fot. GreenEDGE Cycling

Gdy Michael Matthews odebrał swój srebrny medal za wyścig ze startu wspólnego elity mężczyzn w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026, jego pracodawca, czyli Team Jayco AlUla napisało krótko – „LEGENDA”. Trudno się z tym słowem nie zgodzić, albowiem dla 36-letniego Australijczyka był to już 11 medal światowego czempionatu, w tym 4 w tej konkurencji. Bling kolejny raz pokazał, że jest naprawdę wybitnym kolarzem.

Zapewne wielu kibiców kolarstwa pamięta czasy, gdy do Michaela Matthewsa próbowało przykleić łatkę sprintera – może nie tego najszybszego w peletonie, ale potrafiącego przetrwać pewne trudności i na tym budującego swój naprawdę wielki kolarski dorobek. Australijczyk przeszło dekadę temu wygrywał finisze z peletonu podczas takich imprez jak Vuelta a España, Giro d’Italia, Paryż-Nicea czy Vuelta al País Vasco, ale równolegle udowadniał, że potrafi też walczyć w zupełnie innym terenie zwyciężając etap włoskiego touru z metą na Monte Cassino (9,2 km; 5,1%). Popularny Bling wymykał się zatem jasnemu zaszufladkowaniu, choć jednak szybkość cały czas była u niego niezwykle ważna i to ona dała mu m.in. zwycięstwo w klasyfikacji punktowej Tour de France w 2017 roku. Równolegle jednak ten cały czas potrafił też walczyć w klasykach, a przecież wyjątkowego rodzaju klasykiem są także Mistrzostwa Świata w kolarstwie szosowym.

Napisać, że Australijczyk ma nosa do czempionatów, to jak nie napisać nic. W jego dorobku znajdziemy w sumie aż 11 medali najważniejszej reprezentacyjnej imprezy na świecie, w tym 5 wywalczonych w wyścigach ze startu wspólnego. Dziś 36-letni Michael Matthews może się pochwalić złotem w kategorii orlików (2010) wywalczonym przed własną publicznością w Geelong, a także 4 krążkami zdobytymi już w elicie – kolejno srebrem z Richmond (2015), brązem z Bergen (2017), brązem z Wollongong (2022) oraz najnowszym srebrem z Montréalu (2026). Choć Australijczykowi wciąż brakuje tęczowej koszulki w tejże, to trzeba przyznać, że jego dorobek jest po prostu naprawdę imponujący.

Gdy świętuję, to chodzi nie tylko o sam dzisiejszy wyścig, ale o wszystko, co przeszedłem w ciągu ostatnich dwóch lat – od zatorowości płucnej, przez którą myślałem, że to koniec mojej kariery, aż po złamanie obu rąk na początku tego roku, co znów kazało mi sądzić, że to już koniec. Teraz, po powrocie i zdobyciu srebra w wyścigu ze startu wspólnego, szczerze mówiąc, brakuje mi słów. Przed startem powiedziałem żonie: „Dam z siebie wszystko i chciałbym być dumny z tego występu”. Chciałem mieć pewność, że na mecie nie zostanie we mnie ani odrobina sił – i dokładnie tak się dzisiaj stało. Gdy przekroczyłem linię mety, ukryłem twarz w dłoniach, niemal nie mogąc uwierzyć w to, co się wydarzyło. Szczerze mówiąc, to zasługa mojej rodziny, zespołu i całego sztabu ludzi wokół mnie, którzy nigdy nie przestali wierzyć, że to może się udać. Wszystko im zawdzięczam

— opowiadał Michael Matthews.

36-latek potrafił pokonywać kolejne wielkie problemy, jakie napotykał w ostatnich latach na swojej drodze i choć w niedzielę nie nadeszło dla niego 45. zawodowe zwycięstwo, to ten srebrny medal z pewnością dla niego i jego otoczenia smakuje wyjątkowo. Przy tej stawce, na tak selektywnej trasie, z racji na jego wiek i wszystkie te kłopoty, popularny Bling był wymieniany w gronie faworytów raczej z szacunku do całej jego kariery, aniżeli jako jedna z potencjalnych gwiazd długiej na 273 kilometry rywalizacji w Kanadzie. Michael Matthews pokazał jednak, że serce do kolarstwa ma przeogromne i został po raz kolejny w swojej karierze wicemistrzem świata elity w wyścigu ze startu wspólnego.


Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026:
Poprzedni artykułTour of Poyang Lake 2026: Michał Pomorski wygrywa królewski etap!
Następny artykułMathieu van der Poel: „Pojechałem wyścig, na jakim mi zależało”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze