Postanowiłem przybliżyć Państwu tematykę kontroli dopingowych w Polsce, ale także podzielić się pewnymi przemyśleniami na temat bieżącej sytuacji w kolarstwie.

Poniżej przedstawiamy Państwu statystyki dotyczące kontroli dopingowych, które zostały przeprowadzone w trzech pierwszych kwartałach tego roku w Polsce. Kolarstwo jest dyscypliną sportu jedną z najbardziej kontrolowanych.

lp

Dyscyplina

Testy

Wyniki pozytywne

1

Biathlon

65

1

2

Boks

88

2

3

Hokej na lodzie

87

1

4

Judo

53

5

Kajakarstwo

177

3

6

Kolarstwo

155

3

7

Koszykówka

80

2

8

Kulturystyka i Trójbój siłowy

51

3

9

Lekka atletyka

230

4

10

Łyżwiarstwo szybkie

53

11

Piłka nożna

114

12

Piłka ręczna

84

13

Pływanie

61

1

14

Podnoszenie ciężarów

124

7

15

Rugby

93

5

16

Siatkówka

73

1

17

Wioślarstwo

112

18

Zapasy

115

1

Źródło: Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie

Na 155 kontrole, trzy wyniki były pozytywne. Komisja do zwalczania dopingu w sporcie nie ma prawa ujawniać danych osobowych zawodników, u których stwierdzono wynik pozytywny. Takie dane trafiają do Polskiego Związku Kolarskiego.

Dla porównania piłka nożna miała 118 kontroli, proszę porównać sobie ilość kolarzy i piłkarzy w naszym kraju…

W połowie lat 2000, UCI jako jedna z pierwszych federacji światowych wspólnie i w porozumieniu z WADA wydały zdecydowaną walkę z dopingiem.

Przez te kilka lat, kolarstwo z dyscypliny którą postrzegano jako jedną z najbardziej „nakoksowanych”, stało się w miarę czyste. Oczywiście zdarzają się przypadki złapania kogoś na dopingu, ale w wielu dyscyplinach wydolnościowych czy siłowych znajdzie się zawodnik który mniej czy bardziej świadomie sięgnie po niedozwolone środki.

Procedura działania Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie przedstawia się następująco. Skupimy się na próbkach „A” i „B” chociaż wielu czytelników prosiło o opis sytemu ADAMS, ale to w innym artykule.

Pobierane są dwie próbki moczu próbka, „A” i próbka „B” które trafiają do laboratorium posiadającego akredytację WADA. Dla wiadomości, w chwili obecnej jest 33 takich instytutów w świecie.

Jeżeli próbka „A” da wynik negatywny, to próbka „B” wędruje do lodówki na okres 8 lat. W przypadku kiedy wynik jest pozytywny informuje się zawodnika, klub i krajowy związek sportowy, w naszym przypadku PZKol.

Od daty dostarczenia informacji przez laboratorium i agencję antydopingową, zawodnikowi przysługuje prawo do odwołania w terminie siedmiu dni. Jeśli tego nie uczyni to automatycznie komisja dyscyplinarna PZKol. sporządza wniosek o nałożeniu kary w formie raportu do UCI, której również przysługuje prawo wymierzenia kary adekwatnej do czynu, może być kara większa lub mniejsza (bardzo rzadko się zdarza zmniejszenie kary). W takim przypadku odsyła się raport do ponownego rozpatrzenia przez PZKol. Jak widać, takie procedury mogą trwać parę tygodni, jednak z reguły UCI akceptuje wniosek PZKol.

W przypadku kiedy zawodnik się odwoła od informacji uzyskanej z agencji antydopingowej w terminie ustawowym, musi uiścić opłatę za badanie próbki „B”. W tym czasie zawodnik jest zawieszony do czasu wyjaśnienia sprawy. Jeżeli próbka „B” da wynik pozytywny stosuje się w/w procedury. Natomiast w przypadku kiedy wynik jest negatywny, sprawa jest umarzana, a zawodnik oczyszczony z podejrzeń o stosowanie nielegalnego dopingu.

