fot. UCI

Niemal 2 tygodnie minęły od złotego medalu Marii Okrucińskiej zdobytego w jeździe indywidualnej na czas juniorek w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026. Choć kurz już opadł, to sukces ten nadal na samą myśl o nim daje sporo uśmiechu, więc na spokojnie udało mi się omówić go z polską mistrzynią świata.

Trwają Mistrzostwa Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026, podczas których jedną z największych nieobecnych jest świeżo upieczona mistrzyni świata w jeździe indywidualnej na czas juniorek, czyli Maria Okrucińska. Choć Polka nie zaprezentuje się nam z powodu kontuzji na żywo w tęczowej koszulce w warunkach wyścigowych, to i tak zdecydowanie warto powracać do wydarzeń z Montréalu i sukcesu, który zapisał się w polskiej historii kolarstwa. Na gorąco nasza 18-latka mówiła, że nie dociera do niej czego dokonała. Czy teraz, po tych niemal 2 tygodniach, to nadal szalone, wręcz nierealne doświadczenie dla Polki?

Chyba nadal nie dotarło do mnie to w 100%. Wiem, że jestem mistrzynią świata, mam medal, tęczową koszulkę, widzę zdjęcia i wszystkie wiadomości, ale nadal momentami wydaje mi się to trochę nierealne. To był cel i marzenie, które miałam w głowie od bardzo dawna, więc kiedy nagle staje się rzeczywistością, potrzeba trochę czasu, żeby naprawdę to do siebie dopuścić. Tym bardziej że był to mój ostatni sezon w juniorkach, więc nie będę miała okazji ścigać się w tęczowej koszulce — od przyszłego roku przechodzę już do nowej kategorii. Ale świadomość, że na zawsze będę mogła powiedzieć, że zdobyłam ten tytuł, jest czymś naprawdę wyjątkowym

— napisała w rozmowie dla Naszosie.pl Maria Okrucińska.

Pamiętam jak wychowanka UKS Copernicus Toruń CCC jeszcze jako juniorka młodsza wygrała w Polsce absolutnie wszystko, co tylko było do wygrania. Następnie w sezonie 2025 w rankingu serwisu FirstCycling to właśnie Polka zajęła 1. miejsce w kategorii do lat 19, choć przecież Maria Okrucińska była wówczas jeszcze tylko pierwszoroczną juniorką. Po drodze do Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026 były wygrane w wyścigach UCI, w tym Pucharach Narodów – łupem 18-latki padły w tym roku m.in. klasyfikacje generalne EPZ Omloop van Borsele i Watersley Ladies Challenge, by wreszcie zwieńczeniem tego wszystkiego była ta tęczowa koszulka zdobyta w jeździe indywidualnej na czas oraz 4. lokata w wyścigu ze startu wspólnego, o której nieco więcej zaraz. Czy można zatem mówić o poczuciu spełnienia w kontekście kolarskiej przygody w juniorskim peletonie oraz gotowości do wyzwań w elicie?

Na pewno jestem bardzo szczęśliwa z tego, jak zakończyłam juniorskie lata, ale nie czuję, że coś się tutaj kończy. Raczej mam jeszcze większą motywację na to, co przede mną. Wejście do elity będzie dla mnie zupełnie nowym etapem i chcę przede wszystkim dalej poznawać siebie jako zawodniczkę. Zobaczyć, jak odnajdę się na tym poziomie, nad czym muszę jeszcze pracować i co mogę w sobie ulepszyć. Mam dopiero 18 lat i czuję, że nadal mam bardzo dużo przestrzeni do rozwoju. Chcę wykorzystać kolejne lata właśnie na to, żeby cały czas się uczyć i krok po kroku stawać się coraz lepszą zawodniczką

— odpowiedziała biało-czerwona.

