Począwszy od sezonu 2027 drużyny działające w kolarstwie szosowym mogą zdobywać punkty do rankingu nie tylko na utwardzonych drogach, ale i poprzez inne odmiany tego sportu. O tym jak to może wpłynąć na środowisko przełajów wypowiedział się Sven Nys, menedżer zespołu Baloise Verzekeringen-Het Poetsbureau Lions.
Międzynarodowa Unia Kolarska począwszy od początku szosowego sezonu 2027, a zatem właściwie już teraz, wprowadziła nowość dotyczącą rankingu drużyn na szosie – do tego liczone będą nie tylko punkty zdobywane w kolarstwie szosowym, ale i w jego innych odmianach. Najlepsi na świecie specjaliści od kolarstwa torowego, górskiego czy przełajowego mogą mieć teraz wpływ na rankingi szosowe, co budzi niemało kontrowersji. Dla przykładu przełajowy mistrz świata zainkasuje 300 punktów UCI, a zatem tyle samo, ile można uzyskać za 9. miejsce w klasyfikacji generalnej Tour de France albo 3. lokatę w klasyku pokroju Amstel Gold Race. Punktować będzie można także za pośrednictwem Przełajowego Pucharu Świata, a zdobywane w ten sposób oczka mogą mieć realne przełożenie na przyznawanie licencji UCI World Tour i inne benefity wynikające z pozycji w rankingu. Tego typu zmiany skomentować się zdecydował Sven Nys.
Czekam, aby zobaczyć, jak ten nowy system się rozwinie. Widać już, że World Teamy zaczynają się dozbrajać kolarzami z innych dyscyplin, aby potencjalnie zdobyć dodatkowe punkty. Dla mnie to dziwne, że punkty przyznawane są tylko w Mistrzostwach Świata i Pucharze Świata, podczas gdy mamy też inne fantastyczne wyścigi. Powiedzmy zatem, że system wciąż wymaga pewnych poprawek. Ale to dobry pomysł, żeby tradycyjne drużyny szosowe inwestowały również w kolarstwo przełajowe
— powiedział Sven Nys, którego zapytano, czy w obliczu tych zmian nie dojdzie do tego, iż najlepsi przełajowcy trafią do ekip szosowych, a klasyczne zespoły skupiające się wyłącznie na tej dyscyplinie będą miały problemy z dalszą działalnością.
Przed nami bardzo trudne wyzwanie. Po pierwsze, każda firma dokładnie się zastanawia, zanim wyda choćby euro. Trzeba opracować bardzo dobry plan, zapewnić sobie dodatkową widoczność i stworzyć projekty poboczne. Wtedy wasza współpraca zyskuje na prestiżu. Po drugie, model biznesowy w kolarstwie przełajowym, ale także w kolarstwie szosowym, wciąż nie jest właściwy. Żyjemy ze środków od sponsorów i nie otrzymujemy praw telewizyjnych. Pod tym względem jesteśmy dyscypliną, która musi zadowolić się tym, co mamy. Oznacza to również, że możemy podpisywać krótkoterminowe kontrakty, maksymalnie dwu- lub trzyletnie. To niedobrze, ale tak właśnie rozwinęło się kolarstwo i na razie nie widzę, żeby to się miało zmienić
— odpowiedział menadżer zespołu Baloise Verzekeringen-Het Poetsbureau Lions.
Dobrym przykładem tego, iż zespoły szosowe zaczynają sięgać po kolarzy przełajowych nie dlatego, iż wierzą w ich występy na utwardzonych drogach, a po prostu ze względu na rankingowe punkty, jest transfer Felipe Ortsa do Euskaltel – Euskadi. 31-letni Hiszpan, który w ostatnich latach dość regularnie plasuje się na przełomie pierwszej i drugiej „10” największych imprez, nie ukrywa, iż jego przejście do baskijskiej formacji jest wycelowane w to, by ta zdobyła oczka niezbędne do utrzymania się w najlepszej „30” szosowego rankingu.
Te nowe przepisy z pewnością pomogły mi w realizacji mojego projektu przełajowego. Będę ścigał się dla Euskaltel – Euskadi w sezonie, ale nie tak często, jak zawodnicy stawiający na tę odmianę kolarstwa. Dla zespołu ważne jest, żebym mógł im dać punkty UCI i utrzymać ich w walce o miejsce w czołowej „30”. Dla mnie to dobry krok w rozwoju kolarstwa przełajowego, do którego z przyjemnością się przyczynię
— powiedział Felipe Orts, który jest jednym z namacalnych przykładów na to, że zespoły błyskawicznie zaczęły korzystać z nowych przepisów przygotowanych przez Międzynarodową Unię Kolarską.
Krótkim słowem podsumowania warto podkreślić, że ciężko winić same formacje za to, że korzystają ze zmian przygotowanych przez UCI. Bardziej ewentualne wątpliwości co do zasadności wprowadzanych nowości można mieć do organu za nie odpowiedzialnego – czy aby na pewno ranking szosowy powinien rozstrzygać się w błocie, na kamieniach czy pod dachem? Już w przeszłości „specjaliści”, jak ich nazywano w przepisach, pozwalali ekipom szosowym na posiadanie szerszych składów, teraz zaś ci nie tylko będą dodatkiem w składach, ale i mogą mieć bardzo realny wpływ na kształt rankingu w kolarstwie szosowym – nawet wtedy, jeśli nie będą w takowym startowali.