Nasunęło mi się kilka refleksji zbierając materiał do publikacji, a z którymi chciałbym się podzielić. A mianowicie:

Do niedawna byłem zagorzałym zwolennikiem dożywotniej dyskwalifikacji dla zawodników którym udowodniono laboratoryjnie (celowo podkreśliłem, w dalszej części wyjaśnię) stosowanie niedozwolonego dopingu.

Coraz częściej na naszym rynku pojawiają się suplementy diety, odżywki, napoje energetyczne, które są dopuszczone, oczywiście mają odpowiednie certyfikaty polskie, do handlu. Jednak wiele z nich nie zostało przebadanych pod kątem zawartości substancji dopingowych.

Wielu, zwłaszcza młodych kolarzy, nieświadomie spożywa takie specyfiki dowiadując się o tym w czasie kontroli. Pół biedy jeśli nie zawierają  nic co określane jest jako niedozwolony doping. Sprawa się komplikuje kiedy laboratorium na podstawie testów wykazuje takie specyfiki. Zawodnicy często się tłumaczą i aby to uwiarygodnić dostarczają te preparaty do laboratorium. To oczywiście działa na korzyść zainteresowanego i może być brane jako czynnik łagodzący karę, ale karę trzeba ponieść w myśl zasady: nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności.

Do tego dochodzi tzw. żywność genetycznie modyfikowana, która dla Kowalskiego wydaje się w porządku, ale dla zawodnika może okazać się bombą z opóźnionym zapłonem. Czy też inne produkty jak choćby zwierzęta, które karmione są różnymi paszami dla jak najszybszego przyrostu masy mięśniowej (słyszałem o takich paszach gdzie brakło tablicy Mendelejewa, a ilość specyfików niedozwolonych dla sportowców zdumiała nawet pracowników laboratorium). W takich przypadkach komisje antydopingowe nie stosują taryfy ulgowej, o czym przekonał się Contador.

Jak podkreślają pracownicy Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie, często z nieświadomości i braku wiedzy dochodzi do spożycia substancji zabronionych. Po to został udostępniony telefon :

                        Antydopingowe Pogotowie Informacyjne w skrócie API numer 

                                           695 367464 = 695 DOPING,

[email protected]

dostępny na stronach w/w komisji, aby każdy zawodnik bezimiennie mógł dowiedzieć się na temat dopingu, ale przede wszystkim zostanie rzetelnie poinformowany czy leki bądź inne medykamenty przepisane przez lekarza bądź samodzielnie zakupione w aptece nie są na liście leków które zawierają substancje niedozwolone. A jak już musi zażywać, to w jakim okresie nie może startować i jakie procedury musi przejść.

Bywając na wyścigach i nocując w tych samych hotelach co kolarze, spożywając razem posiłki, widzę jak coraz częściej obsługa teamu przygotowuje  jedzenie by wyeliminować zagrożenie jakie płynie z w/w przykładów. I muszę przyznać, mają rację.

Każdy może się pomylić, każdy może popełnić błąd, więc trzeba i należy dać szanse. Zwłaszcza, że sport to nie tylko hobby, pasja. Sport to też zawód, a zdecydowana większość w kolarstwie ma rodziny, które są przez nich utrzymywane.

Edukacja, to słowo najczęściej pojawiało się w wielu rozmowach jakie przeprowadziłem pisząc ten felieton. Mówili o tym i pracownicy Komisji do Zwalczania Dopingu w Polsce i kolarze i dyr. Sportowi.

Prezes PZKol. Pan Wacław Skarul, wprost mówi że to głupota by sięgać po niedozwolony doping i nie może zrozumieć dlaczego zawodnik chce iść na skróty. Jak podkreśla, nie będzie dla nikogo taryfy ulgowej. Przez te ostatnie lata zrobiliśmy tak wiele by kolarstwo oczyścić z dopingowiczów, że nie pozwolimy aby ( przez głupie, nierozważne, niepotrzebne i karygodne postępowanie ) pojedyncze przypadki głupoty, rzucały się cieniem na ukochaną dyscyplinę.

