wiodącego przez toskańskie Apeniny odcinka istotnie został napisany z myślą o triumfie ucieczki, liczba umieszczonych na trasie zasadzek nie pozwoli na nawet chwilową utratę czujności. Niekończące się podjazdy i zjazdy, drogi o bardzo wysłużonej nawierzchni i plejada rond utknięte na zaledwie 160 kilometrach to ten rodzaj rozrywki, podczas której Team Sky ma zwyczaj balansować na granicy limitu czasu.

Start w Ponte a Ema jest oczywistym pokłonem wobec urodzonego tam Gino Bartalego, ale nie będzie to jedyne z interesujących odniesień historycznych, do których sprowokuje wytyczona na środę trasa. U zboczy ostatniego kategoryzowanego podjazdu dnia, Monte Fumaiolo, znajdują się źródła Tybru, który być może nie jest najbardziej imponującą rzeką, ale jego wody szumią o wzlocie i upadku najwspanialszego ze zbudowanych ludzką ręką imperiów.

Pretendenci do tytułu nie będą mieli jednak czasu na tego typu refleksje. Chociaż wydaje się, że to jeszcze zbyt wczesny etap, by nieusatysfakcjonowani swoim miejscem w klasyfikacji generalnej zawodnicy porywali się na samobójcze misje, zazwyczaj to okazja czyni złodzieja. Pokonywanie ostatniego zjazdu za nie będącymi wirtuozami techniki Stevenem Kruijswijkiem czy Ilnurem Zakarinem może wystarczyć, by na metę w goszczącym Giro d’Italia po raz pierwszy Bagno di Romagna dotrzeć z nieuwzględnionymi we wstępnych kalkulacjach stratami.

W innej sytuacji dodałabym w tym miejscu, że byłby to idealny odcinek na wykolejenie całego wagonu Team Sky, jednak tym razem nawet ja czuję, że nie wypada. Ewidentnie ciąży na nich jakieś fatum, a walka Gerainta Thomasa z przeznaczeniem jest heroiczna, nawet jeśli – jak zwykle w takich okolicznościach – skazana na niepowodzenie. Znamy to z antycznych tragedii. Podobnie jednak jak porażka brytyjskiej drużyny, komuś w gwiazdach zapisany został dzisiejszy triumf, być może największy w karierze.

BMC

Czy któryś z dzielnych Włochów przełamie złą passę?

Oto, co na temat 11. etapu 100. edycji wyścigu Giro d’Italia mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem imprezy:

Etap 11, 17 maja: Firenze > Bagno di Romagna (161 km, ****)

Giro d’Italia wierne jest swoim tradycjom, jednocześnie podpatrując najnowocześniejsze trendy lansowane przez konkurencyjne wielkie toury. Jednym z nich są bardzo krótkie, a tym samym obfitujące w akcje górskie etapy, których tegoroczna edycja imprezy ma w swojej ofercie całą masę. Podjazdy na wiodącej przez Apeniny trasie z Ponte a Ema do Bagno di Romagna nie należą jednak do szczególnie wymagających, co w połączeniu z prowadzącym do mety zjazdem zwiastuje dzień dedykowany dzielnym uciekinierom.

Chociaż wytyczony na środę odcinek nazwany został przez organizatorów królewskim etapem Apeninów, na próżno szukać na niej najwyżej kategoryzowanych podjazdów. Rozrywki dostarczą przede wszystkim Passo della Cunsuma (15.9 km, 6.1%), Passo della Calla (16 km, 5.3%), Passo del Carnaio (11.4 km, 4.5%) i Monte Fumaiolo (23.1 km, 3.7%), wzbogacone o dość intrygujące zjazdy i odcinki asfaltu o paskudnej nawierzchni. Będzie też coś dla Luki Pibernika, a więc przejazd przez linię mety 47.9 kilometra od faktycznego finiszu. Powinno być interesująco…

Prognozowany triumf harcowników oznacza całkowitą loterię, jeśli idzie o nazwisko potencjalnego triumfatora. Tym bardziej, kiedy mówimy o dniu, w którym walka o udział o odjeździe będzie wyjątkowo zacięta.

Zainteresowani znalezieniem się w ucieczce z pewnością będą Luis Leon Sanchez (Astana), Silvan Dillier, Dylan Teuns, Ben Hermans (BMC Racing), Valerio Conti (UAE Team Emirates), Giovanni Visconti (Bahrain-Merida), Enrico Battaglin (Team LottoNL-Jumbo), Omar Fraile (Dimension Data), Mikel Landa (Team Sky) Patrick Konrad (Bora-hansgrohe) czy ktoś z Cannondale-Drapac – przecież raz musi im się udać wybrać właściwe rozwiązanie taktyczne.

Jeśli natomiast „duzi chłopcy” postanowią rozegrać finisz między sobą, automatycznie faworytem staje się Rui Costa (UAE Team Emirates). Portugalczyka bez dwóch zdań wyróżnia spryt i zamiłowanie do kończących się zjazdami etapów, a właśnie tyle trzeba, by triumfować w Bagno di Romagna. Inne typy to latający Tom Dumoulin (Team Sunweb), Geraint Thomas (Team Sky) czy Adam Yates (Orica-Scott).

Ciekawa jestem także, czy w korzystnych okolicznościach swoją fenomenalną technikę zjazdową postanowi wykorzystać Vincenzo Nibali (Bahrain Merida).

 

Pełną zapowiedź 100. edycji Giro d’Italia można znaleźć > tutaj.

Mapy i profile tutaj

Lista startowa tutaj

Plan transmisji TV > tutaj