Wspominałem już 4. miejsce w wyścigu ze startu wspólnego, ale znając szerszy kontekst tamtego wyniku ten można odbierać zupełnie inaczej. Maria Okrucińska na przedostatniej rundzie uderzyła o barierki, po czym widzieliśmy jak walczy z bólem i po chwili znów daje z siebie wszystko. Wtedy wydawało się, że może wszystko będzie w porządku, dziś wiemy, że listę obrażeń 18-latki otwiera złamanie łopatki, z którym ta przejechała kilkanaście kilometrów! Czy to adrenalina uśmierzała wtedy ból podczas jazdy? Czy wiedząc o tym jak poważne były obrażenia, ta 4. lokata ma dla młodej kolarki inny wydźwięk niż miała tuż za linią mety, czy jednak to nadal „tylko” 4. miejsce?

Na zjeździe zahaczyłam o barierkę. Wzięłam tam trochę za duże ryzyko, ale chyba taki też jest mój sposób ścigania — lubię jechać na limicie i walczyć do końca. Bezpośrednio po kraksie zdecydowanie czułam ból i przez chwilę naprawdę miałam w głowie myśl, czy nie zejść z trasy wyścigu. Miałam gorszy moment i ciężko było mi się od razu pozbierać. Później jednak weszła adrenalina, skupiłam się już tylko na ściganiu i na tym, żeby spróbować wrócić do grupy. Dopiero po wyścigu, kiedy emocje zaczęły schodzić, poczułam dużo mocniej, że coś jest nie tak. Ostatecznie okazało się, że poza złamaniem łopatki mam też naderwane mięśnie i mocno stłuczone kolano.

Patrząc na ten wyścig teraz, jestem przede wszystkim dumna z tego, że mimo tego gorszego momentu udało mi się wrócić do walki. Dogoniłam grupę i nadal miałam szansę walczyć o medal. Najbardziej szkoda mi samego sprintu, bo wiem, że popełniłam tam błąd i mogłam rozegrać go lepiej, ale wyciągam z tego lekcję — takie sytuacje też budują doświadczenie i jeżeli w przyszłości znajdę się ponownie w podobnym momencie, będę już wiedziała więcej

— kontynuowała Maria Okrucińska.

18-letnia Polka jest niewątpliwie wielką nieobecną podczas Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026, ale z drugiej strony można na to spojrzeć tak, że szczęściem w nieszczęściu związanym z tą pokaźną listą obrażeń jest fakt, iż sezon się kończy i przed kolejnym będzie sporo czasu na powrót do pełni sił i następnie wznowienie treningów. Jak wyglądają rokowania związane z powrotem do zdrowia i regularnych ćwiczeń?

Szkoda mi mistrzostw Europy, szczególnie dlatego, że bardzo chciałam tam wystartować i zaprezentować się w tęczowej koszulce. Z drugiej strony wiem, że przy tych obrażeniach odpuszczenie startu było najlepszą decyzją. Nie ukrywam, że ostatnie dni są trochę rollercoasterem. Najpierw ogromne emocje związane z mistrzostwem świata, później kraksa, 4. miejsce, diagnoza i informacja, że nie pojadę na mistrzostwa Europy. Dużo wydarzyło się w naprawdę krótkim czasie. Teraz jednak powoli wszystko zaczyna się klarować. Zaczęłam rehabilitację i pracę z fizjoterapeutą, cały czas jestem też w kontakcie z dr. Piotrem Kosielskim, który bardzo pomaga mi teraz poukładać cały plan, wizyty i kolejne kroki. Chcę spokojnie wrócić do pełnej sprawności, bez niepotrzebnego pośpiechu. Niedługo czeka mnie w końcu zasłużony wypoczynek, na który po tym wszystkim zdecydowanie czekam

— odpowiedziała Maria Okrucińska.