Zgadzam się z wypowiedzią Pana Prezesa i dodam… dla mnie to nie tylko ukochana dyscyplina (dokładnie szosa), ale to jest moje życie i będę bronił kolarstwa, chociaż mam świadomość, że zawsze znajdzie się zawodnik który sięgnie po niedozwolone środki, ale któremu trzeba dać szansę.

Natomiast nigdy się nie zgodzę z wypowiedzią w jednym z programów telewizyjnych Michała Pola, dziennikarza którego lubię słuchać i czytać jeśli chodzi o piłkę nożną. Widać wtedy profesjonalizm i pasję, co cenię i szanuję. Ale jeśli zabiera głos w sprawie kolarstwa, a jak zrozumiałem kolarstwem się nie interesuje bo tam wszyscy na dopingu, a w ogóle to kolarstwo trzeba zlikwidować, to się bardzo cieszę że Michał Pol nie jest władną osobą by decydować jaka dyscyplina może figurować w społeczeństwie XXI w. a jaka nie.

Panie Michale, jeśli byśmy szli tym tokiem rozumowania, to większość, jak nie wszystkie dyscypliny powinny zniknąć z naszego społeczeństwa. A wtedy czym byśmy się zajęli?

Może obłudną polityką, gdzie występuje kolesiostwo, partyjniactwo, nepotyzm, kumoterstwo, brak kompetencji i spychologia chociażby w sprawie zalanego stadionu i nomen omen trzeźwych kibiców?  A może  wykonać skok z stratosfery jak Felix Baumgartner, tyle tylko że bez spadochronu by media „mainstreamowe” miały co pokazywać? Przypomnę jeden tylko przykład z Pańskiej dyscypliny jaką jest piłka nożna. W polskiej drużynie narodowej, we wspaniałym meczu z Anglią (na marginesie dodam że jestem kibicem, na pewno nie fachowcem), jednym z filarów i wyróżniającym się zawodnikiem był piłkarz, który został złapany jakiś czas temu na dopingu. Dano mu szanse i ją wykorzystuje. Dlaczego wtedy Pana nie widziałem w programie u Pani Pieńkowskiej…?

Obiecałem że wyjaśnię podkreślenie słowa laboratoryjnie, co też niniejszym czynię.

Lance Armstrong, przez cały okres swojej kariery sportowej, miał największą ilość przeprowadzanych testów laboratoryjnych. Nigdy żadna komisja antydopingowa nie stwierdziła w organizmie Lanca zawartości substancji zabronionych. Nigdy też próbka A, tym bardziej próbka B nie dały wyniku pozytywnego. Raport USADA jest oparty w dużej mierze na zeznaniach świadków.

Taka mała refleksja na koniec.

Po co na świecie jest 33 laboratoriów, skoro każdemu zawodnikowi można udowodnić stosowanie niedozwolonego dopingu na podstawie zeznań…? W dzisiejszych czasach nie trudno znaleźć grupę osób zawistnych, zazdrosnych którzy złożą takie zeznania jakie będą potrzebne by nie powiedzieć wymuszone, a jak dojdą do tego olbrzymie pieniądze to znajdzie się więcej pazernych, na szybki i tani zysk kosztem drugiego człowieka.

Artur Machnik

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poprzedni artykułJose Serpa podpisał dwuletni kontrakt z Lampre
Następny artykułW Tour de France 2013 Contador najbardziej obawia się Froome`a
Marek Bala
Pomysłodawca, założyciel i właściciel naszosie.pl. Z wykształcenia ekonomista, kilkanaście lat zarządzający oddziałami banków. Pracę w „korpo” zakończył w 2013 i wtedy to zdecydował poświęcić się tylko pasji. Na szosie jeździ amatorsko od ponad 20 lat. Mąż i ojciec dwóch synów.
guest
6 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Maciej
Maciej

Artykuł dość ciekawie przedstawiający doping w innych dyscyplinach sportu. Dobre porównanie do piłki nożnej, szczególnie ilości zawodowych kolarzy i piłkarzy w kontekście ilości zbadanych próbek.

Wiktor
Wiktor

Świetny artykuł. Media lubią sensacje, kontrowersje i jak coś mówią to po to, żeby była oglądalność, a nie do końca po to by przekazać wartościową informację, nie mówiąc już o rzetelnej analizie. Szczególnie podoba mi się ostatni akapit – wyraża wszystko to co czuję wokół sytuacji Lance’a

Tadinho
Tadinho

Jeżeli nie ma dowodów, ale zeznania świadków potwierdzają system niszczenia dowodów to trochę zmienia postać rzeczy. Gdyby nie fakt, że cała afera USPostal polegała na ukrywaniu dopingu i niszczeniu dowodów na jego stosowanie, to można by się zgodzić. Ci zawistni się przyznali, że też brali i ich też nie złapano w tamtych latach…

Marcin
Marcin

Co nie zmienia faktu, że w piłce nożnej nie było żadnych wyników pozytywnych. Pewnie wyszli z założenia, że skoro nikt nie bierze, to po co robić testy… Nieważne, szosa to jest to!

pk
pk

Fajny artykuł. O dopingu trzeba dużo mówić. Tym bardziej, że jak ktoś ma styczność z kolarstwem to przeciętny Polak, będzie się właśnie wypytywał o doping. Z ciekawostek można dodać, iż komisja ds zwalczania dopingu od przyszłego sezonu chce ruszyć ze swoimi banerami na stadiony piłkarskie. Czy w ślad za tym ruszą również tam liczniejsze kontrole?. No i popieram jeszcze autora. Też uważam, że kolarstwo jako jedna z nielicznych dyscyplin sportu, kładzie nacisk na walkę z dopingiem. A co o Armstronga – jego książka „Mój powrót do życia” dała nadzieje moim znajomym chorym na raka na życie. Teraz też bym im ją polecił , uważając że w żadnym laboratorium nie stwierdzono pozytywnej próbki.

cam
cam

Ciekawy art. Dający pewną perspektywę jak wygląda kontrola antydopingowa w porównaniu z innymi dyscyplinami. Jednakże ostatnia dygresja jest trochę nie na miejscu.

Po pierwsze: Sprawa Armstronga nie opiera się tylko na zeznaniach ale również na przelewach dużych pieniędzy na konto Michele Ferrari, który maczał palce w prawie wszystkich najgłośniejszych skandalach dopingowych ostatnich lat (co zostało mu udowodnione).

Ale przede wszystkim po drugie: to, że żaden test nie był pozytywny nic nie znaczy. Już od dawna łapanie dopingowiczów w kolarstwie opiera się na badaniu efektów dopingu, a nie ich fizycznej obecności w próbkach. Cała idea paszportu biologicznego właśnie na tym polega. Bada się nienaturalne skoki pewnych parametrów biologicznych człowieka. Jest to o wiele bardzie skuteczna metoda. Przypominam, że niejaka Marion Jones też nigdy nie miała pozytywnego testu, a była badana jak nikt w lekkiej atletyce, co nie zmienia faktu, że stosowała doping przez wiele lat.

Polecam obszerny, z wieloma odnośnikami art http://www.sportsscientists.com/2012/08/the-armstrong-fallout-thoughts-and.html

I przy okazji, Farmstrong nie był aż tak często badany jak się uważa: http://dimspace.co.uk/lancetesthistory.png

Na koniec: współczuje LA, bo wiem, że cała czołówka brała, takie były czasy i nie wiem jak sam bym postąpił w takiej sytuacji.