Fot.: Tour Auvergne-Rhône-Alpes

Isaac del Toro dołączył do panteonu gwiazd kolarstwa, które mogą pochwalić się zwycięstwem w klasyfikacji generalnej Tour Auvergne – Rhône-Alpes, czyli dawnego Critérium du Dauphiné. Meksykanin bardzo pewnie triumfował na trasie ostatniego etapu wyścigu i dzięki temu sięgnął po wygraną w całej imprezie.

Przed startem finałowego odcinka Tour Auvergne – Rhône-Alpes sensacyjnym liderem klasyfikacji generalnej pozostawał Luke Tuckwell (Red Bull – BORA – hansgrohe), ale za jego plecami plasowali się faworyzowani Matteo Jorgenson (Team Visma | Lease a Bike) i Isaac del Toro (UAE Team Emirates-XRG). Jasnym było zatem, że zobaczymy ciekawą walkę na wieńczącym wyścig Plateau de Solaison (11,5 km; 8,9%), a ostatecznie górą z tego pojedynku, z bardzo wyraźną przewagą nad rywalami, wyszedł ostatni z wymienionych, aktualny mistrz Meksyku. 22-latek w ten sposób osiągnął jeden z największych sukcesów w swojej kolarskiej karierze.

To jest piękne. Jestem bardzo zadowolony z tego etapu. Kilka miesięcy temu przeprowadziłem rekonesans tego podjazdu związany z Tour de France, ale dopiero 2 dni temu dowiedziałem się, że ten jest i na trasie tego wyścigu. To było miłe jechać tu mając w pamięci rekonesans z Tadejem. Jednocześnie to niesamowite, że udało nam się tu wygrać z drużyną. Walczyliśmy o to. Nie mogę w to uwierzyć

— rozpoczął Isaac del Toro.

Meksykanin podczas finałowego etapu mógł liczyć na solidne wsparcie ze strony kolegów z UAE Team Emirates-XRG, a następnie pozostało mu samotnie mknąć w stronę mety. Na tej 2. Juan Ayuso (Lidl-Trek) stracił równą minutę, a dotychczasowy lider Luke Tuckwell kreskę przeciął ze stratą 1:43. To pozwoliło Isaacowi del Toro pewnie sięgnąć po zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Czy wszystko poszło zgodnie z planem?

Przygotowaliśmy mój atak. Po wczorajszym dniu spodziewałem się, że wszyscy będą na mnie patrzeć. Pavel Sivakov, Pablo Torres i Kevin Vermaerke wykonali dziś świetną robotę. Pablo pociągnął mnie w iście szalonym tempie. Potem po prostu ruszyłem z kopyta do mety. Gdybym wiedział, że zostało jeszcze 8-9 kilometrów, prawdopodobnie nie zaatakowałbym w taki sposób, ale czułem się świetnie, jestem w formie i po prostu zadziałał instynkt. Jestem bardzo szczęśliwy, że się udało. Zwycięstwo w tym wyścigu znaczy dla mnie wiele, nie tylko dlatego, że wygrywam go po Tadeju. Mam do niego ogromny szacunek. Chcę być równie szczęśliwy na rowerze jak on. Staram się tym cieszyć. To niesamowite, kolejne zwycięstwo. Czy teraz będę pracował dla Tadeja w Tourze? Oczywiście. To będzie pełen gaz. Absolutnie pełen gaz

— zakończył Isaac del Toro, zwycięzca 78. edycji Tour Auvergne – Rhône-Alpes.

Teraz przed mistrzem Meksyku kilka tygodni przerwy, albowiem w jego kraju nie odbywają się w czerwcu mistrzostwa krajowe, tak jak w większości europejskich państw. Ten może się zatem w pełni skupić na ostatnich szlifach formy przed Tour de France, które wystartuje już 4 lipca z Barcelony. 22-latek będzie tam kluczowym pomocnikiem Tadeja Pogačara w składzie UAE Team Emirates-XRG.

Poprzedni artykułSponsor chce się wycofać, Movistar Team może mieć problemy
Następny artykułMarius Linde zwycięzcą Ślęża Tour: „Marzyłem o tym momencie przez długi czas”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
6 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Tajfun
Tajfun

Fajne i kluczowe zdanie „Gdybym wiedział, że zostało jeszcze 8-9 kilometrów, prawdopodobnie nie zaatakowałbym w taki sposób” to właśnie obrazuje czym różnią się wielcy od bardzo dobrych. Tadej nie patrzy ile kilometrów do końca, jak czuje to rusza. Del Toro tym zdaniem pokazał co się dzieje w głowach kolarzy, za dużo kalkulacji i strachu, a na nieświadomce poleciał po swoje.

Fajne również jest to jak się wypowiada o Tadeju, widać jest jego mentorem i on zna swoje miejsce w szeregu, poświęci się w TdF dla niego, a kiedyś sam będzie tam liderował.

Ja1
Ja1

Oczywiście, cały czas mu nadają do ucha, ale nie wiedział ile jest do mety. Jakie piękne, romantyczne kolarstwo.

Łukasz
Łukasz

Gdy Byku zamiast walczyć o zwycięstwo w Giro pilnował Carapaza, wkurżył mnie konkretnie. Nadalem mu tytuł gregario, kolarza pozbawionego waleczności. Tymczasem może potrzeba czasu, aby jego możliwości zaprowadziły go po wygraną w jednym z trzech tourów? Nie każdy rozwija się w tym samym tempie. Na pewno nie ma parcia na liderowanie za wszelką cenę. Jak sam mówi chce się uczyć od lepszych i ta pokora wyjdzie mu na dobre.
Tajfun, słuszna uwaga. Napięcie towarzyszące kolarzom czasami blokuje ich ruchy i gdy zaczynają kalkulować mogą stracić szansę na wygraną.

Ja1
Ja1

Oczywiście Jakub, pewnie masz rację. Ale…ostatni dzień, ostatni podjazd, zrobiony wcześniej rekonesans, walka o etap i generalkę, atak przygotowany przez całą drużynę, itd. No nie każ mi wierzyć, że są amatorami i to był spontan.