fot. Szymon Gruchalski / Tour de Pologne

Najlepszym Polakiem na trasie 6. etapu 83. Tour de Pologne, podobnie jak dzień wcześniej, był Filip Gruszczyński. Reprezentant naszej kadry narodowej aż do ostatnich dwóch kilometrów jechał w grupie faworytów, z którą nieznacznie stracił kontakt dopiero podczas finałowej walki. Ostatecznie dało mu to 23. miejsce na mecie i taką samą pozycję w klasyfikacji generalnej. Jak z tym rezultatem czuł się 21-letni zawodnik?

Po ostatnim etapie rozgrywanym w formule rywalizacji ze startu wspólnego w ramach 83. edycji Tour de Pologne, w strefie wywiadów bardzo rozchwytywany był Filip Gruszczyński. Najlepszy z Polaków bardzo chętnie i obszernie odpowiadał na pytania dziennikarzy, którzy byli zainteresowani naszym najlepszym z biało-czerwonych. Widok ten nieco mnie zaskoczył, albowiem tuż po zakończeniu zmagań usłyszałem tylko krótki komunikat – nasz lider wjechał na metę niezadowolony. Czy faktycznie zatem tak było, czy jednak było to mylne wrażenie osoby, która mi to przekazała?

Może troszkę mylne wrażenie. Nie byłem tyle niezadowolony, co czułem lekki niedosyt. Wiadomo, że zawsze chce się więcej. Ten lekki niedosyt jest związany z tym, że gdzieś w tej samej końcówce zabrakło, że nie udało się wjechać na metę z grupą, w której byłem. Próbowałem i mogę żałować, bo zawsze inaczej jest wjechać z najlepszymi, a zrobić to te niespełna pół minuty za nimi. Teraz na chłodno myślę jednak, że nie mogę być rozczarowany, szczególnie, że Ścianę Bukovina udało się naprawdę dobrze przetrzymać i zabrakło dopiero w momencie takiego jednego skoku, gdzie nie było już tak stromo – to faworyzowało nieco lepiej zbudowanych zawodników, a moja dynamika niestety nie pozwala jeszcze na odpowiadanie na takie skoki. Z tym jest ten lekki niedosyt związany, ale ogólnie myślę, że dzień na plus

— jasno wyjaśniał Filip Gruszczyński.

Nim jednak przyszedł sam finisz i emocje z nim związane, trzeba było przejechać przez cały królewski etap. Tam reprezentant Polski radził sobie naprawdę dobrze – choć peleton z czasem mocno się zredukował, biało-czerwoną koszulkę dzierżoną przez 21-latka cały czas było widać w grupie. Jak ten dzień układał się z perspektywy młodego zawodnika?

Na początku etapu miałem pewien kryzys, nie lubię tak dynamicznych startów, potrzebuję trochę czasu by wejść w etap. Przetrwałem to i jestem teraz tu gdzie jestem. Po ostatnim przejeździe przez Ścianę Bukovina, jak zaczęły się takie drobne skoki, przeszedłem nawet przez grupę i na posiadanej z tego tytułu szybkości próbowałem pociągnąć, a nuż zabrałbym się w jakąś grupkę. Miałem z tyłu głowy, że tak będzie łatwiej niż zwalniać, rozkręcać i trzymać się gdzieś wyłącznie w kołach

— opowiadał 23. zawodnik 6. etapu 83. Tour de Pologne.

W rozmowach z dziennikarzami nie zabrakło i wątków bardziej ogólnych niż tylko przebieg zmagań wokół Bukowiny Tatrzańskiej. Jeden z radiowców zapytał Filipa Gruszczyńskiego czy ten w taki sposób wyobrażał sobie sportową karierę, gdy był jeszcze dużo młodszym, odnoszącym wówczas pewne sukcesy w swoich kategoriach wiekowych zawodnikiem.

Nie wiem czy w ogólnie w przeszłości miałem jakiekolwiek wyobrażenie o tym jak będzie wyglądała ta kolarska kariera, ale podoba mi się – co tu dużo mówić? Jest to na pewno lepsze życie niż praca od 9 do 17 codziennie. Zawsze mój tata, który jeździ amatorsko i kocha jeździć na rowerze jak ja, powtarzał, że tu jeździsz na rowerze i jeszcze ci za to płacą. Wiadomo, że są to też pewne poświęcenia, trudy, ale nie zamieniłbym tego na nic innego

— powiedział Filip Gruszczyński, którego dopytano, czy zatem są w tym momencie z nim jego bliscy.

Tutaj akurat nikogo ze mną nie ma, bo to trochę daleko, ale wiem, że mama i tato będą w Krakowie. Tata był też ze mną na początkowych etapach – teraz, tj. po wczorajszym etapie pojechał do domu, by przywieźć mi rower na jutrzejszy etap. Tato mocno mnie wspiera i nie ukrywam, że gdyby nie on, nie byłoby mnie tutaj

— rozwinął Filip Gruszczyński.

Rodzina niewątpliwie jest ważna dla zawodnika, który w przeszłości święcił sukcesy młodzieżowe jako kolarz Grupy Kolarskiej Gliwice, a który bardzo młodo wyjechał z Polski – ten we włoskim peletonie ścigał się bowiem już jako junior, a następnie pozostał tam jako orlik, kiedy to zakładał koszulkę Biesse – Carrera (2024-2025), którą nawet udało mu się na pewien moment zamienić na trykot francuskiego Cofidisu (staż od 08.2024 do końca sezonu). 21-latek obrał zatem dość wymagającą ścieżkę, a czy któraś z polskich sław była dla niego inspiracją? Jeśli tak, to bardziej Rafał Majka, czy jednak Michał Kwiatkowski?

Znamy się z Rafałem Majką, w zeszłym roku mieliśmy okazję wystartować nawet razem w paru wyścigach, ja jeszcze w Biesse – Carrera, on w ramach ostatniego roku w UAE, ale czy to na Mistrzostwach Polski, czy później w paru włoskich klasykach przewinęliśmy się. Na pewno podziwiam obu, a czy któregoś bardziej? Nie chcę tu faworyzować nikogo [śmiech], bo na pewno obaj zrobili bardzo dużo dla polskiego kolarstwa w swoich najlepszych latach. Mam nadzieję, że uda mi się za rok czy 2 zacząć ich godnie zastępować

— powiedział Filip Gruszczyński.

Na koniec musiał pozostać wątek, który niewątpliwie może być najtrudniejszy w kontekście dzisiejszej jazdy na czas. O ile bowiem reprezentant Polski był w przeszłości mistrzem naszego kraju w tej specjalności w kategorii do lat 19, o tyle później ten niespecjalnie miał okazję rozwijać się w tej materii. Wystarczy tylko wspomnieć, że w barwach tegorocznego zespołu, czyli węgierskiego MBH Bank CSB Telecom Fort, Filip Gruszczyński nie startował jeszcze ani razu na rowerze czasowym. Z tego powodu zapytałem go wprost czy w ogóle posiada na stałe taki rower, a także jak wyglądały ewentualne przygotowania do tego niedzielnego etapu w Wieliczce.

Po mistrzostwie Polski w 2023 roku, jeszcze w juniorach, to ile razy startowałem czy w ogóle siedziałem na rowerze czasowym można policzyć… Starty na palcach jednej dłoni, a treningi może na dwóch. W tym roku jeszcze nie miałem okazji ścigać się na tym rowerze, ale przez ostatnie 3 tygodnie troszkę na nim pojeździłem. Tyle, ile mogłem, myślę zrobiłem. Na pewno będę odstawał przez to – czy to samą jakością sprzętu, czy też ułożeniem na nim. Zapewne zabraknie trochę treningów, bo jednak pchać waty na rowerze czasowym to jednak inaczej niż pchać waty pod gór rywale przygotowują się w tunelach aerodynamicznych, robią testy… Ja tego niestety nie miałem, ale dam z siebie wszystko i zobaczymy na ile to wystarczy. Po dzisiejszym etapie podchodzę do tej czasówki bez obciążeń psychicznych. Zobaczyłem już na co mnie stać, nie ukrywałem, że celem było przetrzymać tę ostatnią Ścianę Bukovina, ale był to taki cel-marzenie. Zrealizowałem go, czuję się trochę rozliczony z tego Touru, bo wiem jak to będzie wyglądało w jeździe na czas. Dam z siebie wszystko, chcę widzieć, że pojechałem dobrze, mocno, być z siebie zadowolonym, a na ile to wystarczy? Zobaczymy w wynikach

— zakończył Filip Gruszczyński.

21-letni reprezentant Polski zajmuje obecnie 23. miejsce w klasyfikacji generalnej 83. Tour de Pologne ze stratą 1 minuty i 52 sekund do lidera. Teoretycznie możliwy jest nawet pewien awans, aczkolwiek słysząc jak wyglądały przygotowania młodego zawodnika, raczej trzeba się nastawić na to, że może się zdarzyć i pewien spadek w końcowej tabeli. Rywali bezpośrednio za plecami Filipa Gruszczyńskiego na szczęście nie ma za wielu, a zatem ten najprawdopodobniej zakończy wyścig w najlepszej „25”. Jak na debiut na poziomie UCI World Tour nie jest to zły wynik, a by ten był jak najlepszy możemy się dziś postarać wspólnie z reprezentantem Polski. Ten rampę startową opuści o 15:42 i zachęcam do bardzo gorącego dopingu wzdłuż całej 12,5-kilometrowej trasy. Niech energia polskich kibiców niesie 21-latka, który jest najlepszym polskim kolarzem 83. Tour de Pologne.

Nieopodal Bukovina Resort rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o 83. edycji Tour de Pologne:
Poprzedni artykułChristian Scaroni: „Nie jestem specjalistą od jazdy na czas, ale spróbuję powalczyć”
Następny artykułLars Boom, FDJ: „Célia mówiła, że nie zrobiła nic złego. Miała jechać na kole Demi aż do zakrętu”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Góral Świętokrzyski
Góral Świętokrzyski

O ile sodówka nie będzie mu biła do głowy, jak tej niewiadomo co, to będą z niego ludzie👌
To może być nadzieja naszego kolarstwa szosowego, bo tylko patrzeć, jak ostatni z wielkich naszego kolarstwa, czyli „Kwiato” zakończy karierę i…pustka😒