fot. UEC - Union Européenne de Cyclisme / Roberto Bettini / Sprint Cycling Agency

Czy rozczarowanie to właściwe słowo? – właśnie takimi słowami rozpoczęła się moja rozmowa z Dominiką Włodarczyk po drużynowej sztafecie elity rozegranej w ramach Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026, w której reprezentacja Polski zajęła 4. miejsce. 25-latka bardzo konkretnie podsumowała ten występ i zwróciła uwagę na rzeczy, o jakich niejeden kibic często zapewne nie myśli.

Zaledwie 6 reprezentacji narodowych zdecydowało się na start w sztafecie drużynowej elity w ramach Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026. W tym gronie znalazła się Polska, która mogła być napędzona sukcesem naszych juniorów sprzed kilku godzin – wszak biało-czerwona młodzież wywalczyła srebrne medale, a także faktem, iż po samych nazwiskach na liście startowej byliśmy solidnymi kandydatami do krążka. Przy naszej kadrze istniało jednak niejedno „ale” i niestety znając wyniki wiemy, że te okazały się być nie do przeskoczenia, przez co zakończyliśmy na jakże nie lubianym przez sportowców 4. miejscu.

Jako pierwsi jechali nasi panowie, gdzie defekt dość wcześnie wyeliminował Filipa Maciejuka. Michał Kwiatkowski i Dawid Lewandowski dali z siebie wszystko, dzięki czemu na półmetku byliśmy na 3. pozycji z minimalną przewagą nad Luksemburgiem. Następnie na trasę wyruszyły panie, gdzie reprezentowały nas wracająca po chorobie z weekendu Dominika Włodarczyk, również nie czująca się w ostatnich dniach najlepiej Nadia Hartman oraz mająca pewne problemy po upadku w wyścigu ze startu wspólnego Martyna Szczęsna. Ktoś powie – wymówki. Ja powiem – szerszy kontekst. Biało-czerwoni zrobili wszystko co mogli, a obserwowanie smutku malującego się na ich twarzach było widokiem może nie tyle przykrym, co ujmującym. Dlaczego nie przykrym? Albowiem widać było, że dla każdego z tej szóstki jazda z orzełkiem na piersi to powód do dumy, ale dziś po prostu się nie udało. Stąd rozmowę z Dominiką Włodarczyk zacząłem od pytania, czy rozczarowanie to będzie właściwe słowo opisujące to, co czuje obecnie biało-czerwona?

Uh. Może zacznę tak – nawet jeśli ktoś sobie pomyśli, że takie medale z mistrzostw świata czy Europy w tej konkurencji nie są w strefie moich marzeń czy ambicji, to ja jestem taką zawodniczką, dla której jednak jest to dalej marzenie. Ja bym bardzo chciała zdobyć medal mistrzostw świata czy Europy w jakiejkolwiek konkurencji, więc… Nie wiem czy rozczarowanie to jest właściwe słowo, bo generalnie jeśli da się z siebie wszystko i zrobi się co może, to rezultat może gdzieś tam nie dowieźć oczekiwań, ale jak wiadomo oczekiwanie = rozczarowanie, więc wniosek jest z tego taki, że nie zawsze można czegoś oczekiwać. Jestem dumna z mojej jazdy, z moich dziewczyn, z jazdy chłopaków, bo chociaż nie mogłam ich oglądać, to domyślam się, że też pojechali to co mieli. Dzisiaj wystarczyło to na to, co wystarczyło… Oczywiście jest niedosyt. O! Niedosyt to jest dobre słowo i naprawdę niech nam internauci nie piszą, że słabo, bo to my trenujemy na te wyniki i to nam w pierwszej kolejności, proszę zaufać, najbardziej na tym wszystkim zależy

— obszernie odpowiedziała Dominika Włodarczyk.

Możemy sobie teraz gdybać co by było, jakby np. w Słowenii pozostali ci, którzy z różnych przyczyn w tej konkurencji nie wystąpili, ale nie zmieni to faktu, że ci, którzy zdecydowali się reprezentować biało-czerwone barwy dali z siebie wszystko i to oni najmocniej przeżyli, że dziś nie udało im się spełnić swojego medalowego marzenia. Teraz jednak trzeba szybko zapomnieć o tym, co było, albowiem całą szóstkę naszych kadrowiczów zobaczymy jeszcze w środowej jeździe indywidualnej na czas. Dominika Włodarczyk po wycofaniu się Katarzyny Niewiadomej będzie jedyną Polką na jutrzejszym starcie, toteż zapytałem 25-latkę jak się czuje przed jutrem i czy udało jej się wrócić do zdrowia.

Zdrowia niestety jeszcze nie ma na 100%, ale już dzisiaj jest 3. dzień zwyżkowy, kiedy mi się nie pogarsza. Niestety podczas startu wspólnego wylosowało mi się apogeum choroby i teraz się z tego śmieję, ale po wspólnym też mi było przykro, bo jednak nie po to człowiek tyle trenuje, przygotowuje się, żeby tak to wyglądało… To w żadnym stopniu, z ręką na sercu, bo też mi zawsze co najmniej parę osób lubi napisać, że choroby też są moją winą i powinnam bardziej o siebie dbać… Tak że z ręką na sercu – nie wiem, co mogłabym zrobić lepiej. Niestety mistrzostwa świata i Europy są tak blisko, a w tym roku ta odległość była na tyle duża, a podróże męczące, że moje ciało w pewnym momencie powiedziało „dosyć”, a jak wszyscy wiemy, albo ja wiem [śmiech], jak człowiek jest wyżyłowany po całym sezonie, a ja starty zaczęłam już w styczniu, to jednak nie można być cały rok na najwyższym poziomie. Myślę, że w tym roku pokazałam, że moja forma była równa, to nie były zrywy, cały czas meldowałam się w czołówce. Kiedyś moje ciało musiało powiedzieć „stop”. Mam nadzieję, że jutro się obudzę i będzie jeszcze lepiej. Dzisiaj się przepaliłam trochę i też fajnie, bo tak musiałabym się na treningu zmuszać, a tak trasa i rywalizacja mnie do tego zmusiła. Nie mogę powiedzieć, że dało mi to 100% uśmiechu i zadowolenia, ale jutro mam ostatnią szansę w tym roku na swój medal

— kontynuowała Dominika Włodarczyk.

Jutro przed reprezentantką Polski jazda indywidualna na czas elity kobiet (22,1 km | 367 m), a biało-czerwona rampę startową opuści jako 6. od końca, dokładnie o 14:49. Patrząc na wyniki z tegorocznych mistrzostw świata, w których wychowanka MLKS Wieluń zajęła w tym roku 9. miejsce w tej specjalności, mistrzynię naszego kraju w tej konkurencji stać na naprawdę solidny rezultat w Europie, choć zdecydowanie nie powinno się przed startem wieszać jakoś wysoko poprzeczki czy stawiać nierealnych oczekiwać – m.in. o tym zresztą była ta rozmowa. Czas pokaże czy zdrowie pozwoli na optymalny przejazd, a zatem czego kibice powinni życzyć naszej reprezentantce przed jej ostatnim startem podczas mistrzostw Europy?

Zadowolenia z siebie, satysfakcji i wyjechania się po jutrzejszym starcie!

— zakończyła Dominika Włodarczyk.

W Šenčur z naszą reprezentantką rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026:

Poprzedni artykułPablo Castrillo przedłużył kontrakt z Movistar Team do 2030 roku
Następny artykułCzas na finał – zapowiedź 5. dnia Mistrzostw Europy – Lublana 2026
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Ktoś z podstawówki
Ktoś z podstawówki

„Także z ręką na sercu” Znowu ten sam błąd ortograficzny. Panie Jarosz, przerasta to pana?

Ktoś z podstawówki
Ktoś z podstawówki

No właśnie. W takim razie należy poprosić AI o poprawienie błędów ortograficznych (i interpunkcyjnych) przed publikacją. Zwykły korektor nie poprawi także na tak że, ani wstanie na w stanie itp. To już nie powinno pana przerosnąć.