Rozmawiałem z naszą mistrzynią przed zdobyciem przez nią tytułu wiele razy – chociażby to właśnie naszą rozmowę o tym, że 18-latka jedzie do Kanady z myślą o złocie cytowano po nim wielokrotnie czy to na antenie Eurosportu, czy też w wielu polskich mediach. Niejednokrotnie już zatem dawałem naszej zawodniczce pole do podziękowań dla osób, bez których ta nie byłaby w tym miejscu, w którym jest obecnie. Choć zapewne wszyscy wymieniani raz po raz doskonale wiedzą, że Maria Okrucińska jest im bardzo wdzięczna, to na koniec jeszcze raz zapytałem o to komu nasza mistrzyni chciałaby podziękować za drogę do tego sukcesu, kogo chciałaby pozdrowić oraz co chciałaby przekazać kibicom, którzy licznie trzymali za nią kciuki.

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie krótko, bo za tym wynikiem stoi naprawdę wiele osób. Przede wszystkim moi najbliżsi — rodzina, przyjaciele i mój chłopak. Są ze mną nie tylko wtedy, kiedy wygrywam, ale przede wszystkim w tych trudniejszych momentach, których często nikt nie widzi.

Ogromne podziękowania należą się mojemu trenerowi Błażejowi Janiaczykowi. Tyle, ile on już ze mną przeżył, chyba ciężko zliczyć. Zawsze mnie wspierał, był obok i przede wszystkim nigdy we mnie nie zwątpił, nawet kiedy ja sama miałam z tym problem. Na czasówce podczas mistrzostw świata krzyczał za mną z auta tak, że stracił głos, a ja chyba trochę ogłuchłam, haha. Tym bardziej cieszę się, że właśnie z nim mogłam przeżyć ten dzień.

Bardzo dużo zawdzięczam też UKS Copernicus Toruń CCC, który przez ostatnie 12 lat rozwijał mnie jako zawodniczkę, nauczył mnie ogromnie dużo i niesamowicie wspierał na każdym etapie tej drogi.

Dziękuję również dr. Piotrowi Kosielskiemu, mojemu dietetykowi Adamowi Plucińskiemu, psychologowi Larsowi, mojej menadżerce Rosalie oraz fizjoterapeutom — Piotrowi, Kasi i Joepowi. Każda z tych osób na swój sposób jest częścią tej drogi i bardzo dużo dla mnie znaczy.

Dziękuję całej reprezentacji Polski — zarówno zawodnikom, jak i całemu sztabowi — bo podczas mistrzostw naprawdę czułam, że nie walczę sama. Dziękuję też wszystkim sponsorom i osobom, które wspierają mnie i mój rozwój.

I oczywiście ogromne podziękowania dla wszystkich, którzy kibicowali. Liczba wiadomości po mistrzostwach naprawdę mnie wzruszyła. Tęczowa koszulka ma moje nazwisko, ale wiem, jak wiele osób dołożyło swoją cegiełkę do tego, żebym mogła ją założyć

— zakończyła Maria Okrucińska, pierwsza w historii polska mistrzyni świata w kategorii juniorek.

Uważni kibice zapewne bez trudu zauważyli, w jakim kasku, na jakim rowerze itd. ścigała się już w ostatnim czasie 18-latka, zatem jeśli ktoś pyta o jej przyszłość, to ta jest już ułożona. Oczywiście z podawaniem konkretów pozostaje nam poczekać do oficjalnego ogłoszenia transferu przez jej nową drużynę, w której ta postawi pierwsze kroki po zakończeniu rywalizacji w kategorii orliczek. Teraz pozostaje nam mocno trzymać kciuki za to, by debiut w UCI Women’s World Tourze był taki, jak tylko sobie reprezentantka Polski wymarzy, a jej jazda dalej mogła cieszyć zarówno nas, jak i samą zawodniczkę.


Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026:
Poprzedni artykułCoppa Bernocchi 2026: Noa Isidore wygrywa w Legnano
Następny artykułGrand Prix El Djazaïr 2026: Danny van der Tuuk wygrywa inauguracyjny odcinek
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze